voix

release date CD: feb 2016
release date LP: march 2016
by the Ajna Offensive for america
by Norma Evangelium Diaboli for europe
reference : ned039/flame99

8:18
7:54
5:01
7:01
5:34
9:29


'' The band is manoeuvring faithfully to its traditionalist approach, moving closer to the primordial principles of their music :
a purely instrumental and methodical exploration of the powers of musical trance achieved with classic rock instruments.
Their work on this album goes deeper into the textures of sound, the magic of the frequencies and resonances :
howling distortion, bass-mantras, chanting drums...
Voix is one piece, divided in six parts, totalling 45 minutes.
Composed as a multi-directional labyrinth with a constantly changing map,
its secrets can only be revealed in the space between the notes and beats : where and when the voices shall be heard.
The tapes have been magnetized at Drudenhaus in the western reaches of France."



reviews

npr.org
At the entrance of the endless abyss, a whale-serpent imprints the complete discography of Aluk Todolo's instrumental occult rock into your being. It's true! (It's not.) The process is terrifying at first, but as the squeals of cosmic guitar feedback and sinister rhythm section course through your veins and brain, you become one with the depths of vibration.
The whale-serpent will soon have a new addition to its ritual, Voix, Aluk Todolo's fourth album. The French trio continues the path laid by 2012's incredible Occult Rock, jamming on dark psychedelic rock as the band's black-metal roots buzz in the background. Opening the record is "8:18," a gnarly thing that sounds like Miles Davis' Agharta played by a Can/Hawkwind supergroup. More than ever, guitarist Shantidas Riedacker meditates on the textures of feedback as drummer Antoine Hadjioannou and bassist Matthieu Canaguier work up a shadowy trance. All hail the whale-serpent!
thewire.co.uk
Aluk Todolo formed in France in 2004, and although the trio have released just four albums to date, their music has travelled far and wide, interpolating elements of krautrock, psychedelic rock and ritualistic repetition into black metal. Their latest work is titled Voix, but, in typically cryptic fashion, is a purely instrumental recording. Its six tracks and 43 minutes are designed as a suite, composed, they say, “as a multi-directional labyrinth with a constantly changing map".
Their previous album Occult Rock was descibed by Phil Freeman in The Wire 345 as "one of the most powerful pieces of psychedelic music since mid-1990s Fushitsusha", and Voix is reviewed in The Wire 384. Aluk Todolo opened for Faust in New York in 2009, and more recently performed at Le Guess Who festival alongside Magma, Annette Peacock and many others. The trio are due to play Moscow in March 2016. Voix is released by The Ajna Offensive/Norma Evangelium Diaboli on 5 February.
kvlt.pl
Kochane dzieci, nie bierzcie narkotyków. A jeśli nie odpowiada wam rzeczywistość i macie ochotę potripować zacznijcie słuchać czegoś więcej niż Five Finger Death Punch czy inne Bullet For My Valentine. Na przykład Aluk Todolo.
Voixto jedna wielka instrumentalna kompozycja, która, jeśli wybaczycie kolokwializm, po prostu ryje banię. Francuzi postanowili zabrać swoje instrumenty, wzmacniacze, kable i inne zabawki w czasy, kiedy o muzyce decydował rytm, klimat, kiedy muzyka służyła do wywoływania duchów, przywoływania deszczu, przebłagiwania bogów. Do czasów, w których taniec nie polegał na ocieraniu się genitaliami, a na zatraceniu się w rytuale poświęconym istocie wyższej, kiedy dźwięki miały moc docierania do podświadomości dzięki mantrowym rytmom, które wyłączały ludzką percepcję. Okazało się, że można do plemienności muzyki wrócić nie jak Max Cavalera – używając najprostszych rozwiązań i banalizując całość sprowadzając ją do fajnych, acz płytkich rytmów. Można po prostu puścić się w szał kreowania, powodowania dźwiękami. Efektem takich działań jest Voix. Nie ma tutaj piosenek, co to, to nie. Poszczególne fragmenty jednej wielkiej kompozycji przechodzą w siebie, nie mają sztywnej konstrukcji, nie są ograniczane niczym innym, jak tylko wyobraźnią, emocjami i umiejętnościami twórców. Przy czym słowo „twórca” nie jest jednak odpowiednim określeniem – bardziej stosowne byłoby „przekaźnik”. Hadjioannou, Canaguier i Riedacker tworzący Aluk Todolo zdają się bowiem mieć łączność z jakimś kosmicznym źródłem, które korzysta z nich jak z światłowodu, by dotrzeć do finalnego odbiorcy, czyli do słuchacza. Być może tym kosmicznym źródłem jest LSD, ale nie przesądzajmy.
Dźwięki, które tworzą Voixsprawiają wrażenie czasami niekontrolowanych. Poszczególny instrument potrafi powtarzać mantrowo prostą partię kilka minut hipnotyzując słuchacza, by potem na chwilę wystrzelić w inną rzeczywistość lub przeskoczyć na inny rodzaj powtarzalności. Bas i perkusja, tworzące kręgosłup Voix, zdają się być pretekstem dla dźwięków gitary, która błądzi niby po przypadkowych rejestrach, ale mimo tego całość ma wielką siłę rażenia – wpada do naszej podświadomości i korzysta z niej niczym z centrum dowodzenia; odcina stamtąd słuchaczowi dostęp do innych poza słuchem zmysłów. Efekt jest taki, że choć muzyka Aluk Todolo jest nieskoordynowana i nijak się jej nie da nazwać przystępną, to skupiony odbiorca traci świadomość o istnieniu świata zewnętrznego.
W Opowieściach o pilocie Pirxie Stanisława Lema znalazło się opowiadanie, w którym tytułowy bohater musi przejść jeden z ostatnich testów w Akademii. Kładzie się zatem w specjalnym basenie wypełnionym zasoloną wodą o temperaturze ciała, by miał wrażenie, że unosi się w nieważkości. Nie może się poruszać. Ma odcięty dostęp do wszystkich zmysłów. Na kilka godzin zostaje sam ze sobą, bez ciała, funkcjonuje jedynie jako myśl, jako system nieuchwytnych impulsów będących składowymi jego jestestwa. I cierpi. Nie znam płyty, która opisywałaby to uczucie lepiej, niż VoixAluk Todolo. 8/10 23 grudnia 2015 | Jakub Milszewski

metalireland.com
ALBUM OF THE MONTH : Sensual, entranced and fast - Aluk Todolo's cult experimental ROCK It feels so live you lose yourself
“And now for something completely different,” goes the famous quote.
So weaving, pulsing and clattering their way out of the Anja Offensive lair come Aluk Todolo, once again – to blow the cobwebs off your bored ears with hurricane force.Their last lodestone, ‘Occult Rock’ from 2012, impressed so many with its entranced beats and utterly different musical agenda. Yet it was totally under the radar. It’s a shame, because music like this just doesnt yearn to be heard – it yearns to be sensed all over. It is just so full and so moreish, vintage but modern, heavy yet spacious.
Worn Loudly
Their 70’s influences are worn loudly on their sleeves, but not in the camp or arch way of the grasping, trendy crowd currently doing the rounds. This is much more serious than that. The songs are long, long, long digressions through trance like states of high-rock, recalling Mahavishnu Orhestra more than anything, but washed over with a much rocked-up Godspeed You Black Emperor.I wouldn’t for an instant say they’re still suffused with black metal, because they aren’t, but every so often you get a hint at where these guys have come from. That comes when you hear the nod to modern Mayhem in those backward chord scrapes, or a lingering high pitched whine from some instrument in the background. There are no vocals to complicate matters. If anything the bass does that, with it’s constantly wandering, spidery detail.
Keeping Paice with Mitch
The real joy of it all however is the drumming. I just hear so much Mitch Mitchell (the innate groove), Ian Paice (the cymbals) and Bill Ward (the thunder) all the way through it. As with many great albums there is zero point whatsoever in breaking this down to individual tracks because it just doesn’t work that way. You have to have it whole. And in whole it is immensely different, it’s own thing, and their own band, so far our from the mainstream as to be beautiful for that fact itself.
They’ve captured their vibe so exquisitely that listening to it actually makes you feel like you’re in the front row of one of their gigs, absolutely transfixed to the music.
And that feeling is something you just dont get every day. So check this out -it’s a little cracker, and easy Album Of The Month for Decemer 2015.
4.4/5 – Earl Grey ::: 27/12/15

theblastingdays.blogspot.com
Voix (to be released early in 2016)  is Aluk Todolo comeback after their extrardinary double album "Occult rock" in 2012. Is it as good? I'd say it's not but it's still good enough to live up to the expectations I think. And be one of the most interesting and best rock album in 2016. The instrumental trio intoduced no new elements in Voix but we could say they are already unique so no need to change a lot a formula that is giving excellent results. Their music is still based on an excellent rythmic section (drums & bass) with some krautrock repetitive patterns and weirdness, free rock, noise rock heaviness and edge, and a taste of black metal speed and cold execution. The lead element is done by the guitar with noisy and darkly psychedelic flavours. These six tracks that forms Voix are a nice addition to the discography of one of the best french band. Very highly recommended!

thrashocore.com
Personne n'est Aluk Todolo et Aluk Todolo n'est personne. Le constat est toujours aussi clair et ce dès la première écoute de « Voix », nouveau disque marquant le retour du trio Français sur le devant d'une scène avant-gardiste qui ne l'attendait plus vraiment. Quoiqu'on en pense en terme subjectif, « Occult Rock » avait marqué le petit monde du Black Metal mais aussi de quelques autres sphères plus expérimentales, ce qui aura d'ailleurs conduit le combo à se produire en compagnie de Sunn O))) et des tout puissants Magma le soir du 13 novembre 2015, au Guess Who ? Festival hollandais. Il est profondément difficile de détrôner « Occult Rock » dans mon esprit, notamment en ce qui concerne l'impact qu'il aura eu sur un Black Avant-Gardiste qui peut parfois avoir tendance à se perdre dans les concepts ou les influences.
Si le néophyte peut finalement croire que l'avant-garde consiste à prendre un style musical et à le tordre dans tout les sens pour finalement arriver à y trouver son compte, l'amateur une lichette plus avisé sait quant-à-lui que bon nombre de groupes qui utilisent ce procédé apparaissent parfois comme limités par leurs influences (Maïeutiste ou le dernier La Division Mentale) ou au contraire complètement dépassés à force de tenter de manger dans des râteliers dont ils ne maîtrisent ni le goût, ni la conception (Liturgy sur « The Ark Work » est probablement l'exemple le plus probant, mais il en existe des tas d'autres). Et c'est là qu'arrive Aluk Todolo, qui visiblement a bien compris l'intérêt de la limitation volontaire qui n'est pourtant pas sans aller de paire avec une certaine liberté musicale, peut-être plus profonde et personnelle que chez ceux dont elle se fait l'étendard conceptuel.
« Voix » se présente donc avec une simplicité drastique, un minimalisme absolu et peut-être encore plus radical que sur son prédécesseur. Une pochette dès plus sobre et des titres de morceaux qui correspondent tout simplement au timing de ces derniers. « Occult Rock » prenait tout de même la peine avec sa pochette vaporeuse, son titre et son double digipack de nous offrir quelques clefs de compréhension alors que « Voix » se contente de nous jeter à la gueule les six morceaux de la galette, plutôt courts et compacts d'ailleurs. Cet aspect brut, court et précis sera d'ailleurs le premier vecteur d'appréciation de ce nouveau-né puisque de facto « Voix » est nettement plus digeste que ses aînés. L'autre ingrédient qui aide à cette compréhension plus rapide qu'à l'accoutumée est cette présence immédiate de repères Alukiens, identifiables dès les premières secondes de « 8.18 ». On retrouve ce feeling quasiment improvisé, ces quelques notes en suspensions plaquées sur une rythmique façon compresseur progressif qui ne lâche jamais sa proie.
Quiconque apprécie la musique des esthètes Français ne sera à priori pas déboussolé par « Voix » qui s'ancre dans une tradition désormais habituelle pour l'amateur de ce Blackened-Krautrock si particulier. Et pourtant, malgré des similitudes, cet album n'est pas pour autant une copie pure et dure des précédents puisqu'il constitue une nouvelle grille de lecture de l’œuvre des Français. Moins jusqu'au-boutiste à première vue (exit les blasts-beats de dix minutes qui pouvaient en décourager plus d'un), « Voix » se place dans une dynamique encore plus improvisée, encore plus sèche et stricte. Ici, tout n'est que décharges stridentes de saturations guitaristiques quasiment Noise, de basses laissées en suspend dans un travail particulièrement résonnant (le départ de « 5.01 » est particulièrement équivoque à ce niveau) et d'une batterie qui multiplie les notes, les cymbales et autres fignolages...
De cette opération découle un résultat plutôt surprenant : le psychédélisme du combo n'en est que plus exacerbé. En durcissant encore sa recette, le trio a finalement réussi à sublimer son aura trippy, son aspect furieusement planant par des arpèges dérangeants et autres tournoiements spécifiques qui focalisent dorénavant toute l'attention alors qu'ils pouvaient auparavant être un peu masqués par le déluge sonore qui prenait parfois le dessus. Souligné par une production toujours organique et baveuse ainsi que par des influences Jazz-Rock palpables : « 7.01 » me rappelle le fameux « Gondwana » de Miles Davis, deuxième morceau de la partie « Pangea » issue du quadruple LP live « Agharta & Pangea ». On retrouve cette ambiance obscure, distordue et nébuleuse si spécifique à une forme de Jazz flirtant vaguement avec les formes les plus étranges du Drone. Aluk s'est enrichi avec « Voix ». N'allez pas croire que j'insinue qu'Aluk Todolo était un groupe « pauvre », seulement force est de constater que ce dernier disque apporte une pierre de plus à l'édifice bâti par les trois musiciens. FleshOvSatan 5 Janvier 2016

merchantsofair.com
Some bands are exceptionally praised for their unique and unmatched sound, regardless of genre boundaries or ideology.  Sunn O))) definitely is one of them and so is Aluk Todolo.  In fact, as far as those unique bands are concerned, Aluk Todolo is one of my favorites, certainly live.   I've seen them play in support of Sunn O))) in a perfect setting, a nineteenth century fortress.  That really was a night to remember.  Later, the played in a venue close to where I live and the were equally massive and hypnotic.  Since then, I'm a fan.
One way or another, whenever a band releases an album, the fans are the hardest ones to please.  The album sound either too much or too little like the previous one.  Yet, with a unique sound comes a unique possibility to explore.  That's what drives Aluk Todolo, exploring the trance-inducing blend of krautrock, black metal and psychedelic rock.  In the case of 'Voix', that means a wider expansion of their signature sound.
That's exactly what 'Voix' is, an intense and psychedelic trip through the sonic universe that this trio has created.  As with their previous albums, it's hard to find out where one track ends and another begins.  I've been listening to this piece of work a few times now and it still isn't easy.  Much like with drone acts like Nadja or Dirk Serries, the whole seems one elaborate variation on a theme.  Do I mind?  Absolutely not, there exactly lies the power of this music.
Most of what I hear on this album, are outbursts of psychedelic guitars and jazz-influenced drums.  At first the bass guitar seems to be the only element that brings a bit of variation to the whole.  Yet, after turning up the volume and let the music do its work, this becomes more than a bunch of heavy instrumentals.  The bass guitar becomes the guide through this haunting and complex sonic assault.
There are a lot of bands with 'an own sound' but Aluk Todolo managed to wipe the floor with all of them (or perhaps most of them, certainly if you consider Godspeed You Black Emperor as one of those bands.).  They came out of the studio with another masterpiece, one that doesn't just bring more of the same.  'Voix' confirms and expands the reputation that these guys already have.  I for one can't wait to see them play this live.
Serge
TheDirtyRoom
Well this is an interesting and welcomed change-up from what I’m used to getting. A total instrumental psychedelic freak out. Aluk Todolo go from melodic to noisy to technical to utter simplicity all at the drop of a fine tuned hat. This is basically one long song, though it is broken up into six tracks, all of which run right into the next. There are heavy parts, mellow parts, and parts in between. There are elements of Metal, Prog, Psychedelic Rock, and Stoner Rock, all cohabitating nicely together in one nice little village. I would love to experience this live, and apparently they are going to be touring in the States later this year, so you never know. For now I’ll be listening to Voix over and over, all the while still trying to really wrap my head around the whole thing. I suggest you do the same. (AP)
rockway.gr
Οι Aluk Todolo επανέρχονται δισκογραφικά βάζοντας τις “φωνές”, στα γαλλικά “Voix”. 3 χρόνια και κάτι μετά το “Occult Rock” (review) επιστρέφουν πάλι με την ambient/drone/post-rock μίξη τους να σε αρπάξουν από τα μαλλιά.
Όσοι ήσασταν στο live τους με τον Stephen O'Malley πέρυσι το Φεβρουάριο ακούσατε τα κομμάτια αυτού του δίσκου και ξέρετε ήδη αν σας αρέσει ή όχι, για τους υπόλοιπους να πω πως ακούγεται σαν ένα κομμάτι. Μπορεί να είναι χωρισμένο σε ενότητες, αλλά ουσιαστικά είναι η ανάπτυξη μιας ιδέας, της οποίας οι ενότητες μπαίνουν η μία μέσα στην άλλη.
Προσωπικά, τους απολαμβάνω για τη με ωθούν στα άκρα με ωραίο τρόπο και εκεί που σκέφτομαι πως δεν αντέχω άλλο, με ακουμπούν πίσω απαλά και αναπτύσσονται με έναν πιο γνώριμο τρόπο για μένα. Αν έχετε απορίες για το τι είναι γενικά οι Aluk Todolo, μπορείτε να διαβάσετε και την συνέντευξη τους στο Rockway.gr (link) και να κατατοπιστείτε ακόμη περισσότερο.
Αν δεν αντέχεις τους ανήλεους κιθαρισμούς, τη noise αισθητική και τους επαναλαμβανόμενους ρυθμούς, αλλά μέσα από πρίσμα kraut/space, μην κάνεις καν τον κόπο γιατί θα αυτοπυροβοληθείς με το γνωστό ΟΠΛΟ ΠΟΥ ΠΕΤΑΕΙ ΜΑΛΑΚΕΣ.
glaciallymusical.blogspot.com
I do my best to get down to Powell Symphony Hall on North Grand in St. Louis, Mo.
Orchestral music is so powerful
There are few stars, but many faces. There's the conductor of course, who many, myself included, may have a bit of fun at their expense...
The first violin. I don't quite understand what the star power there is, but they're always mentioned in the program and get an extra special moment to bow.
Then there's the music!
It's big, lush, and as powerful as any death metal concert. There's a reason why metal took on a classical influence in the early 1980's, people.
No one would ever say though, I'd listen to the symphony more if they had someone singing.
Picture if you will...a gravel road in the middle of nowhere.
You're driving with a close friend or you significant other and it's silent.
The lack of light pollution makes everything pop out at you, but your truck breaks down.
Now you're walking down this road...the bright headlights have gone dim.
Now there's a sound behind you...and you're a bit nervous because you can't see anything.
Your SO tells you that you should've gotten that oil change....and you hear something else. Your pulse quickens.
RUN!
You trip, You fall. You get up and keep going. You've seen this a thousand times in the movie theater. You can't believe this time it's you who's the star. This is not happening you say.
And for the first time...it's true.
Though not a concept album per se and Voix feels like a piece of narrative music to me. Slow and monotonous at times, the crescendo it builds to is worth every minute waiting for its appearance.
musique.fnac.com
Nouvel opus des Grenoblois mystiques d'aluk Todolo "Voix". Le Blackened-Krautrock du trio est comme à l'accoutumé sombre, dissonant, impressionnant de maîtrise et fourmillant d'idées tarabiscotées, ce nouvel opus est néanmoins plus épuré mais paradoxalement peut être plus riche qu'"Occult Rock", pourtant déjà un quasi chef d'oeuvre de Metal Avant Gardiste Iconoclaste. ALUK TODOLO est unique, fait fi des conventions et avec "Voix" enterre la concurrence et les derniers détracteurs à leur génie musical hors de ce monde. A écouter absolument !
Pour fans de Skull Flower, Menace Ruine, Amon Düül Ii, Gnaw Their Tongues, Locrian, Murmuüre.
zwaremetalen.com
Sinds ruim een decennium staat het Franse Aluk Todolo garant voor bedrukkende en ritualistische blackmetal. De band heeft een sound weten te creëren waarin blackmetal van het uitgesponnen soort wordt gespeeld. Zo uitgesponnen zelfs, dat het richting krautrock gaat. Voorganger Occult Rock was een gewaagde stap met 85 minuten aan atmosferische muziek, maar de band wist desondanks de aandacht vast te houden. Nu is er dan Voix, dat, ondanks een beduidend minder lange speelduur, net zo intens en bedwelmend is.
Mocht je onbekend zijn met Aluk Todolo, dan is het mogelijk dat je met een verkeerd beeld de muziek tegemoet gaat. Ook Voix kan deze fout veroorzaken. Het duurt namelijk geruime tijd voor er verandering komt in de slepende riffs die tijdens 8:18 te horen zijn, waardoor het geheel als een ellenlange intro aandoet. Feit is dat deze atmosfeer tekenend is voor het hele album en echte variatie pas gevonden wordt bij het beluisteren van 5:01. Hier komt een onrustige riff naar voren, die nadien nog enkele malen terugkomt.
Deze insteek tekent de atmosfeer door een continu gevoel van onrust en neuroticisme. Tegelijk is de band ook technische erg capabel. Dit type riff vergt namelijk nogal wat van de beheersing van de muzikanten en Aluk Todolo slaagt hier met verve. Het is opvallend dat de band met slechts enkele ankerpunten een album met een sterke samenhang weet te maken. Het overgrote deel bestaat uit onheilspellende klanken die bijna lijken te zweven over de dreunende drumlijnen en daar ligt de kracht van het album: het creëren van een tomeloze en bedrukkende atmosfeer die zich heeft losgemaakt van conventionele structuren.
Aluk Todolo breit verder aan het uistekende repertoire met een broeierig werkje en slaagt er weer in om ritualistische muziek een nieuwe dimensie te geven. Voix laat een band met een duidelijke richting en visie horen. De invloeden uit de kraut zijn niet al te opzichtig en leiden tot een uiterst originele mix met de naargeestige blackmetal. Niet iedere blackmetalfan zal iets kunnen met deze muziek, maar als je geduld hebt en op zoek bent naar de juiste atmosfeer, dan ben je hier aan het juiste adres. 81/100

attnmagazine.co.uk
Like a shark, the survival of Aluk Todolo hinges on incessant movement. Unlike a shark, Aluk Todolo are consciously haunted by their own mortal fragility. Percussion moves in frantic twitches and convulsive thrusts; cymbals scuttle like spiders, drums palpitate like a torso in the throes of violent nightmare. All the while, bass and guitar tap into the nausea of fear, mimicking all manner of hornet’s nests and prickling sensations. Aluk Todolo can sense the gnarled fingers of silence clasping at their ankles; Voix captures the sensation of being constantly terrified, forever running forward while obsessively looking back. Is this any way to live?
I’ve not heard a more anxious bass hook than the one that rambles over the closing movement – constantly rolling, tumbling; a quickening breath, a dangerously juddering heart; coaxing the guitar toward shrieks of noise and riling the crash cymbals into frenzy, bouncing between the restive, reactionary sensitivity of free jazz and krautrock’s curse of eternal motion. In these circumstances, even the most innocuous of reference points turn sinister – surf rock slinks out of reverb springs, while twangs of Americana conjure the image of a panic attack in a wild western saloon. I’ve been through the experience several times now, and I’d implore you to take this advice: breathe deep into that fleeting pause that arrives between tracks one and two. Cherish the moment that all of the instruments are sucked into the void of cathedral echo. It’s the one, solitary second of stillness in an otherwise ceaseless 43 minutes.

echoesanddust.com
Plunged into Aluk Todolo’s new record Voix for the first time, what immediately sprang to mind was a vast iron machine I’d seen years ago in the Henry Ford museum in Detroit. The endless complex of hangars which comprises America’s largest museum collects together all kinds of famous and distinctive vehicles now at rest: the Rosa Parks bus, the Cadillac in which JFK was shot, and a car that looks like a hot dog. But the most impressive item, looming heavily over all the other contraptions, was the train. The most powerful steam locomotive ever built, apparently, stupidly big in its black metal scarab shell, the absurd gravity of the train thing bending perception through sheer improbability: like dung beetles pushing 250 times their own weight around, or bees scientifically proven to be unable to fly yet still able to wander lazily around in the sky. That train is what Aluk Todolo evoke at full tilt, simultaneously machine, alien and insect with myriad metallic parts whirring and clanking in peculiar rhythms, adding up to an uncanny propulsion despite or because of its vast strange weight.
The album bursts into the world with all pistons and gears and legs and wings all revolving and pulsing, skrittled along by inhuman, inscrutable but formidable intelligence, music designed by and for a consciousness seemingly used to more arms and legs than the four we’re used to, for thousand-faceted eyes or ears in your knees. Listening for the first time while driving at night (in my own metal ton of synchronized moving parts) the headlights for an instant lit up a scrapyard, a whole row of damaged car shells abandoned like a dusty ledgeful of dead insects. The music, it seemed, threatened to reanimate them all, the seemingly ordinary raw materials of metal magicked into life through some weird affinity with beetlelike carcasses.
Voix has the same menace of the band’s previous work, but it’s more insistently energetic than the abstract lurching of Descension or the deep space isolation of Finsternis. It’s closer to Occult Rock with its blocks of steel machinery, faster but never frantic in controlled complexity: but there’s not even really many riffs, or at least it’s not centred around them, since it’s all about the intricate unstoppable momentum of the dizzyingly interwoven rhythms.
It’s not all played out at top speed though, and there are moments where lower gears show a different power ration, which is just as compelling. There’s weird iron-horse venting and braying during a slower part on the fourth track, and some brake-screeching wails that provide some semblance of guitar excess on another (they’re all just named after how long they are, I think). Throughout though, the snittering beetling tlatlting percussion is always alert and inquisitive, giving everything a heightened sense of agile force. Listening to the album is to be deeply immersed in an altered way of perceiving, as if giving you a glimpse of what it would be like to view yourself from an alien insect machine perspective, but without knowing its motives. A strange and intense experience.

dcalc.fr
Aluk Todolo débarrassé de ses digressions, ne gardant que ses atours carnassiers, voilà de prime abord ce qu’évoque Voix. Dès la première seconde, on est happé. Mais ça, c’est plutôt habituel. Et puis l’enchevêtrement est toujours de mise. La basse tapisse la route tortueuse de grosses giclées caoutchouteuses sur lesquelles la batterie rebondit et la guitare traque l’inattendu, balançant ses riffs qui s’évaporent dans l’éther ou mutent en déferlantes insidieuses. Mais dans le fatras, on a pourtant l’impression d’y voir plus clair, ce qui est assez nouveau. Un peu comme si le trio avait délaissé l’accumulation et le tabassage systématique du spectre pour laisser résonner l’écho. C’est bien ce qui frappe, cette résonance particulière. Elle habite tous les titres. Habille les riffs, les ondes et les frappes. Les rend plus fuselés encore. Sans doute sont-ils moins nombreux qu’à l’accoutumée, comme si Aluk Todolo avait voulu les laisser grossir une fois expulsés des instruments. Leur pouvoir de nuisance n’en reste pas moins important : dès lors qu’ils ont quitté les enceintes, ils pulvérisent tout et alourdissent considérablement l’atmosphère. Toujours aussi oppressante, la musique retient ses coups pour donner plus de puissance à ceux qu’elle distribue désormais avec parcimonie. Toujours au même endroit. Dans le ventre. Souffle coupé, papillons devant les yeux, la bile au bord des lèvres. Il ne faut pourtant pas s’attendre à un revirement stylistique drastique, Aluk Todolo reste Aluk Todolo. Ces six instrumentaux, uniquement identifiés par leur durée, ne pouvaient provenir que du trio. Le même amalgame black-prog-kraut-noise, la même transe, le même psychédélisme labyrinthique conduisant aux mêmes contrées sombres. Et le groupe à beau avoir restreint le nombre de notes, il en reste encore beaucoup, ainsi que les changements de direction inopinés qui toujours prennent par surprise. Si Voix resserre le propos, il reste campé sur les mêmes fondations.
Mais cette aération inédite, cette résonance singulière exacerbe les traits cosmiques du trio. Le déluge de riffs stridents, les ondes sépulcrales de la basse et la batterie toujours aussi métamorphe construisent des morceaux revêches mais un poil moins renfrognés que sur Occult Rock. De ce dernier, Aluk Todolo n’a gardé que l’attaque, plutôt frontale, parfois larvée. Un condensé qui ne tient cette fois-ci que sur un disque. Il a gardé aussi la vibration morbide même si le black hérité de Descension et Finsterniss’est peu à peu dilué au profit d’un agrégat de plus en plus kraut, de plus en plus harsh et quasiment jazz. Voix s’inscrit donc dans une continuité, la patte demeure mais la musique continue à évoluer par petites touches abstraites, comme si chaque album se singularisait des autres par une mise au point différente, centrée sur un trait saillant qu’il veut faire apparaître avec netteté, laissant flou le reste. Sur celui-ci, c’est bien sa faconde psychédélique qu’Aluk Todolo semble vouloir mettre en avant : l’architecture disloquée et bizarre apparaît au grand jour puisqu’elle n’est plus noyée sous un déluge de notes, basse et batterie agrafées l’une à l’autre tracent une route progressive, toujours inattendue, répétitive et sinueuse que l’on peut désormais pleinement détailler et les zébrures aiguës de la guitare s’élèvent bien au-delà de la stratosphère pour rejoindre l’espace intersidéral. Les instrumentaux sont six mais résonnent comme un seul, les mouvements se fondent les uns dans les autres : du fuselé 8-18 en ouverture jusqu’au cosmique 9-29, la rythmique reste indéboulonnable, la basse rebondit sur elle-même dans un mouvement perpétuel qui ne faiblit jamais, les cymbales sont giflées, effleurées, castagnées et la guitare se montre toujours aussi inventive. Ciselée, sèche et percutante, l’ossature mute insidieusement, tour à tour rouleau compresseur ou entrechat suspendu dans les airs : 5-01 par exemple et sa noise dont ne subsiste que les nerfs, 7-01 qui lui se recroqueville sur le jazz tailladé de la batterie, offrant une enclave ténue et presque murmurée, 5-34 plus viscéral, on a l’impression d’être face à un humanoïde en trois dimensions dont chaque morceau détaille une strate.
Disque IRM, plombé et minéral, perché et minutieux, Voix est à nouveau une indiscutable réussite de la part d’un groupe qui n’a connu que ça. Tous les albums se suivent et se ressemblent sans jamais être les mêmes. Aluk Todolo suit sa route, esseulé et racé, sa voix toujours accaparante et hypnotique. Énigmatique, tarabiscotée, s’adressant au cortex et aux tripes, la musique du trio se rapproche aujourd’hui d’une forme d’épure mais n’en reste pas moins magnétique.
Remarquable.

meatmeadmetal.wordpress.com
French explorers Aluk Todolo push smear of spacey, dizzying sounds to send ‘Voix’ into stars.
As noted 15 million times on this page, I have been watching pro wrestling avidly for decades. Initially, I just kept up with the storylines from the announcers and the wrestlers talking about their motivations and why they wanted to destroy their opponents. As time went on, I realized there was another layer of plot afoot, one woven together by the performers’ actions, facial expressions, and timing that pushed the sub-plot going on physically.
That idea is one I often think about when approaching instrumental bands. Groups that go without singers and elaborate (or more simplistic) lyrics have a bigger challenge engaging their audience with their musical journeys. I have friends who prefer not listen to instrumental bands simply because it’s not as easy to grab onto the threads, but I’ve always felt the opposite. There is so much space to explore and possibilities lingering out there, that a record could become whatever you want to make of it. French explorers Aluk Todolo are the perfect example of this type of thing, a band that can capture your imagination simply through their playing and jettison you off to somewhere else. You don’t need to have a story told to you. Instead, you can feel their intracacies and waves and take whatever type of trip suits you.
The band has returned with their excellent new fourth record “Voix,” a six-movement album (and follow-up to 2012’s great “Occult Rock”) meant to be digested as a whole, because that’s what it is. It’s a piece designed to be experienced as one, not unlike a movie, and as each new segment feeds from the other, you can’t help but get caught in the waves. Aluk Todolo–guitarist Shantidas Riedacker, bassist Matthieu Canaguier, drummer Antoine Hadjioannou–enrapture you with their hypnotic melodies and musical precision, leaving you no need to hear them speak to you with words when they are just as effective using sounds.
Each track is given only its running time as a title, so we start with “8:18” and its doomy lurching that reminds a bit of the opening to “Iron Man.” It charges up and gets loopy and proggy, with some dreamy passages surging, and the journey taking you into pockets of wind gusts. The lead guitar work burns, while a cosmic glaze is drizzled over it all, and we’re into the second piece “7:54.” The sounds that carry over swim, with the drums splattering and the guitars charging. The song seems to radiate, with murk rising and its various parts bustling, and then sounds stretch overhead, sounding like a jet engine. The guitar works smokes and hovers, leading into “5:01.” The humidity thickens as it eases into calm. The track floats for a while before it ignites, with each part of the track then smoldering. The melodies later take on a mesmerizing tone, with the guitars getting tornadic and your brain melting down.
Then it’s on to “7:01,” where the piece settles down again, with a noiry splash and the various sounds crying. The guitars then dig back in and begin to agitate, while the darkness spreads over everything, bringing back the spellbinding power. As the piece goes on, the pace begins to steamroll, the bass gallops, and we’re right into “5:34,” which continues on the same path. The guitars strike like lightning, but as the song progresses, it gets a little moodier. The drums drive, the bassline runs circles, and the track begins to induce panic, leaving you gasping for air as the finale “9:29” arrives and keeps snaking through the thick air. Spacey noises give a hard woosh, with guitars humming underneath that, and the bottom end getting aggressive. The pace scorches later, letting the chaos hang like a cloud before surfy, trippy elements take hold and numb your brain. The final moments slowly trickle off into the distance, as the remaining echoes make their mark.
Aluk Todolo keep driving into deeper black holes and expanding the space around them. Their records are journeys that never feel or sound the same way twice, and that same thing goes for “Voix.” This is a stunning piece of work that is cinematic and mind altering, and it is going to drive you to places in your mind you may not have known existed.

normanrecords.com
On Voix, Aluk Tolodo have finally made a harsh noise record from their traditional setup of guitar, bass and drums. Their instrumental thrash, which borrows from rock, black metal, free-improv and industrial music, is a frenzied and uncontrollable wall of sound. But their wonderful and evil racket also comes from serious compositional skill. Digipak CD from Norma Evangelium Diaboli.

chaosvault.com
Lubię myśleć, że mnóstwo jest na tym świecie kapel, które robią zajebistą muzykę, a ja o niech nie mam jeszcze pojęcia. One gdzieś tam czekają na odkrycie.
Tak mniej więcej było z zespołem Aluk Todolo, który polecił mi znajomy słowami: „Ty lubisz takie transowe klimaty, powinno ci spasować”. Oczywiście, jak to przy okazji takich dyskusji przy 5-6 browarku, zapomniałem tej dziwacznej nazwy. Ale niedawno pojawiła się w moim zasięgu promówka tej kapeli. Nie mogłem po nią nie sięgnąć. Aluk Todolo para się generalnie muzyką rockową. Poprzestać jednak na tym, że goście grają rocka byłoby karygodnym uproszczeniem. Jest w tej muzyce sporo psychodelii, transu, klimatów occult rockowych. Niejednokrotnie mam też wrażenie, że jest to granie w pewien sposób improwizowane. Nie mogłem się doszukać informacji czy tak jest w istocie, ale takie myśli mam niemal w każdej minucie tej płyty. Bardzo ciekawą sprawą jest też brak wokali. Normalnie uznałbym to za dość dziwne rozwiązanie, ale jakoś w tym przypadku mam wrażenie, że wokal jedynie by przeszkadzał… Bardzo ciekawa sprawa. Teraz, co do samego odbioru i tak zwanego „klimatu”. Coś tak czułem, że do „Voix” potrzebny jest ciemny pokój, zima za oknem i święty spokój. Tak polubiłem tę płytę. I na takie momenty nadaje się ona najlepiej. Trzeba się jej oddać w 100%, a wówczas te dźwięki poniosą Was przez krainy, o których nawet nie domyślaliście się, że istnieją.
Po co komu narkotyki jak jest Aluk Todolo? Ocena: 8,5/10

theblackplanet.org
Still in a different division in the extreme sounds championship, Frenchman ALUK TODOLO come back this year with Occult Rock’s successor – “Voix”.
If you felt blown away by the previous, stick around because this one won’t disappoint you. With every track passing beyond five minutes, one can instantaneously imagine how impossible it gets to stay calm in every single song. From quiet melodies played under an almost southern guitar to chaotic movements involving guitar dissonances and extreme feedback, the anxiety will take over you during the 43 minutes of “Voix”. Speaking of minutes, a curious way to name the six songs was chosen by naming it simply with each one length.
The frenetic and insanely repetitive drums of the second song will drive your mind into a state of nerves difficult to be stopped. But ALUK TODOLO’s work is more than speed or stamina. Their songs include different textures comprising also a more melodic, slow tempo side. One that will balance you while expecting for what’s coming next.
And that’s why you may find in the second or even in the third track enough place to decide in which side of the equation you’ll put yourself. Have you made your mind yet? We did. We choose chaos. An everlasting struggle to reach outside air; a fight to put your head out from the ground and breed. But as you’ll see in the third track it won’t be an easy task, because these Frenchman keep pushing further and further, as in the moments where the drums seem to be part of a schizophrenic jam session. Some innovations are also noticed, such as a passage of heavier, electric bass, like approaching a more modern black metal essay in the third track.
If you’ve had the pleasure of seeing this guys live you’ll quickly understand why this effort is so vibrant. In fact there are no breaks between the songs, as if the whole record was played at once, giving you a close stage perspective.
The guitar fuzz keeps going in the fourth song, pushing the delay and feedback to a more acute tone, almost entering industrial fields, always in an experiencing mode that could blow your mind out. A distorted labyrinth.
It’s not as magnanimous as its predecessor, but “Voix”doesn’t disappoint. If we were to classify this album in terms of filmmaking genres it would definitely be a thriller. A rather nervous one. 7,5/10

themidlandsrocks.com
Aluk Todolo’s most recent album, Occult Rock (reviewed here), has been stuck on my turntable since its release in 2012. Colossal in scope and penetratingly hypnotic in its continually unfurling textures, the vinyl version quickly became a compulsory purchase and the unfathomable depths of that album still resonate every time it gets a spin. And since the album dropped into my inbox, the sustained examination of their back catalogue has been unendingly gratifying and infinitely fascinating
Looking into the back catalogue of any band brings with it that risk of there being a lot of shit to wade through. Whether badly recorded, badly written, or badly played (how many death and black metal bands fit that description?), there’s usually a bunch of tracks, sometimes even whole albums in there that are difficult if not excruciating to get through. Not even the distance of time or the mirage of nostalgia can make them shine even the slightest. But with Aluk Todolo, I’m yet to find fault.
Their eponymous debut single released in 2006, an experimental blend of kraut- and space-rock, may be derivative but it introduces and points the way for a band with significant potential, that potential very much captured with their first full length, 2007’s Descension. But I’ll refrain from going through every one of their releases with a fine-tooth comb and leave it to the listener/reader unfamiliar with their oeuvre to explore and discover the delights for themselves. Suffice it to say that long ago, Aluk Todolo set the controls for dimensions and domains that only music can render.
2016 and Aluk Todolo return with a new album, Voix (voice[s] in French), one piece divided into six parts totalling 43 minutes, each “track” title being the duration of each part. And yes, like its predecessors, it is extraordinary. Again, in the hands of this trio, the musical instruments have defied and broken their bounds and become conduits for some inner, outer and otherworldly force. As this seemingly unending stream of cacophony pours from the speakers, the drums bleed, bawl and bay, the bass intones mantra after penetrating mantra, and the guitar fills the air with ravaged chords, supernatural screams and maniacal bursts of feedback and flurry.
Together, the mystical and the magical are brought into being and the voices carry us over into that fervent and exuberant space beyond the self, beyond the tangible and far beyond the existential. At every instant, Voix is mind-blowing. Not even the most exquisite poetry could communicate what this album does. To experience Voix is to surrender oneself to the sublime. Review by Jason Guest 10 out of 10

metal.de
Drei Jahre zwischen den Veröffentlichungen sind für das französische Okkultismus-Duo ALUK TODOLO eine Menge Zeit - und dann ist ihr neues Album "Voix" auch noch halb so lang wie der 2012er-Vorgänger "Occult Rock". Dennoch ist den beiden Köpfen hinter dem Projekt einmal mehr ein fieser, schwer zu verdauender Experimental-Bastard aus Black Metal, Drone, Psychedelic und Noise gelungen, der dem Hörer, so finster und schwer zugänglich "Voix" auch sein mag, am Ende trotzdem eine kathartische Wirkung bietet.
Wieder einmal setzen ALUK TODOLO dabei auf Obskurität: Waren die einzelnen Tracks des Vorgängers schlicht "Occult Rock I-VIII" benannt, tragen die sechs Stücke auf "Voix" ihre Laufzeit als Namen. Aber wie soll man Titel auch benennen, wenn man keinerlei Texte oder Gesang hat und auch die transportierte Stimmung der Stücke dieselbe ist? Wie dem auch sei: Das ist nur ein weiteres kleines Detail, welches "Voix" interessant macht.
"Interessant", wohlgemerkt, nicht "einfach": Mehrere Durchläufe habe ich dem Album bereits gegönnt, mehrmals habe ich angesetzt, einen Text dazu zu beginnen. ALUK TODOLO machen es mit "Voix" weder den Journalisten noch den Hörern leicht. Die knappe Dreiviertelstunde Musik auf dem Album ist derart schwer greifbar, dass man sie kaum beschreiben kann, nur eben genauso: schwer greifbar. Und als finster: Das okkulte Konzept von ALUK TODOLO tropft auf "Voix" aus jeder musikalischen Pore, und wenn dieses Album eins kann, dann die Stimmung zu verdunkeln ... aber eben gegen Ende auch wieder zu erhellen, wenn die beiden Franzosen ihre Hörer wieder mit den Füßen auf festen Boden stellen.
Und wie bewertet man "Voix" nun? Wirklich hörbar im eigentlichen Sinne ist dieses Album nicht. Es gibt keine klassischen Strukturen, es gibt kein Ohrengeschmeichel in Form von Parts, die in irgendeiner Weise hängenbleiben. Es gibt keine Hinhörer. Was es bei ALUK TODOLO anno 2016 gibt, sind etwas über 43 Minuten Atmosphäre - wenn man sich darauf einlässt. Insofern ist das Experiment der Franzosen wieder einmal gelungen, und damit haben sie sich die Note unter dieser Review verdient. Aber Vorsicht: Auch wenn das Album damit unter den "Tipps der Redaktion" auftaucht, "Voix" ist nur etwas für sehr aufgeschlossene Geschmäcker.

teamrock.com
Gallic avant-occultists leave their trance up to chance.
Jazz fusion has a lot to be held responsible for when it comes to this trio of French ex-black metallers. Within the endlessly scattershot drums and fluctuating rhythms that make up this mesmeric trip there is a shared lawlessness underpinning the freeform cacophony.
Casting off all aspects of black metal except perhaps for its harrowing/elevating effects, it is misleading of the band to describe themselves as occult rock, at least by the current consensus of what that means. It is occult in a literal as opposed to a stylistically superficial sense, conjuring up intentionally meditative atmospheres best appreciated by surrendering completely to the persistent basslines, rampaging maddeningly forward as guitars wail, clash and howl from the outset, willing you into a trance. From the opening instance of the first, nameless track until the deafening maelstrom that slowly bleeds to nothing over the 10-minutes of the last, you are cast in at the deep end of an elongated jam session that at times cries out for an edit, and at others, a sense of direction. An abyssal, utterly polarising experience. FINAL VERDICT: 6/10

 

 

avenoctum.com
Oh I see what you did there, naming an instrumental album ‘Voices,’ very clever but not sure about calling yourself an occult rock band when there are no spells being incanted verbally. Mind you there is plenty going on musically on this power trios 4th album so who knows what ungodly portals they could open in the right setting. Listening to this again right now I would certainly imagine that it is on the live platform this lot are at their most potent. If you are wondering about their name it’s derived from a mountainous Indonesian region and is an ancient religion, if you were not, well you know now anyway. There are no higher learning clues on the song titles here as they as the album is divided into 6 tracks labelled simply as their individual running times. Not sure why as basically this is just one long continuous piece of music running just over the ¾ of an hour mark.
It all crunches in together with some booming drums and slow and sluggishly played elongated guitar tones and then gradually builds into a twisty turning labyrinthine hyper-kinetic jam-out. The band make it all seem so natural and that is where this works so well, it’s certainly no paint drying exercise and there is plenty going on if you are prepared to give it your all and truly listen as everything unfolds. There is some hefty underlying bass work bolstering the bottom end and guitars spiral and weave around them, the drums the ballast and glue holding it all together. It is no surprise to learn that over the 107 live shows they have performed since 2004 the trio have played with everyone from Sunn0))) to Faust. There’s definitely a darkened Krautrock vibe going on here as this simmers away and at times boils over but it is a sound that familiarity wise reminds me most of the works and actions of famed musician and producer James Plotkin and if I had learned that he had been involved here I wouldn’t have batted an eyelid.
There’s a bit of futuristic noodling going on and this has a real progressive feel to it at times, I know that word is bandied about far too much but it does fit in here. As a non player there are times that I find it a bit of a jaw-dropping experience and a get a bit out of my depth with the turmoil and juddering layers plummeting me to their depths. I would imagine that this is music other creative musicians would definitely appreciate and possibly even have a better understanding of how to fathom it all out. As for me I can just hang on and see where it takes me deriving pleasure just from being dragged off on the somewhat giddy journey.
This is one of those reviews I could waffle on about every cut and thrust of the ‘telluric instrumentation’ (the biogs words not mine) or just cut it short and let it be. I’m favouring the latter option as at the moment I’m in the trough of another hypnotic downturned passage waiting for the next peak to hit. I wouldn’t consider that I have completely uncovered any alchemical musical magick here yet but with the right substances added to the mix who knows. I have enjoyed the ride though and those looking for some forward thinking expressionism should certainly give these ‘Voixes’ a whirl. (7/10 Pete Woods)

angrymetalguy.com
It was on a tepid spring night that I witnessed, for the first time, the show put on by three mysterious French shamans going by the name of Aluk Todolo. All lights in the small concert venue turned off. The darkness pierced only by timid, innocent, and fragile rays of a single light bulb dangling from somewhere above the stage. The unusual scene and its pitch black backdrop filled by the three long-haired silhouettes and a few of their followers. Yet, beyond the visible spectrum, the molasses-thick blackness was not empty. No, it was unreasonably, impossibly saturated with synesthetic auras arising from the expansive, excessively loud and at moments indecipherable sound. A psychedelic, trance-inducing “krautblack” assault washed over the audience, permeating and shaking each molecule and atom of their beings. An unforgettable experience.
Continuing the tradition of Aluk Todolo’s previous three records, Voix paints the picture of a band that is in a state of constant motion, finding new variations of their voice on each release while a trademark, unique approach lingers in the background. In that regard, Voix (coincidentally or not, “voice(s)” in French) is a harbinger of expected changes that stretch the band in unforeseen directions and produce an even more varied and dynamic style. It’s simple: the dominant, throbbing, and hauntingly organic bass accompanied by scrambled, razor-sharp but unhinged drums feels stuck in a droning loop while the freewheeling, screaming guitars explore spaces occupied by the monuments of black metal, krautrock, and psychedelic rock. Unlike with many drone bands, the riffs and feedback-noise are mere tools and not objects of worship for Aluk Todolo. Because of that, it’s the repetitive, frantically hypnotic, and strangely jazzy rhythmic foundation that acts as a centerpiece and anchor for riffs that might otherwise break loose and get lost in the vast expanses of the cosmos. To achieve this effect and to expand the colours of their sonic palette, the trio relinquishes some of those unrelenting, voluptuously meaty, Krallice-like black metal elements found on Occult Rock and embrace rockier structures resembling psychedelic and kraut groups such as Acid Mothers Temple, Seven That Spells / Jastreb, Electric Orange, or even CAN. A change that, while welcome and understandable, comes at the price of some of the ferocious impact previously found in their music.
Compositionally, Voix is a single piece divided into six movements named by their lengths. While all tracks are made to follow the same patterns woven around fast-paced, rolling and bouncing drums, it quickly becomes clear that, as I’ve mentioned before, there are significant variations in the tempos, guitar chords, and bass lines. This is dynamic music. As if unraveling the threads of some occult, long-forgotten, and unspeakable story, the instruments become mechanisms of translation. Words into vibrations, sentences into cadences, paragraphs into songs, all punctuated by interludes during which the rhythm section itself disengages and starts roaming freely. There are many impressive moments along the way: the threatening, suffocating bass lines and agonizing guitar wails in “7:54” that suddenly appear after a misleading slowdown; the sparse movements of “7:01” that rumble constantly but lead nowhere, and the almost kosmische-feel of “5:34,” possibly the best song here. Throughout, the band imposes atmospheric, peaceful passages only to crash and burn them all with wild guitar tremolos, while the bass resumes its pulsing dance.
It goes without saying that this music is difficult to play, requiring endurance and a peculiar form of virtuosity from the musicians, but Antoine Hadjioannou on drums, Matthieu Canaguier on bass, and Shantidas Riedacker on guitar all perform a really good job. Especially impressive are those segments during which they become free to move as individuals rather than a group, dropping into minute improvisations and bending their instruments at will, but still acting as if bonded by a synchronicity. On the technical side of things, the production and mastering, that are generally punchy, pleasant, and warmish, tend to stay out of the way of the music and show just a slight accent on the bass.
That’s four really good releases in a row for Aluk Todolo. While I would suggest newcomers start with Occult Rock which remains the band’s best record, Voix is yet another solid addition to their discography and an album that will please both traditional fans and those ever wanting of something new and fresh. Recommended!
metalsucks.net
If marijuana is legal where you live, then consider Voix your sonic Doritos. Get the hint? Hint: Voix is a trance with a steep entrance and a deep exit. As good trance-y stuff should achieve, it constantly shifts while also preserving a bee-line to your motor cortex. It is also decisively metal, while strangely avoiding too many postmodern pretenses. Perhaps then this album is truly a listenable metal-trance album, meaning it might actually work outside of your usual settings, e.g. bed, couch, floor, etc.
poisonoise.wordpress.com
Here we start with a French band that explores new soundscapes since a bit more than a decade. ALUK TODOLO has a sense for the sacred, the unseen, and yet has something viscerally organic in its sound. With this last album called Voix (« voice » in french), they somehow follow the patterns of a ritualistic transe, where a lot is codified and purposely done, although it might make you feel you are engulfed in a maelstrom of chaos. ALUK TODOLO is the thin line that separates you from this reality and the otherworldly. Also, I advise you to see them in concert, for they are quite a mesmerizing band in such conditions.
lordsofmetal.nl
Having previously described them as an autistic version of Wolves In The Throne Room, it is fair to say Aluk Todolo are not the easiest of bands. The trio’s previous album ‘Occult Rock’ definitely had its moments, as the mixture of repetitive black metal and trance-inducing krautrock was surely intriguing, to say the least, but Aluk Todolo took this recipe so far that repetitiveness became sheer boredom. On ‘Voix’, however, they seem to have sharpened their edge by quite the amount.
First of all, at 43 minutes, ‘Voix’ is significantly easier on the ear. This may come as a surprise, since the album is essentially one single, 43-minute song, but Aluk Todolo finally managed to make every second count. Built as an elaborate composition around a few recurring themes, the most striking being a slithering, whirling monster of a bass riff, ‘Voix’ almost immediately builds up a massive amount of tension, and never let’s go.
The other factor that makes ‘Voix’ such an outstanding record, is that Aluk Todolo finally found a distinct, virtually uniform sound. On ‘Occult Rock’ some bits were really very black metal, while other bits were really very krautrock, whereas on ‘Voix’ every second of music is neither, and both. It makes for a much smoother listening experience. Aluk Todolo have eased off the distortion, and added an enormous sense of space into their sound by doing so. Basically, the whole album sounds like Link Wray teaming up with Hawkwind to drive along the Autobahn, on their way to burn down Fantoft, while taking copious amounts of acid… and that’s a good thing!
Now that Aluk Todolo seem to have found their optimal operating temperature, it becomes all the more clear how much effort goes into every tiny detail. The musicianship on this record is simply amazing. Indeed, vocals would have been completely redundant on ‘Voix’. Stellar!

deafsparrow.com
It’s impossible to find a proper way of starting this, but others have tried, with pathetic results. Calling Aluk Todolo, direct quote, “an autistic version of Wolves in the Throne Room” is offensive.  Not to the autistic, or to Wolves in the Throne Room, but to music criticism.  That was the best you could do?  Really? Those were your points of reference?  Don’t even bother with the rest of it, trust us, because comments like “they finally found a distinct, uniform sound,” makes it obvious you haven’t listened to them before last month.  You don’t get it, and therein lies the problem.  Aluk Todolo is beyond jokes and genre, they are the ancient, dark soul of music that persists, revealing itself rarely through only the truly bizarre, which never has shape or form.  It’s been said, somewhere, that some bands are not bands but a force, one force, all extensions of some giant, amorphous eater of worlds.  Super black holes that devour all that is popular, all that is current, revitalizing and destroying in the same gigantic implosion.  When your ears breach the event horizon, the sounds experienced further inside cannot be explained to anyone unless they are swirling in the same torturous spiral.  You forget about that former life of yours, floating, expanding, shrinking, or whatever the hell else happens in a black hole, as bands like Aluk Todolo provide the soundtrack.  Unlike the typical soundtrack, however, it need not apply to you, or anything, it merely is.  But what is it, this Voix?
That requires at least some basic understanding of what is this Aluk Todolo.  We first encountered them several years ago when the older version of the site was still active, but two years ago reprinted that review as part of our special “The Vault” feature.  Start there, then return here.  Good, now we continue further into that dark funnel.  Though billing themselves as “Occult Rock” since they ate away at the universe starting in 2004, there’s much more to it than that, but simply boiling it down into a fizzing puddle until the pot melts on the stove with genre tags is never a good idea with these guys. And relying on a Wolves in the Throne Room reference is so far below us we’re not even going to mention that band ever again, even outside of this particular review.  It’s best to simply accept whatever Aluk Todolo does and observe it as a thing in itself, all part of the greater purpose of an anti-force consuming the symbolic sun that is your sense of meaning. Our only real complaint is the art, which is entirely lacking in presenting any sense of what this band is about, and especially this release. You went with an Aleister Crowley reference? This is not Voix. But what is it?
Voix is Aluk Todolo at their finest.  It would perhaps serve as a great introduction to how the band works, and may be considered more “accessible” than some of their previous releases, but really accessible is quite a loose term in this context with practically no meaning, that’s why it’s in quotes, because it’s almost ironic, and one cannot consider this a grower, or something to listen to begin the path towards Aluk Todoloness. Simply listening to a single track is fruitless and amateur, because none of them stand alone  They’re all named for the amount of time they pass, thus “5:34” or “7:54”, for example, but don’t search for a reason.  Don’t try adding those numbers, because you’re searching for meaning you’ll never find.  Remember, this is a force incarnate, not mere music.  If the sound is the shape of a black hole, its voice, or perhaps rather its chant-like scream, is Voix.  Each track builds into the other, not on, for an almost circular experience.  The bass twists endlessly, the drums beat out continuous tempo that pulsates, and the guitars, forming the central gravitational pull, warp and decay through various effects, suddenly emanating riffs that would horrified the inventor of the electric guitar into committing suicide.  Once it’s over, you could start it again and never know it began, or ended.  It’s beautiful for that, sickening even, an example of what is truly bizarre, and what deserves a proper ear to understand its meaning.  It’s not meant for initiation, you must already be in the know. Do not start here, for here is endlessness. Here is Voix.

sonic-pilgrim.blogspot.com
It's pretty hard to do a good avant-garde mix of totally different genres. Only really good bands can do this and compose such tracks. Aluk Todolo - and I realise that with every new album - aren't just good... They're geniuses. I'm their fan since Descension and it's a pure pleasure to watch how they still have great ideas for improving their crazy, fantastic music. Crazy? Yes... I can't call a mixture of krautrock and black metal anything different.  
First of all - I love krautrock. Almost every album made within this genre is something special to me. This "weird german progressive rock" was definitely one of the kind because now it's hard to find a krautrock band. Of course, there's a lot of kraut-influenced bands, but rarely anyone plays pure krautrock these days. Is Aluk Todolo pure krautrock? No. It's more.
  Just the description of their music makes my brain wiggle. Aluk Todolo is a blackened krautrock with some jazz influences, very organic sound and a tribal vibe. Now just add some seriously dark, occult themes and here you are... within the brain-melting sonic cauldron of these Frenchmen. I would say this band's sound is one of the most original I've heard in years. Is the new album different than the previous ones? Well...yes and no. Aluk Todolo are still exploding with genius ideas which are perfectly delivered on Voix. The album is a bit more jazz influenced than their other releases which means they're definitely still evolving their sound. It's more psychedelic and even more darker. It is also a very addictive and entertaining album when you get into its twisted atmosphere. With every new listening I'm discovering new things in it. I would say it's a "signature move" by these French geniuses because every album had the same feeling of conquering something totally crazy and new. Voix is their fourth long-play and it seems like they are not staying in one safe place but constantly improving their sound... And this really is something special. Voix is a perfect example of experimental music and, seriously, if you think you listened to everything and that nothing can surprise you anymore - try Voix friends, and expect your mind to implode. There is still a lot to say in music and Voix shows us that perfectly.
  I was doing this review for quite some time... I wanted to be objective as much as I could. But it's just impossible. I love these guys, I love their music and I want to admire them as long as I can. Objective or subjective - new album is a monster. Perfect monster... And, at least for me, quite possibly the best album of 2016. Yes, even this early into the year. Some say that love is blind. Maybe, but definitely not deaf. - Tomek

metalhammer.it
Con "Voix" gli Aluk Todolo incidono la quarta tacca sulla cintura, tacca che ironicamente porta il nome di qualcosa che in questo album manca totalmente: la voce.
Proprio così, questo ultimo lavoro del terzetto francese è uno strumentale di sei tracce indistinte che portano il nome della loro durata, un flusso eracliteo ricco di deviazioni imprevedibili.
Ascoltare "Voix" è come mettere piede in un dedalo sapendo che l'entrata si chiuderà alle nostre spalle; è avanzare tra muri che si spostano con l'opprimente sensazione che qualcuno ci stia seguendo.
Non c'è una singola linea vocale a guidare il nostro cammino come il filo di Arianna, non un grido, non un sussurro. Siamo accerchiati dai tre strumenti, possiamo distinguerne nettamente le diverse attitudini. Le identità di ogni parte si affermano con violenza: la chitarra e la batteria ingannano l'ascoltatore con attimi sporadici di chiarore e leggerezza assoluti, fagocitati da linee di basso che sono come mantra di distruzione totale.
"Voix" è una discesa negli Inferi senza però uscire a riveder le stelle, un incubo che dura meno di quarantacinque minuti ma comunque capace di lasciare il segno.
Siate coraggiosi, fate un tentativo e, nel caso, fatemi sapere com'è andata.

geometryofsound.wordpress.com
Jeśli kiedykolwiek szukałeś muzyki idealnej do seansu spirytystycznego, to właśnie ją znalazłeś.
„Voix” Aluk Todolo to sam diabeł. Oczywiście nie ten kreowany przez black metalową Norwegię, a już na pewno nie ten rock’n’rollowy dziwkarz. „Voix” to diabeł wyrachowany i cyniczny, który kupiłby duszę od każdego, każąc jeszcze dopłacić. Niedawno stwierdziłem, że nowy album Oranssi Pazuzu ma niesamowicie gęsty klimat, ale atmosfera wykreowana przez Aluk Todolo jest jeszcze bardziej intensywna i smolista. Jest przede wszystkim inna, bo Finowie zabierają słuchacza na rajd po najmroczniejszych zakamarkach kosmosu, Francuzi z Aluk Todolo zapraszają natomiast na przechadzkę po odmętach piekła. Nie potrzebują do tego wcale ciężkiej muzyki – ot, jedynie odrobinkę, dla smaku. „Voix” oparty jest przede wszystkim na mrocznej wizji krautrocka, gdzie tylko gdzieniegdzie (np. w „5:34”) pobrzmiewają bardziej wyraźne echa (black) metalu. Warto jednak zaznaczyć, że najnowszy album Aluk Todolo to muzyka bardzo ciężka – oczywiście nie gatunkowo, lecz brzmieniowo już tak, poczynając od świetnej pracy perkusji, przez gęste partie basu, na rozimprowizowanych (lub sprawiających takie wrażenie) gitarach kończąc.
„Voix” traktować należy właściwie w kategoriach jednego utworu, bowiem poszczególne sześć kompozycji składających się na ten album przechodzi w siebie niezwykle płynnie, a podział ten, mam wrażenie, jest raczej umowny. Innymi słowy mamy do czynienia z jedną, trwającą trochę ponad czterdzieści minut impresją w piekle. Zapomniałbym – „Voix” to album w pełni instrumentalny. I bardzo dobrze; jakiekolwiek słowa zaburzałyby tylko odbiór tego bardzo płynnego monolitu.
Tegoroczne wydawnictwo Aluk Todolo to album zarówno dla tych, którzy jarają się „Värähtelijä” (żeby sprawdzić na własnych uszach, że bez kuca też się da), jak i dla tych, którzy chcą usłyszeć, jak mniej więcej brzmiałby Fripp na bad tripie. Kolejna bardzo mocna rzecz w tym roku.
pitchfork.com
During the last decade, the French power trio Aluk Todolo have used the basic instruments and fundamental techniques of hard rock and metal to pursue what may seem a musical unicorn—hyperkinetic, heavy instrumental music that’s meditative and absorbing. That is, they hope to produce a trance for the listener through sheer activity, with shifting rhythms and repeating riffs forming a sort of blanket of busyness.
In interviews and press releases, the former black metal dudes often speak about mysteries and mysticism, summonings and spirits, submitting to the music and sealing off the world. Maybe that sounds like mumbo jumbo or even sonic snake oil. But on Voix—the best and most incisive album the band has yet made—that last bit actually happens. Their carefully coordinated commotion becomes overwhelming and atmospheric somehow, a cocoon of activity. Not in nature but in effect, Voix feels meditative like Sunn O))) or Bardo Pond, Ash Ra Tempel or even Les Rallizes Dénudés. This is, as intended, music meant for submission.
The 43-minute Voix zigs and zags through six untitled, interlocking, and loud pieces. The songs are separated by, at most, a tension-ratcheting full rest, though many slide right into the next through beats that don’t shift and melodies that don’t stop. This maintains the athletic trio’s momentum but also the listener’s state of mind—you hang in this space with them, waiting for the next wave. Aluk Todolo achieve this fugue state by keeping up a sense of constant motion, even when they’re indulging in repetition. During the back half of the second piece, for instance, drummer Antoine Hadjioannou and bassist Matthieu Canaguier march dead ahead with the insistence of something like heavy metal krautrock. But some element is always morphing. Here, it is guitarist Shantidas Riedacker, dancing with his instrument and amplifier and sculpting several sheets of low-level feedback into a rainbow of musical grays.
More often, though, the trio slyly slips between disparate parts, webbing together separate elements with skills that suggest an interest in the symphony and perhaps the Grateful Dead. There is so much going on in these songs, with so many icons and influences distilled into each moment. But at their best, Aluk Todolo force you not to think about what they’ve heard in the past and what you may be hearing now. You notice the specific choices and changes less than the music’s overall embrace and intensity.
Voix will, no doubt, appeal to fans of Sannhet’s Revisionist, the 2015 album that best positioned itself at the restless, roiling intersection of heavy metal tenacity and post-rock sweep. Voix shares many of the same tones and feelings, and the French trio can be every bit as thrilling and heavy as their American counterparts. But there is an essential distinction: Where Sannhet’s music seems like a soundtrack to the city, where busily interconnecting parts score the machinations of some place that never sleeps, Aluk Todolo somehow offers a shield from much the same, a place to hide out while the band takes care of the busy work. How they do that, exactly, remains a little mysterious—maybe it’s those radiant, circular drones that sneak between the beats or the judicious repetition in certain parts. Either way, Aluk Todolo creeps closer to its goal of turning the combined swagger of rock and metal inside out without losing its essence than ever before on Voix. This band works hard so you don’t have to. 7.9 By Grayson Haver Currin ; February 10, 2016

violence-online.pl
Tu wszystko jest poplątane i nie na miejscu. Francuskie, instrumentalne trio Aluk Todolo nazwę wzięło z animistycznych wierzeń kultywowanych w górskiej części Indonezji. Czy można wyobrazić sobie lepszy tytuł? Chyba nie. Dodam też, że panowie nie grają muzyki popularnej. Nie grają piosenek ani metalu. Tylko occult rock. Cokolwiek to znaczy.
Po raz kolejny muszę pochylić się nad dziwacznymi genami francuskich grajków. Chwytają się metalu – wychodzi awangarda, tłuką hardcore, wychodzi drone – doom, a kiedy próbują grać rocka, wychodzi psychodeliczno – jazzowa improwizacja. Faktycznie, coś musi być w powietrzu, wodzie i narkotykach, że nic normalnego im się nie udaje. „Voix” z pewnością do tej grupy się zalicza. Bo jest zwyczajnie, tak prosto w twarz intrygujący. Trudno w tym wszystkim złowić główną ideę. Na pewno jest nią improwizacja, jednak nie ma nic wspólnego z przaśnym fusion czy klasycznie pojmowanym, jazzowym frazowaniem. Słowem, które pasuje tu najlepiej, mimo, że nie jest zbyt precyzyjne (a może właśnie dlatego…) jest „lot”. Bo odlatuje Aluk Todolo w kosmos, może niesiony jakimiś używkami a może tak im w duszy gra. Improwizacja, bardzo często oparta na transowym zapętlaniu fraz, polega na charakterystycznym „zawieszaniu” gitarowych plam na nerwowo pulsującej sekcji rytmicznej, to znowu odpływa w stronę czystej, mglistej psychodelii (szczególnie pod koniec płyty) z rzadka i jedynie dla zabawy przerywanej sporadycznymi wjazdami mocniejszego, przesterowanego riffu (umówmy się, metalu tu po prostu i na szczęście nie ma…).
Z pewnością umiejętności tych trzech instrumentalistów są bardzo duże, ale brak tu typowego wypuszczania się na solowe wycieczki i kwadratowej matematyki, raczej cała kompanija trzyma się razem, na równym poziomie ogarniając rozedrganą, muzyczną materię. Nie jest to muzyka przystępna, brakuje w tym wszystkim jakichś konkretnych, organizujących całość wątków. Trzeba powiedzieć sobie jasno – to jedna, długa, teoretycznie podzielona na kilka odsłon kompozycja, która skłania się w stronę transu, awangardy a nawet muzyki konkretnej. Taka odjazdowa suita (ech, musiałem tego słówka sobie użyć…) bez początku i końca. Rzecz niezwykle intrygująca, choć okultyzmu tu nie znalazłem, co najwyżej ducha Timothy Leary’ego…Arek Lerch

yourlastrites.com
How do you know what music is about? It seems like a silly question, but the answer often strongly influences how one experiences a given piece of music. The easiest clue is usually lyrical: if the music has singing, what is being sung? For instrumental music, there's no such context, so visual presentation might be the next source of information. But barring any meaningful visual content, the next recourse might be in the title, or the names of the songs. Strip all of that away, then, and eventually you get to the raw nerve: does the music bear within itself its own meaning?
Think about it this way: the fact that Beethoven's third symphony includes the label "Eroica" ("heroic") is a useful signpost, but go into it without that knowledge and the music carries the message just as plainly.
On its latest album, the French trio Aluk Todolo reduces the extra-musical clues to a single word: voix (which is French for "voice" or "voices"). And while that might seem like a bit of a knowing wink by this all-instrumental group, it actually invites the listener to consider the properties of speech that each player brings to the album, and to focus on the way in which the dizzying trance of the music is raised, syllable by unspoken syllable, into a constantly shifting conversation between the three instrumental voices.
That conversation is a wide-ranging one, because Voix touches on (but rarely settles down into) krautrock, post-punk, goth, noise, psychedelic rock, free jazz, and the ghostly afterimage of black metal. It's a head-spinning amount of variety made all the more impressive by the fact that there is no extraneous instrumentation beyond drums, bass, and guitar. Voix is a single, forty-three minute piece split across six tracks, so although each section has something like its own theme, moods and motifs are repeated (or perhaps more accurately warped and reflected) throughout the album to give it a truly unified feeling.
Aluk Todolo has few true peers. Chaos Echoes and Oranssi Pazuzu are likely their closest contemporaries, though Voix is more tightly honed than recent albums from either. Voix is also handily Aluk Todolo's finest album to date. It echoes much of what made 2012's Occult Rock so excellent, but by cutting back on the overwhelming sprawl of that double album's running time, Voix's efficiency makes it all the more potent.
Crucially, though, Voix's title is suggestive but hardly prescriptive. Depending on how you experience sound, Voix may speak like the hushed and desperate muttering of a seance by the fractal dance of glass-scattered candlelight, summoning the dead to stand near us though they may never report from their country of wakeful silence. It may speak like the electric stillness of a rain-battered city hurrying to shut tight the windows and ride out nature's attempt to reclaim its primordial wildness from the usurpers. It may speak to you (as it does to me) like the ship's log of an exploration of deep space, the travelers transfixed by awe and wonder even as they know in their bones it is a journey from which none shall return. Aluk Todolo's music is both cosmic and firmly grounded, as if each sound is dredged up bodily from the unyielding soil while the player aims it at distances measurable only by parallax.
Genre policing is boring and unproductive, but it shouldn't be controversial to point out that Voix is much closer to a jazz album than a metal album. In truth, it's neither, but if ECM Records had an alternate universe psych-goth imprint, Aluk Todolo would be a shoe-in for its flagship act. Voix is taut, brooding, surging, contemplative, twitching, and harrowing, and although often dense it is never exactly difficult.
Knowing full well the risk of hyperbole, Voix is also marked by genius-level input from each of its three players. Not only does each have a startling command of his own instrument, but the sympathetic - nearly telepathic - interaction between the three of them is what produces bristling tension and catharsis throughout the album. The opening track "8:18" flits and swerves in a pulsing 5/8 meter, and when the guitar swells to the front about 5:20 in, it's as a freakish doppelganger of Nine Inch Nails's cover of "Lost Souls." Although the early momentum in second track "7:54" comes from Antoine Hadjioannou's irrepressible kick drum, it soon transitions to a subtly searching, not-quite-cyclical guitar lead.
Given that the album is an unbroken composition, it's a little beside the point to highlight individual moments, but the pacing of Voix is a large part of its success. The opening of the third track "5:01" convulses with disorienting sheets and fragments of guitar noise while Hadjioannou keeps a free but steady pulse with toms and snare rolls, but soon the piece evaporates into openness, slowly built chords hanging in the air like the penumbra of an unseen satellite. The album's first half reaches a nervy climax near the end of the track, when all three instruments lock in for a few brief moments of high-fret acrobatics in a spindly, nearly uncountable meter.
After that great cresting wave of the third movement, the fourth section of the album pulls way back, letting the bass frame an eight-bar minor chord motif against a backdrop of lightly skittering cymbal work. In fact, nearly all of the fourth track's seven minutes are scene-setting: Shantidas Riedacker's guitar tosses off quietly unnerving, effects-laden demonstrations while Matthieu Canagueir's bass stalks patiently, waiting for its cue about a minute from the end to break that pattern and dig waaaaaay in for a thickly elastic riff that locks in with Hadjioannou's snare to cage the guitar in a prism.
For the first two minutes of "5:34," the band is both locked in and fighting with itself, the tumbling bass line egging Riedacker's guitar on into tighter, choked-off phrases that eventually fracture and spill into the most outright surf black metal riffing of the album. But it's Canagueir's bass that truly carries the piece, reprising the third movement's theme to shepherd the album into its final shape. For the last movement, the bass and drums take their cues from each other, with Hadjioannou's accents tagging Canagueir's insistent bass in a manner reminiscent of Miles Davis's Nefertiti while Riedacker plays a slowly unfolding drone symphony like an iron sun cresting the horizon. And the final coup is the mark that the whole band hits at 4:57. It's the sort of thing that sounds small on its own, but in the context of the album it's a huge, world-ending landing.
I've been listening to this album fairly obsessively for the last couple months, and I still don't know exactly what it's about. But each time I listen I'm pulled in a different direction, and each time I hear new detail, new nuance, new shading in what could have been a monochromatic exercise. But then again, maybe this is an exercise after all: an interlocking set of etudes written in a shadow clef; the mapping of an uncharted territory where compasses fail and the cartographer resorts to a dark geometry; the recitation of a story in a language no one speaks for an audience no one remembers.
krachundso.blogspot.com
ALUK TODOLO's 2012er „Occult Rock“ ist eines meiner Lieblingsalben der letzten Jahre, das mich ziemlich überraschte. Von Black-Metal- und Drone-Doom-Einflüssen ist die Instrumentalmusik der Band dort bei so einer Art Düsterdröhn-Progrock angekommen, dessen manchmal pumpend auf der Stelle tretenden Jams zudem schon mal krautrockig anmuten.
Mit „Voix“ ist nun der Nachfolger raus, der sich wie ein kompakterer Nachschlag dazu anfühlt.
aquariusrecords.org
The latest from aQ beloved occult rockers Aluk Todolo begins sounding like a black metal This Heat, and it only gets better from there. These metallic minimalists from France are masters at maximizing their instrumental guitar/bass/drums assault, taking what most bands uses to make some regular old rock and roll, and instead weave lush, elaborate rhythmscapes, unleash throbbing sprawls of textured and nuanced noise, create math-metal in the guise of dark psych, and conjure psychedelic krautrock in the form of barely harnessed black buzz. Like on previous releases, the music here is less about songs and more about movements, and movement - fiendishly deft arrangements of sound, like miniature black symphonies. It's hard to articulate just what Aluk Todolo do, cuz honestly it's kind of difficult to even understand it.
From a purely sonic standpoint, all analysis and deep digging set to the side, the music is pure, organic, and emotional. It's dark, but not theatrically, or even introspectively, so. It's a constantly shapeshifting musical chimera, seemingly always more than what it seems, moody and mesmeric, melodic and measured, unhinged and chaotic, heavy and hellish, delicate and abstract, jazzy and atmospheric. The drums are just as often used to create textures as they are rhythms, while moments surface throughout that sound like some lost Goblin soundtrack, sometimes morphing into a brief moment of almost Van Halen worthy riffery, other times blurring into tension filled stretches of blackened mesmer.
Some tracks sound like Australian jazz minimalists the Necks covering Motorhead, some sound like Godspeed You Black Emperor tripping on acid and amphetamines, the moody broodiness of that group whipped up into a cloud of pulsing, chaotic black energy. This record in particular is their least metal so far, and maybe the jazziest, the drums are in constant motion, with frenzied skitter giving way to abstract shuffles, the bass too, no simple basslines, dense tangle and knots of sound, the rhythm section somehow impossibly, inhumanly tight, yet totally loose at the same time, balancing on a razor thin line between composition and collapse, and it's the constant push and pull that makes every moment fraught with energy and emotion, passion and pathos. And that's not to say there is no metal, the band effortlessly rip into jagged shards of downtuned crush, and furious frenzied riffing without batting an eye, but contextually, those moments seem to be more about evoking a certain feeling, or reaching a certain musical destination, but with the idea that this whole record, and arguably this whole band, is entirely and utterly about the journey. Every song here could be stretched out forever, and as a listener, we would not hesitate to let ourselves get sucked in, and LISTEN forever. And ever. The energy of Aluk Todolo is transcendental, a concept that if removed from sound would seemingly exist beyond human comprehension, but here, delivered as pure, instrumental, sonic energy, it takes on a form we understand, and fundamentally enjoy, a sound that touches on many other sounds near and dear to our hearts, and souls, but it's the arrangement, the composition, the delivery, the power, the depth, the ineffable otherworldliness that transforms this divine musical message from the great beyond, into something that speaks directly to us, in a language we all understand.

 

 

heavymetal.about.com
Voix is the fourth full-length album from Aluk Todolo, a mysterious instrumental power trio. Aluk Todolo are a combination of post metal, surf rock, psychedelics and drone, krautrock, death rock and probably a whole host of other influences I’m missing. The music is loud with strummed guitars and effects, a dynamic bass that gives the music a psychedelic, droning atmosphere, and percussion devoid of the typical patterns that you’d normally find in rock n’ roll-based music. The beat, though steady, has a jangly, cascading quality to it, and you never know what to expect next as the album sprawls out over six songs. Frankly, this is not going to be everyone’s cup of tea, but the music has a surprisingly accessible quality to it, and the band’s crossover appeal becomes more and more evident the deeper in you wade. Rating: 4 (Dave Schalek)

childericthor.blogspot.fr
Offrir un successeur à « Occult Rock » n'était pas chose aisée. Faire mieux, aller plus loin dans l'expression aussi viscérale que ferrugineuse d'une substance singulière aux allures de magma crépusculaire, faire plus abouti surtout, plus achevé semblait de fait quasiment impossible. Manière d'oeuvre d'art total, bloc de matière indivisible, cet opus pouvait être appréhendé comme un aboutissement dans la carrière des Français auxquels on pardonnera d'être devenus presque à la mode dans certains milieux branchouille de la capitale. Pourtant, si le groupe devait être défini par une métropole, plus que Paris, c'est vers Berlin, celui des années 60 et 70 notamment, que le choix devrait se porter tant sa musique furieusement expérimentale possède d'évidentes connexions avec l'avant-garde allemande. Depuis une dizaine d'années, le triangle guitare/basse/batterie, toujours composé respectivement de Shanditas, Matthieu Canagier et Antoine Hadjioannou, forge un Rock qui n'appartient à qu'à lui, instrumental et tellurique dont « Voix » est le nouveau signe de mort, lequel a donc la lourde tâche de succéder à ce « Occult Rock » définitif dont il se présente comme l'exact contraire. Aussi ramassée que sa devancière était démesurée, cette offrande affiche un caractère primitif qui peut surprendre voire décevoir mais conserve cette énergie brute typique du son de ses créateurs. Titre court quoique énigmatique, visuel épuré (ce qui n'est pas nouveau pour lui), simple timing en guise de nom de pistes, c'est comme si le groupe avait cette fois-ci cherché à aller (faussement) à l'essentiel, pour ne conserver que les os d'un art face auquel les mots manquent, incapables de le définir avec précision, lequel fusionne la puissance obscure du black metal avec la dimension hypnotique d'un psychédélisme noir. Le fait que « Voix » ait été capturé dans des conditions live participe de cet ascétisme formel, lui conférant en outre cette dimension de rituel cryptique que possède chaque performance aux allures de happening sonore délivrée par Aluk Todolo. Il en résulte un album proche de la transe qui ne peut être émietté, toutes les pistes, aux contours opaques, s'enchaînant les unes aux autres pour se fondre en un labyrinthe méditatif qui palpite d'une force ténébreuse et dont les parois sont secouées par les coups de boutoir d'une guitare hurlante et reptilienne que souligne une rythmique métronomique. Sa signature indélébile, on aurait pu craindre que le power trio ne se répète, pourtant il n'en est rien. Alors certes, l'habitué ne sera pas perdu au milieu de ce déluge magnétique mais le groupe réussit pourtant le tour de force de se renouveler, de transcender son matériau dont les possibilités évolutives paraissent du coup infinies, gageure qu'illustre notamment '7 :01' hanté par des accords quasi jazzy (selon la définition la plus sombre du genre) aussi déglingués qu'agonisants, quand le groupe se met à tricoter des instants mortifères durant de longues minutes en apnée. Et alors qu'on s'interrogeait sur sa capacité à survivre à "Occult Rock", Aluk Todolo enfante un album qui à la fois s'en éloigne de part la forme et le concept tout en lui étant complémentaire. Loin d'être un simple disque de plus, "Voix" est le fruit d'artistes qui continuent de travailler leur art. Solitaire(s). Visionnaire(s). Unique(s). (2016)

heavyblogisheavy.com
While we’re spoiled to consume music in a time of seemingly endless experimentation, I’m still jaded by the idea of a band claiming to have a completely “new” sound. Typically these “genrephobic” bands fall into at least one established genre, and that’s ok; there’s still endless room for excavation within any given style. This is exactly what Aluk Todolo accomplishes with their excellent new offering Voix, a seamless blend of experimental black metal and krautrock (yes, you read that correctly) that succeeds in too many ways to count. Head past the jump to hear what will become your favorite release of this month:
If you’re unfamiliar with krautrock, it’s one of the most worthwhile genres to spend a lazy Sunday studying and perusing. Bands like CanNeu! and Faust formed in late 1960s Germany to play repetitive, psychedelic jam rock with frequent forays into the avant-garde. As odd as it might sound to pair that with black metal, Aluk Todolo defied my expectations and produced one of my favorite records of the year thus far. Loosely cut into six individual tracks, Voix is truly one, cohesive experiment of  guitars that drone and explode over thunderous bass lines and persistent, erratic percussion. It feels like Hail Spirit Noir spliced with the mood of Have a Nice Life and the atmosphere of Sunn O))‘s riffs and feedback, all channeled through an explosive krautrock pummeling.
There’s no need to pay attention to your surroundings during the journey; there’s plenty to be discovered by sitting back and letting the album unravel on its own while it slowly coils around your psyche. I’m not entirely sure how I never stumbled across these guys before now, but once 2016 comes to a close, they’ll immediately land on my running “Anticipated Release” list. Of course, I’m more than satisfied right now with what Voix has to offer and highly recommend it to everyone willing to make the murky trek across the landscape Aluk Todolo have cultivated. -SM

sentineldaily.com.au
The sound of psychedelic black metal bleeding into the gothic rock of Bauhaus...
If you ’re looking for a spot of dark instrumental music to accompany your next series of invocations then look no further – Aluk Todolo are back with their fourth full length album. Loosely psychedelic, quite possibly psychotic, Voix is, as the presser that accompanies the album says “one piece, divided in six parts” and the six tracks are named 8:18, 5:01 or whatever their actual running time is. Each piece runs seamlessly into the next and they probably could have just put out one 42 minute track without breaks (Slash the Breaks on thine arm with a pole-axe!). I was particularly enamoured with their 2012 release Occult Rock, though I did mention that some peeps may have found the tracks a touch ‘same-same’ but there’s no fear of that on Voix. There’s consistency through each track yet there’s also enough subtle diversity to keep the listener engaged. Rather than dissecting each track, I shall merely highlight some of the juicier points that Voix provides.
Such highlights include the marvellously prominent bass in 5:01 – it’s unrelenting and spider-like but it’s also punctuated by howling guitars that conjure the void-spaces, while 7:01 is full of icy winds (again, a dominant bass is present). Creeping notes flit about like bats while the percussion is brilliantly apt; did it just get colder/darker in here? As a three piece, Aluk Todolo work together amazingly well; I’m not sure of the rehearsed to improvised ratio but there’s definitely a high degree of empathy with Antoine (drums), Matthieu (bass), and Shantidas (guitar). I found this album to be instrumentally reminiscent of Bauhaus – and there’s no shame in that comparison. I think Aluk Todolo’s peculiar brand of black metal/psychedelia/occult rock would come off especially well in a live environment and if they ever make it to our shores, I shall most definitely be donning my finest witchy-poo hat and toddling along. Top marks.
blogs.elcorreo.com
Mientras trataba de desentrañar las noticias sobre las ondas gravitacionales y la fusión de agujeros negros, me acordé de Aluk Todolo. Supongo que se podría buscar una banda sonora más adecuada para un evento cósmico de esa magnitud (no sé, quizá algún viaje astral de Vangelis, o ese The Place Where The Black Stars Hang de Lustmord que tanto me intimidó en cierta época), pero a mí la acumulación de negrura sobre negrura y la deformación del espacio-tiempo me hicieron pensar en el trío francés, con esa capacidad de absorber al oyente hacia una dimensión oscura y abolir sus parámetros convencionales sobre la música que llamamos popular. Ellos llaman a lo suyo «rock oculto» y lo describen como «una exploración metódica de los poderes del trance musical», con un sonido «monolítico y punzante, hipnótico pero impredecible, minimalista pero hirviente». Se les suele situar con un pie en el black metal y el otro en la libertad del krautrock, pero se podría afirmar con el mismo aplomo que son un grupo de jazz, o de blues rock, o de música litúrgica, solo que interpretando esos estilos desde el espacio exterior, desvinculándolos de las culturas donde surgieron.
Su anterior disco encabezó la lista evadida de 2012, y desde entonces esperaba con impaciencia una continuación que acaba de llegar: lo nuevo de Aluk Todolo se titula Voix (es decir, voz, justo lo que no se escucha en todo el álbum) y es una larga suite dividida en ocho fragmentos. En ella, los tres franceses vuelven a hacer sus diabluras con la guitarra, el bajo y la batería, manejando tensiones y contrastes, tanteando nuevos espacios hasta que deciden centrarse en uno y lo exploran obsesivamente. Es una música apartada de todo lo demás que casi obliga a tirar de paradojas como las que ellos utilizan: es repetitiva pero cambiante, inhumana pero orgánica, incómoda pero muy gratificante.
merchantsofair.com
After a 4 year break (2012's 'Occult Rock') French instrumental psychedelic black metallers/occult rockers Aluk Todolo are back with with 'Voix'. For some reason, I was never really that big into Aluk Todolo, but after I saw them perform on a show of the Footprints In The Void concert series something clicked. I mean, I've heard their work before that show but I've never took time enough (more on that later) to let it worm its way into my ears and brains. But the intensity of that show was so memorable for me that I started checking out their backcatalogue again on Bandcamp and everything fell into place.. 
I love krautrock, I love black metal, I can really appreciate good psychedelica as well as a healthy dose of occult and experimental rock. So how come I've never took the time to pick up on Aluk Todolo? Who knows, all I know is that I'm ready now to be immersed in 'Voix'. Because that's what it is. You don't listen to Aluk Todolo, you are immersed in it. You take time to take everything in. Perhaps that is why I've never come around to it. Being a family man, with other family members not that deep into obscure music as I am, moments are sparse to fully take the time to create the proper atmosphere to enjoy the music as it supposed to be enjoyed. This needs a dark room and minimal distractions. 
So yeah, while I'm typing this it is pretty dark in here, with some proper headphones and a good cup of coffee. Alcoholic beverages probably work better, but I'm not much of a drinker.. 
So anyway, 'Voix', pretty much continues where 'Occult Rock' left off. Although strictly speaking they were never a black metal band, the members are part of the french black metal underground and that inevitably rubs off on other music that you perform. Earlier works had much more links to orthodox black metal, but 'Voix' takes only the minimal basic framework, the philosophy and the occult influences of that genre. Music-wise their instrumental (no 'voix' here)incantations are much closer to krautrock and psychedelica but that's not to say black metallers won't enjoy this (in fact, a lot of them do). This 45 minute ritual is divided into 6 tracks, all of them seamlessly flowing into each other (minimal distractions, remember?..) to create a stunning piece of work. A monotonous, trance-like, psychedelic beast. The tracks are aptly named for the amount of time they make up. The first track, '8:18' lasts, well, 8 minutes and 18 seconds etcetera. No fancy titles, but it works. This minimal approach is just another part of the whole experience. 
I find it very hard to describe this album because Aluk Todolo are so much about creating an atmospheric experience that it's very hard to put into words just how good this is. I've read some reviews where there are attempts to compare them to similar acts. I'm prone to do that in my reviews as well, just to provide the reader a basic starting point to see whether he or she should check it out.  However, I struggle to do that now. I mean, I'm in my fifth paragraph already and I haven't even properly described what the music sounds like. Aluk Todolo is just that unique. But you know what, I'm going to go against my normal method of review and I will just conclude it with one final sentence:  You need this album. 
Bjorn
lafonoscopia.com
“Un denso vacío completamente deshumanizado”
Aunque en sus comienzos el género del Black Metal fue (y sigue siendo para muchos) un reducto en el que las influencias de otros géneros musicales no tiene cabida, ahora mismo se puede disfrutar de una gran variedad de propuestas que se fundamentan en el mestizaje musical; se han visto grupos que han basado su propuesta musical en este genero junto a otros como el Post-Rock, Industrial, Electrónica… Hasta cierto punto tu mente (y la fortuna de los artistas para hacer un disco variado y coherente mezclando estos estilos, algo en lo que no me voy a meter mucho ya que es subjetivo hasta cierto punto) es el límite.
En este caso, el misterioso trío francés Aluk Todolo desde su nacimiento ha estado influenciado por el krautrock, de este género en concreto toman la idea principal de repetir durante toda la canción una estructura rítmica base y una serie de pequeños motivos musicales. Con su enorme Occult Rock del año 2012 llevaron esto a unas cotas de calidad musical enormes, en este Voix se sigue en la misma línea, incluso llegando a superar anteriores trabajos.  
“Podemos encontrar tintes Noise Rock, Drone y Post-Rock en las guitarras con algún que otro ramalazo Black Metal junto a una batería impasible y compleja”
No busquéis blast-beats largos ni mucho menos voces (estamos ante un trío instrumental) típicas del Black Metal, aquí se retiene la idea o, por así decirlo, la atmósfera oscura del Black Metal, la cual se baña en líneas de guitarra que se hunden por completo el Post-Rock, el Noise Rock y lo Avant-Garde, baterías puramente jazzeras y bajos repetitivos que complementan y cierran sónicamente hablando los temas. El núcleo rítmico será el fundamento más puramente kraut del grupo, con muy pocas variaciones durante temas de las baterías y el bajo, mientras que la guitarra es la encargada de añadir líneas de guitarras con notas muy alargadas y disonantes esta base. El disco en sí es un largo tema que se puede dividir en fragmentos (o si se prefiere usar anglicismos, suites) de la misma forma que una banda sonora de una película está pensada y compuesta.
Los dos primeros temas (todos los temas reciben como nombre su duración) 8:18 y 7:54 saltan de uno a otro  instantáneamente y sin aviso. Podemos ver los ya mencionados elementos kraut representados fielmente: baterías jazzeras que llevan el tempo continuamente y sin parones y un bajo que en algunos momentos ojalá estuviera más alto en la mezcla, a ratos parece un simple zumbido que se encuentra cubierto entre la complejidad de la batería y las líneas de guitarra llenas de reverb, caracterizadas por mantener notas muy largas llenas de feedback y drones junto a líneas disonantes casi sin musicalidad alguna, estas guitarras viven y nadan en un mundo de gran libertad al tener como pilares básicos de los temas a los otros dos instrumentos.
Nuevamente el salto del segundo al tercer tema prácticamente no existe.Con 5:01 tenemos un respiro en torno al primer minuto del tema, cuando el sonido se amansa durante casi un minuto y nos da la sensación de que con ello se cierran sónicamente hablando la primera parte del disco, para posteriormente volver a atacarnos nos más ritmos complejos, líneas de bajo pegadizas y guitarras que son puro ruido.
7:01, si lo comparamos con los otros tres cortes que le preceden, es mucho más sosegado y tranquilo. Tenemos bajos sin distorsión prácticamente, una batería que sigue siendo energética pero se encuentra más sosegada y guitarras que vienen y van, añadiendo momentos energéticos muy cortos seguidos de otros más tranquilos. Estas características se van a mantener durante tres cuartas partes del tema para luego acelerar el ritmo, unificar las guitarras y saltar sin respiro ni pausa al siguiente tema, 5:34, caracterizado por un energético ritmo en las baterías para luego entrar en otra nueva parte más relajada que dura un suspiro y volver al mismo ritmo de antes. El último tema del disco, 9:29, enlaza con el anterior sin ningún salto ni corte, siguiendo las mismas características que el resto del disco, comenzando fuerte y poco a poco se irá tranquilizando el tema hasta acabarse.
Aunque la repetición rítmica es la base de este grupo en ningún momento encontramos momentos aburridos en todo el disco. Es un disco variado y lamentablemente conciso en el que podemos encontrar tintes Noise Rock, Drone y Post-Rock en las guitarras con algún que otro ramalazo Black Metal junto a una batería impasible y compleja fundamentada en el jazz y un bajo caracterizado por ritmos repetitivos pero pegadizos. No estamos ante un disco que sea fácil de escuchar y probablemente no entre a la primera ni a la segunda. ¿Es un disco para puristas? Para nada, es un disco para mentes algo abiertas (y más si hablamos de fans del Black Metal) ya que no vamos a encontrar continuamente los elementos característicos de este género. Encontraremos aquí la ambientación pero no los motivos estilísticos. Y que no te tire para atrás el hecho de que el disco parezca repetitivo ya que no lo es, está lleno de detalles. Estamos ante un disco que da la sensación de ser un vacío denso completamente deshumanizado. 
Lo mejor: La ambientación y lo arriesgado de la propuesta, nuevamente han conseguido hacer un disco de calidad con una mezcla de géneros poco ortodoxa.
Lo peor: 43 minutos se me hacen cortos, si no te gusta la repetición puede que este disco no sea para ti. Si no tienes paciencia y eres de los que se queda con la primera impresión que te dan los discos en  la primera escucha, este disco no es para ti. En algunos momentos me gustaría que el bajo estuviera más alto en la mezcla para poder disfrutar más de él. Mejores temas: ‘7:54’, ‘9:29’
kickingthehabit.nl
Liefhebbers van Deafheaven en Sunn O ))) opgelet. Onlangs bracht het Franse post-black metaltrio Aluk Todolo zijn album Voix uit. Muziek die in constante beweging is en je van alle kanten om de oren slaat. Een geluidsmuur van feedback, riffs, loodzware drums en ronkende bas. Wat ons betreft daarmee uitermate geschikte muziek om die laatste werkdag van de werkweek mee aan te vangen. Voix is een album vol intense, donkere muziek die niet zou misstaan als soundtrack voor een nachtelijke dwaling door de catacomben van Parijs, de thuisstad van de band. Op het album staan 6 instrumentale tracks waarop de band op slinkse wijze laveert tussen hypnotiserende noise, kraut rock, drone en metal. De afgelopen editie van Le Guess Who Festival speelde Aluk Todolo nog in Tivoli de Helling in een door Sunn O))) gecurateerd programma.
timetorock.ru
Bтечение последнего десятилетия французское пауэр-трио ALUK TODOLO использовало базовые инструменты и фундаментальные приемы хард-рока и метала, чтобы явить на свет таинственный аналог музыкального единорога – гиперкинетическую, тяжелую инструментальную музыку, полную медитативности и абсорбции. Иными словами, французские музыканты пытаются ввести слушателя в транс путем абсолютной активности, перемешивая ритмы и повторяющиеся риффы для создания своего рода непрерывного звукового одеяла.
В своих интервью и пресс-релизах бывшие блэк-металлисты часто говорят о мистицизме, спиритических сеансах, подчинении музыке и герметизации мира. Возможно, это звучит как фетиш или даже магическое шарлатанство, но альбом «Voix» — самый острый в карьере ALUK TODOLO – частично подтверждает эти заявления.
Их тщательно скоординированная суматоха становится непреодолимым и атмосферным зверем, неким коконом деятельности. Пластинка «Voix» отдает медитативностью SUNN O))), BARDO POND, ASH RA TEMPEL и даже LES RALLIZES DENUDES, а это означает, что их музыка стремится подчинить слушателя.
43-минутный лонгплей полон зигзагов и поворотов, которые идут сквозь все шесть громких и безымянных треков, объединенных в единое целое. Но целое не только в плане неразрывности, а в плане общей концепции. Ряд композиций скреплен довлеющим молитвенным покоем, а другая часть соединяется слайдами, неуемными ударными паттернами и бесконечными мелодиями. Это поддерживает не только наступательные обороты богатырского трио, но также мысленное состояние слушателя – вы как бы зависаете в мифическом пространстве, ожидая следующую волну звука.
ALUK TODOLO достигают аналога фуги, сохраняя чувство постоянного движения, даже когда балуются с повторами. Во второй части «7:54», к примеру, барабанщик Антуан (Antoine Hadjioannou) и бас-гитарист Матьё (Matthieu Canaguier) идут напролом с интенсивностью в духе хэви-металлического краутрока, а в другом месте гитарист Шантидас (Shantidas Riedacker) танцует со своим инструментом и усилителем, добавляя дозу фидбэка в радугу музыкальной серости. Эти элементы гипнотизируют постоянно.
Чаще, тем не менее, трио хитро проскальзывает между разнородными фрагментами, объединяя их с мастерством, которое можно услышать в симфонии или творчестве, например, THE GRATEFUL DEAD. В песнях происходит так много событий, что бессмысленно обозначать влияния. При идеальном развитии сюжета, конечно, ALUK TODOLO заставят вас думать не о том, что они слушали в прошлом, а о том, что вы слышите прямо сейчас. Но вы, скорее всего, с меньшей вероятностью заметите конкретные изменения или фрагменты, если окажетесь в объятиях музыки.
«Voix», несомненно, понравится любителям «Revisionist» SANNHET – этот прошлогодний альбом наилучшим образом объединял хэви-металлическую напряженность с пост-роковой атмосферой. «Voix» содержит те же тона и чувства, и французское трио может быть ничуть не менее захватывающим и тяжелым, чем их американские коллеги, но есть одно существенное различие. Там, где музыка SANNHET казалась саундтреком города, полного бесконечных звуков, ALUK TODOLO предлагают реальный купол – скрытое место, где можно спрятаться, пока группа совершает свой шумный ритуал. Как они это делают, к слову, остается загадкой – возможно, дело в тех самых радиальных, круговых жужжаниях, которые зависают между каждым ударом, а, возможно, суть кроется в выверенных повторениях нужных фраз. В любом случае, ALUK TODOLO близки к своей цели в демонстрации обратной стороны рок-н-ролла. При этом они не утратили своей сущности, которая сформировалась задолго до «Voix». Эта группа работает в поте лица, чтобы вы могли на мгновение раствориться в музыке.
rocknycliveandrecorded.com
Black metal but more wall of sound skilled beats and ambient noise than devil with horns
ondarock.it
Gli Aluk Todolo appartengono a quella schiera di band che non amano starsene con le mani in mano, anzi preferendo cambiare continuamente direzione, per non scadere nella noia della ripetizione. Così, dopo i dispacci religious-psychedelic-trance degli esordi e l’occult-rock dell’ultimo lavoro, con “VOIX” il terzetto francese mette in scena una lunga suite, divisa in sei parti, per cui è sembrato logico parlare di “black krautrock”, insomma un mix tra il metallo “nero” di matrice scandinava e le lisergiche escursioni di tante formazioni tedesche degli anni Settanta. Non manca, tuttavia, una buona dose di space-rock, a rinsaldare legami, comunque già sotterranei, con gli Hawkwind e con le escursioni sci-fi dei Chrome.
La jam prende corpo con una stentorea esplosione, poi gli strumenti partono a razzo in sella ad un pow-wow elastico. La parte del leone la fa Shantidas Riedacker con la sua chitarra, qui piegata in dilatazioni spiraleggianti. In “7:54”, il groove diventa ancora più travolgente, mentre tra sprazzi melodici, cambi di rotta impercettibili e sfasature freakedeliche il suono sembra a tratti disperdersi tra le penombre dello spazio infinito, quasi riverberato da una colonna di specchi colossali (nelle intenzioni della band c'era, non a caso, la volontà di creare un vero e proprio labirinto multi-dimensionale…), mentre l’ascolto si trasforma, secondo dopo secondo, in un’esperienza ipnotica. Se “5:01” alza il tasso di rumore percepito, trasformando il feedback in un gesto espressionista e tirando in ballo anche il funk, “7:01” si adagia in un andamento sparso e sornione, tra sprazzi brucianti, inabissamenti sinistri e vaghezze cinematiche. L’accelerazione della coda viene, dunque, sviluppata in “5:34”, che trasforma il tremolo del black-metal in una progressione minimalista, divampando, quindi, in un sabba pulsante che fa molto Amon Düül II altezza “Phallus Dei”. Un sabba che prosegue lungo tutto l’ultimo movimento, attraverso un florilegio di radiazioni ultraviolette che aumentano fino a teletrasportarci nel bel mezzo di una guerra tra asteroidi, prima di spegnersi lentamente.
Anche se in più di un passaggio il disco mostra una certa mancanza di coraggio, risultando un po’ troppo appiattito su soluzioni scontate, “Voix” è comunque un bel trip sonoro, da gustare da cima a fondo, ovviamente senza pause.
wormwoodchronicles.net
Mysterious instrumental trio Aluk Todolo return with another baffling excursion into experimental rock music. I quite liked their last trip, “Occult Rock 1 & 2”, but “Voix” is a different beast. This is one big long jam.
Is it improvised or is it carefully constructed note by note? That’s a question many will debate after hearing this.My ears tell me the former, the press sheet indicates the latter. A.T. just plug in and take off into space, using the basic format of guitar, drums and bass. Although broken up into six “songs”, it’s really one big tune. More abstract than the “Occult Rock” stuff, this is long stretches of loud guitar tones and soundscapes looped over flowing bass-drum rhythms. Most is on the loud side, but there are stretches of quieter experimentation. I can’t say it is anything ground-breaking or even as unique as Aluk Todolo think it is, but it is listenable if you’re in the mood for a head trip. After a while, I started to tune out the guitar and focused on the amazingly groovy and locked in drumming and bass playing. That’s the real miracle of “Voix”, not the more in your face guitar playing. Those cats are locked in like laser guided smart bombs.
Contraty to expectations, the album kind of fades out quietly instead of roaring to a climax. You can file Aluk Todolo as heavy metal or noise rock, but frankly I found this closer to free jazz than anything else. By Dr. Abner Mality
weedtemple.wordpress.com
Black Krautrock. That’s a phrase that’s getting thrown a lot whenever the French trio Aluk Todolo is mentioned. Though they prefer to call their style “occult rock”, the krautrock and black metal influences are still obviously the most visible and tangible in all of the band’s work to date, including their newest release, Voix. The newest album continues the tangled, densely psychedelic stylings of 2012’s Occult Rock, spiralling the listener down toward the insanely paced malevolent hell. With its cover clearly a homage to Aleister Crowley’s Konx Om Pax, the album is sure to pull the listener into an unholy marriage of psychedelic rock and black metal, fusing thick walls of distortion and guitar effects with cold aesthetics and insanely tight drum work that often goes straight into blast-beats. Another blackened masterpiece from Aluk Todolo. Highly recommended!
deathmetal.org
Article by David Rosales Avantgarde-isms do not belong in metal. Avant-garde is the area where musicians go to publicly masturbate with their “interesting” ideas that may or may not (more likely the latter) contain abstract implications which must be explained by the author. Metal is about embedded communication through codified tradition, about rebellious purposefulness and a rejection of your posturing. Aluk Todolo presents us with tracks that are meant to be trance-like, and in their impetus end up mixing what is essentially an African ritualistic beat with post-rock noises and an ostinato bass without understanding how out of place all of this is beyond their sterile academic conceptions. To anyone who sees the spirits in music, to anyone that will see music come alive, this is the sort of travesty that modern thinking wants to pretend is music. On the emotional side, anyone may enjoy this like they might enjoy a crack injection; after all, this is about as coherent as that little trip appears to be when you hear crackheads speak. On the intellectual side, there are plentiful experiments that provide a listener with new patterns and textures to brood over. However, these are interesting not for what they tell, but only for their outer craftsmanship. As an integral whole, however, Voix is nothing except in the minds of those who would impose on it an artificially-created meaning from the outside.
heavymetal.about.com
Voix is the fourth full-length album from Aluk Todolo, a mysterious instrumental power trio. Aluk Todolo are a combination of post metal, surf rock, psychedelics and drone, krautrock, death rock and probably a whole host of other influences I’m missing. The music is loud with strummed guitars and effects, a dynamic bass that gives the music a psychedelic, droning atmosphere, and percussion devoid of the typical patterns that you’d normally find in rock n’ roll-based music.
The beat, though steady, has a jangly, cascading quality to it, and you never know what to expect next as the album sprawls out over six songs. Frankly, this is not going to be everyone’s cup of tea, but the music has a surprisingly accessible quality to it, and the band’s crossover appeal becomes more and more evident the deeper in you wade.
highwiredaze.com
This French trio take their name from an ancient religion in Indonesia. Their music is instrumental hard rock with a driving energy behind it that is spectacular to behold. Voix (Voices) is the band's 4th release and over the six tracks, named solely by their lengths, a journey is taken of epic proportions. Led by drummer Antoine Hadjioannou, Aluk Todolo are a force to be reckoned with, as they guide you into dark territories, danger lurking around every corner, the insistent drums and Matthieu Canaguier's bass creating tension in their repetition, until you're begging for a release. Then the bottom drops out and you're left to hang onto Shantidas Riedacker's clanging, echoing guitars for dear life until Hadjioannou and Canaguier return to build the tension up even higher. If each track was solely high-speed throughout, the listener might quickly lose interest, yet Todolo know dynamics and create quiet, creepy passages, visits to other psychedelic dimensions, then throw you back into a battle for your sanity in more physical ways.
On the first two-thirds of 7:01 the drums are surreptitious and light, a bass motif played over and over and over, the guitar careening and crashing around, the use of space a major factor in the track, then the tempo picks up, the guitars solidifying into a brutal attack to your senses through the first half of 5:34 , then the band cools off for a few seconds only to return all the harder, Canguier's bass running fast, ready to pounce and kill. The tempo continues full speed through the first half of final track 9:29 , as the hordes hack and slash, Riedacker's echoing guitars announce the retreat, the ground drenched with blood, until all energies have been spent and the survivors limp and crawl away to their own sides, to heal and fight another day.
haaretz.co.il
שוב נופלים עלינו הצרפתים האלה. להקת פוסט-מהשזהלאיהיה שצמחה מתוך סצנת הבלאק מטאל הצרפתית הדי מדהימה (מהאנשים שהביאו לכם את Peste Noir ו Deathspell Omega) מתוך האפר/חול/נוזלים שחורים של להקה בשם Diamatregon. מה שיוצא מכל זה הוא חתכת פרוג-מטאל-אינדי-פוסט דינאמית ונהדרת, שהוקלטה חי לגמרי, ומרגישה חיה לגמרי כתוצאה. אווירה שתתאים באופן די מוזר גם לטקס של הכת הקרובה לביתכם וגם אם אתם מחפשים פסקול לרגע הזה שניצחתם את בני הדודים שלכם בבאולינג.
radiostudent.si
Z novo ploščo se oglašajo Aluk Todolo. In glede na to, da izdelek nosi naslov »Voix«, torej »glas«, je izbira izraza »oglašati se« relevantna in dobra vstopna točka. Aluk Todolo smo nazadnje predstavljali v povezavi z njihovo monumentalno dvojno ploščo »Occult Rock« iz leta 2012, ta sedaj v undergroundu že precej opažen francoski trio pa je s svojim osredotočenim in hipnotičnim presekom tropov psihedeličnega rocka in mantričnih aspektov žlahtnega black metala v tem času le še pridobil na globini in prepričljivosti. Trio električne kitare, električnega basa in bobnarskega seta zven tovrstne ultraklasične zasedbe izkoristi v vsem njenem razkošju ter nam njeno prekipevajočo organskost servira tudi z neobičajno discipliniranostjo. A tu ne govorimo o virtuoznosti ali eksaktnosti ali pač minimalizmu, ki bi bil sam sebi namen. S pojmom discipline bi želel označiti predvsem temeljno potezo njihovega početja in ta je, da elementarne sestavine psihedeličnih rock glasb ter njim pripisane učinke privzdignejo ali pretvorijo v ritualne geste, ki izdajajo njihov okultni namen.
Okultnost lahko v njihovem primeru razumemo kot skritost, molčečnost pa kot gesto ceremonialnega pomena, del magično-zvočne igre, ki pravzaprav bolj ali manj deklarativno tapka v tiste rabe in učinke glasbe, ki se tej dejavnosti pripisujejo že od vekomaj. In morda prej omenjena pretvorba elementarnih psihedeličnih rock obrazcev v obredno gestikulacijo ni nič drugega kot izrecna vrnitev ali približevanje temu, kar za marsikoga rock glasba od vedno že je.
To pa nas pripelje do aktualnega albuma »Voix«, ob katerem se lahko tudi še enkrat spomnimo, da jim je bil na četvernem splitu iz leta 2010 od štirih magijskih moči Sfinge dodeljen poslednji aspekt – molčati. Za kakšen in čigav glas torej gre? Aluk Todolo na novi plošči zvenijo bolj enovito in pojoče kot kdajkoli prej, kar je rezultat tudi nekaterih subtilnih ter fino uglašenih posegov v formo in skupinsko igro. Tako kot v večji meri že na »Occult Rock« smo tudi tukaj priča povsem živi izvedbi, v dogajanje pa je vnesene nekaj več disonance in raztreščenosti med posameznimi instrumentalnimi glasovi. Glavnino sicer še vedno predstavljajo mrakobno opojne motivike jasne »motorik« podstati, a so te tokrat predvsem v domeni jasnega in ubirajočega basa, medtem ko se kitara rada in pogosto prepušča feedbackovskemu hrumenju, zavijanju, brnenju in predvsem – petju. To - vključno z bolj odprtim bobnanjem - glasbo znatno osvobodi ujetosti v preveč prozaično mrežo razporeditev. Te sicer delujejo, kadar so podane z neizpodbitnim prepričanjem in zanosom, a kot sem zapisal že v recenziji zadnje plošče Saturnalia Temple »To The Other«, gre za zanos, »ki je faktično tako zelo redko udejanjen, čeprav znotraj žanrske folklore vedno obljubljen«. Vendar nikoli ni bilo videti, da bi Aluk Todolo s tem imeli kake opaznejše probleme, saj znajo za dosego hipnotičnega učinka tudi kaj konkretnega postoriti – ali pa obratno, ne-narediti. To jih ločuje od vedno bolj rastoče trume psevdookultnih postavljačev, ki se bavijo predvsem s klišejsko estetiko, na izkustveno-čutno-spiritualnem nivoju pa se ustrašijo lastnega početja, še preden se kaj res začne povzročati.
Na »Voix« Aluk Todolo svojo molčečnost tako še poglobijo, ojačajo njeno brnenje, ki se nato v glasbi artikulira kot močan in presevajoč tulež – stopanje iz glasu, sestopanje glasa v glasbo ter zbiranje in stapljanje v en glas. To se odraža na mnogetere izrekljive in neizrekljive načine, ne nazadnje tudi v tenziji ritmično-pulzirajoče stelje in umazano monodičnega kitarskega napeva, ki se vije skoznjo. Napeva, ki se kdaj razdrobi v klastre naefektiranih akordičnih razbiranj, tisti zmaličeni death-surf, poznan s prejšnjih stvaritev, ter nato nazaj hrup in nazaj v ton. Slišati je, kot bi Aluk Todolo na nekem nivoju, tudi zvočno formalnem, udejanjili tlečo obljubo svojih prejšnjih del – disciplinirano in hipnotično ponavljanje v upanju na obisk, evokacijski odsev od znotraj,
rocklab.it
Ultimamente pare che la vena 70s stia dilagando all’interno dei progetti musicali in campo estremo. Se negli ultimi dieci anni abbiamo assistito alla grandissima impennata del revival Stoner, assieme a tutto il suo corollario iconografico di cui avevamo già parlato qui, ora ci troviamo di fronte ad altrettante mutazioni sonore o, per meglio dire, ad un cambio di prospettiva. Una volta che i cambiamenti si manifestano, all’interno di un macro-genere, saranno inevitabili le conseguenze anche per i sottogeneri affini. Recentemente, più volte abbiamo accennato all’avvicinamento da parte di alcuni astri del Metal estremo verso nuovi generi musicali; spesso si è parlato dell’incrocio fra Post-Hardcore Post-Rock, Black Metal e Ambient o addirittura Kosmischemusik.
Gli Aluk Todolo sono francesi e hanno sconvolto i canoni della label che li promuove (la Norma Evangelium Diaboli) perché non appartengono né al classico immaginario musicale dell’etichetta e neppure a nessuna delle altre band colleghe. Con il nuovo “Voix, il nostro trio consolida nuovamente il messaggio lanciato col precedente “Occult Rock”, mediante una lunga suite strumentale divisa in sei capitoli, che abbraccia in maniera globale il concetto di jam-session.
Avendo da poco analizzato l’ultimo album degli Oranssi Pazuzu dobbiamo constatare, per quanto riguarda sia il tema dell’improvvisazione sia quello della vicinanza al mondo 70s, che bastano davvero pochissimi ascolti per capire che gli Aluk Todolo navigano in acque limitrofe ma distinte.
Se per il combo finlandese avevamo segnalato la parziale assenza di struttura compositiva – in favore di una maggiore improvvisazione –, ora con i francesi in oggetto ci troviamo di fronte ad una destrutturazione ben più invasiva.
Già con i primi “8:18” minuti ci troviamo al cospetto di una band che sembra suonare dal vivo,  una band che si spoglia delle vesti del Metal estremo per indossare quelle del rock anni ’70: per poi effettuare il processo inverso. Immaginate le lunghe improvvisazioni sul palco dei Led Zeppelin, dei Grateful Dead, o dei Jefferson Airplane; immaginate i primissimi Pink Floyd, ma gonfiateli di overdrive e metteteli nella bocca dell’inferno.
È interessante notare come qualsiasi stilema appartenete al Metal estremo venga eliminato, e non esistano riff riconducibili a nessun genere madre. Niente riff in down-tune, niente palm-mute thrasheggianti, niente power-chord. Il massiccio uso del tremolo non viene usato per creare riff veri e propri ma solo delle slegate composizioni che mutano e si trasformano senza tornare o senza ripetersi. Il basso spesso incappa in derive Post-Punk, mentre il batterista sfoggia costantemente il suo bagaglio di influenze Classic Rock.
Nei terzi “5:01” minuti le graffianti chitarre si chetano, il paesaggio infernale si avvicina molto ai Killing Joke e la lunghissima jam-session arriva al nucleo centrale della sua espressione. I quarti “7:01” minuti sono indubbiamente i più psichedelici: una sorta di “Careful with that Axe, Eugene” saturatissima e torbida, una “A Saucerful of Secrets” che emerge dagli inferi. Mentre i conclusivi “9:29” sono i più drammatici, dove il basso schizofrenico lascia maggior libertà interpretativa alle chitarre che spesso sembrano delle rumorosissime tastiere e a volte perfino delle urla; il famoso verso del delfino gilmouriano è ormai diventato l’urlo del Leviatano.
Eppure, nonostante l’interessante pacchetto, io per primo continuo a domandarmi l’effettiva utilità del prodotto fisico (o digitale) di questa band. “Voix”, come i precedenti album, è il prodotto di diverse ore di prove, incanalate in modo che siano diventate definitive per essere incise; ma immagino che la dimensione degli Aluk Todolo sia quella live: perché la loro musica è perfettamente fruibile ad occhi chiusi, non si serve di un apparato visuale in grado di modificarne i contenuti ed è fatta per essere diversa durante ogni esibizione.
powermetal.de
Wer anstelle von Songtiteln lediglich die Spieldauer einzelner Kompositionen als Bezeichnung anführt, hat wohl auch für konventionelle Song-Strukturen und Darbietungen kaum etwas übrig. Alleine deshalb sollte das französische Drei-Mann-Unternehmen ALUK TODOLO auch eher in jenen Kreisen auf Interesse stoßen, die auf Konventionen husten und stattdessen eine immense Vorliebe für ungewöhnliche Klänge mitbringen.
Allerdings sind auch Geduld und Nervenstärke zwingend vonnöten, denn der Dreier lässt die durch die Bank gesangsfrei intonierten Stücke bisweilen mehr als nur gewöhnungsbedürftig klingen. Zwar besteht beim eröffnenden '8:18' bis kurz vor dem Ende die Hoffnung, die Burschen würden es dabei lediglich mit der Einleitung ein klein wenig übertreiben, doch dem ist leider nicht so, da sich jeglicher Hoffnungsschimmer auf Abwechslung recht bald als unbegründet erweist und der bedröhnende, monotone Soundbrei bis zum Ende hin durchgezogen wird.
Die extrem zähe, aufwühlende Chose klingt für mich über weite Strecke so, als ob man schlichtweg vergessen hätte, irgendwann doch auch einmal durch Breaks oder Rhythmus- und Tempowechsel Spannungsmomente in den Sound einzuflechten. Erschwerend kommt auch noch hinzu, dass man als Zuhörer von den Jungs in eine Endlos-Schleife (ein Glück, dass immerhin die kurzen Pausen zwischen den "Songs" für Erlösung sorgen) verfrachtet wird, die jedoch keineswegs Sogwirkung entfaltet, sondern eher das Gegenteil davon verursacht.
Zwar wollen die Künstler "Voix" sehr wohl als Einheit verstanden wissen. Der nahezu die gesamte Spielzeit über in ein und demselben Tempo vorgetragene und dadurch zu keiner Sekunde (wie wohl angedacht) hypnotisch wirkende Vortrag bleibt aber bis zum Ende hin schlicht und ergreifend einschläfernd. Gute Nacht!
Note:2.00 Redakteur: Walter Scheurer
goutemesdisques.com
En ce moment, le black metal a la cote. Enfin, il serait plus juste et plus précis de dire que ce sont les groupes s'inspirant du black metal qui ont la cote. Alors que Deafheaven a trusté les sommets des classements de fin d'année avec ses deux derniers albums (les excellents Sunbather et New Bermuda) et que Liturgy est devenu une référence pour une certain frange de fans de musique aux lunettes carrées, le post-black metal / atmospheric black metal est en plein essor. C'est dans ce contexte que sort Voix, sixième album des Parisiens d'Aluk Todolo, dont la carrière a toujours été placée sous le signe du mysticisme. Mais que les allergiques au corpse paint et aux brûleurs d'églises se rassurent, les Parisiens d'Aluk Todolo jouent dans une autre dimension et font preuve d'ambition en enrichissant leur musique de multiples influences, dont la plus évidente est celle des allumés d'Ash Ra Tempel. Pensée comme une recherche sonore et une véritable exploration, la musique du groupe emprunte au black metal ses ambiances glaçantes et au krautrock son psychédélisme malsain. En construisant cet album comme un bloc uniforme, Aluk Todolo a découpé Voix en six pièces dont le titre fait à chaque fois référence à leur durée (ça va de "5:34" à "9:29") et l'a réfléchi comme une longue transe. En ce sens, on retrouve chez ceux ces atmosphères lourdes qui évoquent forcément le travail des monstrueux Sunn O))), chez qui les ambiances prennent peu à peu forme au fil des écoutes. Comme chez ces derniers, l'expérience est immersive et totale, et le plaisir d'écoute au rendez-vous. 
meditations.jp
エクストリームな音楽っ子みんな大好き、ブラックメタルに黒く熱く、クラウトロックに反復加速な孤高のオカルトロック、Aluk Todoloが4年ぶりに新作を発表!! 漆黒にひびく弦からえも言われぬサイケデリア生まれ、追っているとおもわず呼吸困難になってしまうほど、アヴァンギャルドな展開に痺れます。リリース元は おなじみ、Deathspell OmegaからBobby BeausoleilからArvo Partまで手がけるこちらも孤高のThe Ajna Offensiveより!

stereoboard.com
We’re back with an overdue dose of the finest noise from the first two months of the year, careering dangerously between grindcore, death metal, harsh electronics and the avant-garde rumblings of Ehnahre. Consume at your own risk.
French trio Aluk Todolo are the epitome of elusiveness. Their music is dedicated to the preservation of both darkness and light. The first time I witnessed them playing live, a lightbulb gradually veered between brightness and gloom in sync with the undulations of the music. ‘Voix’ might well be the group’s best record to date, which is some statement, given the magnificence of 2012’s ‘Occult Rock’. What makes the real difference is that ‘Voix’, in under 45 minutes, covers as much ground as its nearly 90 minute predecessor. Blending drone with psychedelia, metal with krautrock, this is a trio of musicians with rare focus, and with a rare ability to translate not just musical ideas but a vision of what music can (perhaps should) be. ‘Voix’ is a work of captivating, breathtaking genius.  

crossfire-metal.de
Na sieh einer an, Aluk Todolos Occult Rock von 2012 war mir noch in erfreulicher Erinnerung, obwohl recht unausgegoren war das Album sehr unterhaltsam. Scheiß auf den “Hallo, wir wollen auch auf dem Okkult-Rock Zug mitfahren” Hinweis des Album Titels. Davon abgesehen, dass weniger als die Hälfte aller sich selbst Okkult titulierenden Bands auch nur ein Hauch von okkulter Atmosphäre versprühen, geht mir dieser Hype um dieses Wort ziemlich auf die Nüsse. Gemecker beiseite. "Voix", das neue Album des französischen Duos, ist wieder einmal eine unterhaltsame Sache geworden, etwas kompakter (zumindest die Spielzeit wurde um fast die Hälfte auf dreiundvierzig Minuten eingedampft) und etwas zielgerichteter vielleicht als der Vorgänger. Ausreichend, um die orthodoxen und traditionell veranlagten Black Metallerchen zu befriedigen, ist das trotzdem noch lange nicht, aber darum geht es bei Aluk Todolo auch nicht. "Voix" klingt wie 'ne Jam-Session drogenvernebelter Black Metaller, die grade entdeckt haben, dass Hawkwind eine verdammt geile Band sind. Noch 'ne Portion Hall drauf, die Songs schön repetitiv und monoton-hypnotisch auf Drogentrip getrimmt und fertig ist der Trip, der durchaus in einer norwegischen Waldlandschaft gute Soundtrack-Fertigkeiten beweisen dürfte. Wer sich bei diesem planlos verdatterten Geschreibsel jetzt an die finnischen Space-Black Metaller Oranssi Pazuzu erinnert fühlt, liegt natürlich genau richtig, mit der Ausnahme, dass Voix" lediglich instrumental seine bewusstseinserweiternde Wirkung erzeugen muss. "Voix" ist 100% kalte und beklemmend dichte Atmosphäre, dynamisches Songwriting und psychedelische Soundwände de Luxe. Und groovy sind Aluk Todolo auch. Mir macht die Platte einen Heidenspaß. Note: 8.5 von 10 Punkten Autor: Bert Meierjürgen
xsilence.net
Un rugissement gronde. C'est toute la caverne qui tremble, vibre, menace de s'effondrer sur elle-même.
BOUM – BOUM BOUM... BOUM – BOUM BOUM
Un cœur gargantuesque se met en branle, tambourine dans un poitrail phénoménal, syncope et trébuche puissamment. Les griffes raclent furieusement contre la roche, une tête massive se cogne frénétiquement, désespérément sur un plafond qui s'effrite sous les impacts répétés. La Bête vient de s'éveiller de son sommeil millénaire et elle sera bientôt libre.
BOUM – BOUM BOUM... BOUM – BOUM BOUM
Pas le temps de s'arrêter, le temps lui est compté. La Créature perce sa prison de pierre avec un hurlement qui glace les villages alentours. La panique fait rage. Les villageois connaissent la légende, ils savent qu'il ne restera bientôt plus que décombres autour d'eux, que la Bête sera implacable, sa progression fulgurante, inexorable... pendant 43 minutes et pas une de plus.
Un peu de compassion pour ces frêles paysans car ils symbolisent ici nos tympans. Eux ne sont pas préparés à ce qui les attend. Le power trio français d'Aluk Todolo est censé verser dans un noise-rock basé sur la répétition et dont la lourdeur du son trahit fortement un passif de métalleux semi-repentants. Sauf que dans les faits, c'est un véritable monstre inclassable qu'ils viennent de pondre avec Voix, album-marathon (ironiquement instrumental) en forme d'une invocation rituelle qui aurait tourné à l'aigre : la créature est complètement hors de contrôle. La musique d'Aluk Todolo se débat éperdument, sans marquer de pause au gré de ses morceaux, comme pour perdurer le plus longtemps possible, continuer à exister malgré l'approche de l'inéluctable ; persister le plus violemment qu'elle le pourra avant sa fin programmée. Imaginez Sunn O))), célèbre formation occulte de drone-metal et ses gigantesques distorsions qui évoquent la respiration grondante d'un colossal léviathan endormi au fond d'une abysse. Et bien dites vous que Voix c'est un peu le léviathan qui se réveille brièvement et saccage tout sur son passage. Parce qu'il n'a pas le choix, parce que son cœur – la batterie increvable d'Antoine Hadjioannou et la basse persistante de Matthieu Canaguier – bat à tout rompre et menace de s'arrêter à nouveau (imaginez cette fois le film Hyper Tension où Jason Statham doit garder son niveau d'adrénaline élevé sous peine de crever). Pour interpréter le rugissement furieux et meurtri de la Bête, la guitare écumante d'un Shantidas Riedacker qu'on imagine transi, la bave aux lèvres, battre convulsivement l'enclume en acier trempé que forme l'inébranlable section rythmique à ses côtés ; insuffler une vie et une nuance à la matière brute et grise qui lui est présentée... en bref tailler le monolithe.
C'est une véritable course d'endurance qui s'est mise en branle dès les première seconde, de la part d'un trio qui semble chercher à aller toujours plus loin, frapper toujours plus fort sans jamais reprendre son souffle – c'est à peine s'ils s'autorisent à ralentir un peu la cadence par moments ; s'ils le font c'est toujours pour repartir de plus belle. Voix est à prendre en un seul bloc – n'envisagez même pas de l'écouter en deux fois malheureux – et à ce titre la séparation en "pistes" est totalement illusoire. Mais le trio en a bien conscience ; en guise de titres les 6 morceaux de l'album sont nommés rapport à leur durée. "8:18", "7:54", "9:29"... décompte inflexible et angoissant, qui annonce aussi bien l'espérance de vie de la Bête que le temps qu'il reste à ses victimes pour survivre à son assaut.
Voilà, Voix est un disque éprouvant. Mais au delà d'un vain défi d'endurance, Aluk Todolo propose nous propose avant tout de suer avec eux, de nous faire ressentir viscéralement l'urgence de ce qu'ils sont en train de tisser devant nos oreilles ébahies. De nous placer au cœur de la Bête si bien qu'on finit par éprouver une douloureuse empathie pour la créature qui se débat avec la force du désespoir, pour grappiller ne serait-ce qu'un instant d'existence supplémentaire avant de sombrer.
Et ça, c'est très fort. Parfait 17/20 par Wazoo



tinymixtapes.com
Perhaps Aluk Todolo’s Voix echoes the stranger, murkier reaches of our planet as it traverses its endless cycloidal trails through strange zones of emptiness: feedback wrung from decaying chords, spun into spidery strands and malign splinters, paroxysms of “blackened” tremolo-picking degenerating into sinister motifs and grinding bass lines. Or maybe Voix is a black monolith whose surface writhes with obscure hieroglyphs, a relic of a Hyperborean age, towering over frozen wastes (to use a metaphor). Or perhaps its inexorable but unpredictable outward eddies unfurl in a chaotic turbulence stirred up neither in brute repetition nor unfettered improvisation, but in a grotesque inner spontaneity, an inborn appetite for the superlunary sphere roiling an ever-widening gyre (also a long way from the standard epic post-metal twinkle → crushing crescendo dynamic).
Voix’s timelessness is not the timelessness of our age’s curiously blinkered form of nostalgia, and although the tools are from recent years — see below, friends — its syntax is primeval. An observer of an ancient, terrible rite, you might begin to feel the untwisting and unspooling of your own inner contortions into a state of peculiar tranquility, like cold grey ash covering up the glowing embers, as W. said of wisdom. Still, a little relaxation would be more than a little too human, an unworthy end. A truly cosmic vision, that’s something else: the dissolution of that wretched little organism of yours, spinning out from your adjustable office chair over and across boundless time into the endlessness of atoms and the fucking void, perceptions like a fine coat of dust across every inch of extended matter. And so on — you get the idea.
Don’t be too misled by the reference to occult though, even after Aluk Todolo’s previous album, Occult Rock. It’s easy to forget that there’s more to the occult than kitschy Crowley-isms, unholy invocations, pentagrams, or non-Euclidean tentacled crawling nameless eldritch horror. There’s also an “occult” without adornment, without the accoutrements of subculture or chicanery — an occult that doesn’t mean anything more or less than concealed. It’s not even that long ago (on a cosmic scale) when gravity itself was considered occult, Newton a retrograde descent from intelligibility to hiddenness: when it seemed that the movements of the planets and comets could be explained by systems of interlocking vortices of particles, when everything could be explained by collisions of extended matter, why reintroduce something so imperceptible and unintelligible as gravity?
If names are anything more than empty boxes, that’s occult rock. Sure, if you’re that-way inclined, there are blackened metallic shards to be found amongst the planetary flotsam, but none of the codified structures and movements of those particular genre-gestures. And if Voix approaches misanthropy, it’s neither hate-fuelled nor depressive; it’s owed to a kind of grand, celestial indifference. Likewise, the idea that Krautrock could be said to have left some kind of unearthly trace isn’t entirely without merit, but it’s stripped of any space-age sheen (there’s certainly nothing utopian or dystopian about Voix — no neo-futurism, no synthezised oddities), and the rhythms are as tumescent as they are motorik1.
And yes, Voix is instrumental, but its voice is present in the fissures, the overtones, the ringing and feedback — and more inhuman, of course, in its enunciation than any human shriek could hope for. Speech might tell us that these stumbling fools all around us are not automata, that there are souls among the bodies whose endless collisions make up our worlds, but a voice doesn’t. A tongue flaps around in a head, sounds are produced, and it’s all mere bodies. Voix never becomes overburdened with the cruel theater of meaning that takes place in the mental sphere; besides, as we’ve known for thousands of years, the intellect must always turn back to phantasms
1. For those who like to continue to play these kinds of games, it would be equally promising to look for forebears in the depths the harder edges of 90s “post-rock,” Am-Repish “noise rock,” and the CD-length pseudo-ambition of the more-or-less moribund corners of post-metal, less their structural and dynamic predictability. In any case, Occult Rock itself bears the tooth marks of both BM and Krautrock more clearly than does Voix
silenceandsound.me
Resserrant les espaces entre black metal et krautrock, méditatif et le hautement énergique, minimalisme et psychédélique, le trio instrumental français Aluk Todolo ponce et élime jusqu’à atteindre l’essentiel, récure les angles pour ouvrir l’antre d’un labyrinthe tortueux à l’épure maximaliste. Avec Voix, son quatrième album, Aluk Todolo distord les guitares pour en extraire un suc vénéneux au pouvoir ensorcelant, longues litanies drones aux changements de pistes fulgurants, appuyées par une rythmique incompressible aux allures de rouleau compresseur. Pourtant, Voix est loin d’être uniquement un simple concentré de déflagrations, capable de créer des ambiances en suspension, où mélodies spatiales et virtuosité contenue entrent en collision, formant des nébuleuses aux effets hypnotiques, transes lovecraftiennes aux circonvolutions happantes. Aluk Todolo se concentre sur les palpitations et les souffles, donnant à entendre sur et entre les notes, dessinant un espace singulier qui lui est propre, prolongeant une expérience qui sait repousser ses propres limites tout en n’excluant personne, déverrouillant des portes que l’on croyait fermées et dont il a su trouver les clefs. Un album à la maitrise éblouissante de créativité et d’inventivité. Vital

babyblaue-seiten.de
„Voix“ (Stimme) heißt das neue Album des französischen Trios Aluk Todolo, wohl ihre dritte Veröffentlichung. Spaßvögel, diese Franzosen, denn selbstverständlich ist das Album vollkommen instrumental. Aber vielleicht meinen die Drei auch nur ihre musikalische Stimme, die sich hier ihre Bahn bricht? Die Stücke sind auf jeden Fall nach ihrer Länge benannt… effizient? Ideenlos? Oder auch humorvoll? Man wird erstmal nicht so richtig schlau aus Aluk Tolodo. Auch das minimalistische Artwork des überwiegend in schwarz gehaltenen Digipaks lässt wenig Schlüsse zu…
…also zur Musik. Und da entfaltet sich eine düstere Riff-Hölle mit treibender Schlagzeugarbeit und einem geradezu hypnotischen Instrumentalsog vor den Ohren des Hörers. Jaulende Gitarrenschleifen, kreischende Crescendi, plingende Arperggien, kräftige, schwere Riffs, bollernde Bass-Linie und geschäftig-fiebriges Drumming im Untergrund. Daraus stricken die Franzosen ihre düster-bedrohlichen Klangmonumente.
Repetitive Klangpassagen, aggressive Ausbrüche, psychedelisch verschrobene Momente, ständig passiert irgendwas, kaum bekommt man alle Details mit, immer wieder entstehen neue musikalische Situationen. Der Hörer ist gefangen in der verschrobenen Instrumental-Ornamentik des Albums, wo mit Psychedlic, krautig-angehauchten Momenten, schrägen Avant-Konstrukten, metallischen Einsprengseln und kurzen Frickel-Passagen gespielt wird. Eine leicht unheimliche, irgendwie beunruhigende Atmosphäre beherrscht das Album.
Ein beeindruckendes, manchmal gar etwas erdrückendes, aber immer spannendes Instrumental-Erlebnis beschert uns der französische Dreier. Nichts für Melodiker, es sei denn, man will die an- und abschwellenden Klangkörper schon entfernt mit Melodien assoziieren, aber ein Fest für klangforschende Instrumental-Freunde.

pinkushion.com
On peut certes être décontenancé quant à l’absence de voix dans Voix d’Aluk Todolo. L’oreille avertie cherche là une intention subtile de déplacer l’attention sur une compréhension plus élargie de la notion : quelle voix se donne chez le trio français à travers ses instruments qui ne cessent d’être repoussés dans leurs retranchements ? Les frappes régulières de la batterie tout au long de l’album, la guitare électrique distordue, rageuse, comme réalisant un solo incessant, une basse qui répète ses notes donnant la profondeur et la gravité à l’ensemble…Tout est fait pour ériger les limites en contenu principal de la matière sonore ; il ne s’agit pas de tordre cette dernière pour finalement glisser dans l’expérimentation, mais garder une structure cohérente jusqu’à ce que l’orchestration s’étire et se réduise à un seul état méditatif. Comme à leur habitude, les genres (krautrock, psychédélique, black metal…) ne sont lisibles dans les compositions du trio qu’à partir de cette fonction unitaire. La voix dans tout cela, est peut-être celle qu’entend l’auditeur, qui se manifeste dans la durée, dans une musique rendue anonyme (pas de titre de chansons) qui ne renvoie donc qu’à elle-même. Un seul mouvement musical saisissant pour couvrir les suggestions et ouvrir au recueillement

thegrimtower.blogspot.com
This is the newest of several instrumental releases by instrumental French occult rockers Aluk Todolo. They've been around for quite a while and have toured with several bands. Though this is the first time I've ever heard their music, it would be safe to say that listeners of the material here will find plenty to like in their previous albums as well. That's a given, as what the listener gets with this record are atmospheres. The record is described as a labyrinth of sounds, and it is truly very transitive. These guys make the kinds of instrumental soundscapes that we love hearing from bands like Tool and Sunn0))) and it comes without the catchy vocal element of the former. It certainly drones, but there's enough to do in the drum work to keep things punchy. I don't feel that there's any life in some of the earlier Sunn0))) that I've heard, with very slow drum work and equally slow guitar drones that sound more like a slumbering giant than a lively explosion of energy. Voix is different, because it gives me precisely what I want to hear, and that would be the kind of active cerebral landscape that I'd almost compare to Steve Roach's more upbeat work. You're getting a polar opposite of the drone that similar acts offer and instead are able to take a literal trip. Possibly even a subconscious one.
This is the kind of record where the musicians themselves and even song titles don't matter. We might as well call them all Banana 1-6 and be done with it, because the listener has come here for the trip and that's exactly what you're getting. To some, this might just sound like one big jam session and it probably is. Though that's the awesome part about it, I think – because it's truly surreal and again, so active compared to other acts that do this stuff. I don't even think the word “act” is the right term for some of those guys, because they're not getting the kind of musical exercise that Aluk Todolo are and it shows. If you don't like rambunctious things, you probably will want to stick with something slower, but since my mind is active 24/7, this seems right up my alley. I'd definitely consider it a solid disc and you'd do well to pick it up, but only if you're willing to forego the droning silence that these atmospheres usually offer. I'd say it's a worthy trade, so get out there and move those legs. 8/10

grisli.canalblog.com
Cela fait plus de dix ans qu’Aluk Todolo donne dans l’ « occult rock ». Un mélange de black métal et de rock psyché, un peu à la Rallizes, voilà ce que sert ce trio guitare (Shantidas Riedacker) / basse (Matthieu Canaguier) / batterie  (Antoine Hadjioannou) sur son quatrième album studio.
Pas de doute, le groupe est en place : la basse impose la cadence, la batterie la martèle et la guitare tergiverse à loisir, dans le noir et de temps en temps à l’aveugle. Les médiators ont le feu à la corne, ok. Mais c’est quand Riedacker commence à s’en servir pour fouetter des accords que la corne prend feu : c’est comme ça qu’à mi-parcours (on est donc sur 5:01) c’est l’extinction de voix… Mais pas pour longtemps, vous imaginez bien. Et déjà ça repart, pas plus subtil qu’avant, mais tout aussi performant (& perforant parfois). Y' qu'à entendre...

sicmaggot.cz
Vzpomínám si, jak jsem se s Aluk Todolo setkal poprvé – bylo to po vydání jejich minulé desky „Occult Rock“ z roku 2012. Až do té doby mi tito psychedeličtí Francouzi unikali. Zaujala mě tehdy působivá obálka desky, na níž se nacházel kus černé skály opředený hustými cáry mlhy. Ze zvědavosti jsem nahrávku zkusil a regulérně jsem si z toho sednul na prdel, protože to album je, nebojím se říct, nefalšovaně fenomenální. Stačil jeden poslech, abych musel sbírat čelist pod stolem, jelikož tahle kombinace zdrogovaného black metalu a krautrocku byla natolik pohlcující, že tomu prostě nešlo odolat.
Od té doby se však mnohé změnilo a Aluk Todolo již pro mě dávno nejsou neznámým pojmem. Vlastně právě naopak, pozice „Voix“ je naprosto odlišná. Záhy po „Occult Rock“ následovalo zpětné a důkladné nastudování starší tvorby, která není o nic méně uchvacující. Mám za sebou mnoho hodin intenzivního poslechu a dnes už Aluk Todolo patří mezi jména, na jejichž tvorbu nedám dopustit. A o to víc to má „Voix“ těžší. Už to nebyla zkouška naslepo, naopak bych si spíš dovolil říct, že „Voix“ pro mě patřilo k těm úplně nejvíc očekávaným nahrávkám roku 2016 a že jsem od toho čekal vážně velké věci a zároveň jednoho z kandidátů na hudební vrchol sezóny. A z takové situace existují jen dvě východiska – další hudební extáze, anebo zklamání.
A jak tedy „Voix“ dopadlo? No, popravdě řečeno jsem v poslední větě předcházejícího odstavce trochu kecal, protože zmiňované dvě možnosti nejsou jediné – a také novinka nenaplnila ani jeden z těchto dvou scénářů. Hudební extáze? Zcela upřímně prohlašuji, že „Voix“ je naprosto skvělá věc, vážně. Nicméně abych to řekl na rovinu, tak porovnám-li nejnovější dílo Aluk Todolo jen s jejich předcházejícími dlouhohrajícími deskami (tedy na chvíli vynechám kolaboraci, split a EPčka – přestože i tyto počiny rozhodně stojí za pozornost!), pak musím konstatovat, že „Occult Rock“ prostě bylo lepší. A „Finsternis“ bylo také lepší. A „Descension“ bylo také lepší. Jinými slovy, ze všech čtyř dosavadních řadových nahrávek Aluk Todolo bych „Voix“ zařadil až na to poslední, čtvrté místo.
Nicméně si myslím, že stále není na místě mluvit o zklamání. I navzdory výše zmiňovanému se totiž necítím být zklamán. Jakkoliv je totiž formálně vzato „Voix“ tím „nejslabším“ z dosavadních alb Aluk Todolo, pořád je to výborná záležitost. To, co je u Aluk Todolo „slabší“ (uvozovky značí to, že ve skutečnosti to slabé není ani náhodou), je stále na takové úrovni, že si o tom drtivá většina ostatních kapel může nechat leda tak zdát ve svých mokrých snech. „Voix“ rozhodně není slabé – trochu zvráceně by to takhle šlo pojmenovat jen čistě v rámci diskografie Aluk Todolo, ale určitě ne z obecného hlediska, protože ta deska pořád ční dost vysoko nad tím, co běžně vychází okolo. Jen ty starší nahrávky Francouzů byly ještě o kousek působivější.
Nějakou dobu jsem přemýšlel, v čem se nachází ta chyba, že ty předchozí věci měly ještě větší účinek – a napadají mě dva možné důvody. Na starších albech byly Aluk Todolo poměrně jednotvární (ne v tom negativním slova smyslu) a právě v tom tkvěla velká část jejich síly. Monotónní psychedelická rytmika člověka dlouhé minuty tlačila do kouta a okolo ní létaly další pazvuky, znásilňovaní kytary, tísnivé pískání, někdy až noisové hlučení. „Voix“ mi však připadá relativně rozmanitější, skladby se vyvíjejí, klidně se změní tempo. To by asi mělo znít jako klad, ale ta ortodoxní monotónnost mi v případě Aluk Todolo nesmírně chutnala, ještě víc než vývoj, jakkoliv jsou skladby na „Voix“ vystavěny velice chytře a nedá se říct, že by postrádaly působivost.
S tím pak souvisí i ona druhá „chyba“. Nemůžu si pomoct, ale „Voix“ mi oproti svým předchůdcům přijde o něco stravitelnější. To také obecně vzato nemusí být špatně, nicméně zrovna Aluk Todolo je podle mě skupina, která zpřístupňování (samozřejmě v rámci vytyčeného výrazu, čili takové pojmenování berte s trochou rezervovanosti) nemá úplně zapotřebí – zvlášť, když právě ta psychedelická náročnost pro mě byla jednou z nejlákavějších věcí na té muzice. Na druhou stranu, pro ty, kdo doposud s Aluk Todolo nejsou obeznámeni, je „Voix“ tím pádem asi nejvhodnějším kandidátem na prvotní seznámení.
Mohlo by se zdát, že je recenze doposud poněkud kritičtější, ale uznávám, že do toho docela hnidopišsky rýpu – což je dáno tím, jak vysoká očekávání jsem vůči „Voix“ měl. Nicméně i přese všechno, co jsem napsal, se stále jedná o vysoce kvalitní desku, jejíž poslech mě hodně bavil (anebo lépe řečeno – baví). Pořád je to hodně super, má to koňskou dávku atmosféry a pořád platí, že Aluk Todolo hrají svou vlastní ligu. „Voix“ je stále albem, jaké mohou jiné skupiny jen tiše závidět. Akorát jsem čekal ještě víc. Avšak i navzdory tomu si poslech užívám a za koupi to jednoznačně stojí.

swqw.fr
Du point de vue du chroniqueur, il y a plusieurs catégories de bons disques.
Il y a déjà les évidences, ceux pour lesquelles la chronique, pour ainsi dire, s'écrit toute seule. Parce qu'on se connecte particulièrement au groupe, que le disque nous bouscule, qu'il est si incroyable que le monde doit savoir VITE et/ou qu'il nous évoque plein de choses. Il y a ensuite les maronniers, ces disques qui peuvent être excellents mais sont excessivement conformes à ce qu'on pouvait en attendre et/ou à ses prédécesseurs (exemples : n'importe quel album de Thee Oh Sees, de The Fall, ou l'indie-rock dans son ensemble - huhu) ; ceux-là contribuent dramatiquement à l'inéluctable enfouissement des Internets sous un tsunami de formules toutes faites, de copier-coller et de jus de stagiaire alors autant abandonner leur brouillon de chronique sur une aire d'autoroute, à moins d'avoir une TRES bonne raison d'en causer (ou quelques bonnes blagues à placer). Et puis il y a ces perles revêches, ces machins hors-normes qui, pour on-ne-sait-quelle raison, ne rentrent pas dans la première catégorie ; ils sont fascinants, tellement qu'on ne sait comment en parler sans les dévaluer ou avoir la désagréable sensation de passer à côté.Voix est de ceux-là.
Car Aluk Todolo est un groupe à part. Du genre que tu croises plus à l'essentiel festival Sonic Protest qu'au Pitchfork, tu vois? Etiqueté black-metal, Aluk Todolo évolue en fait à la croisée de la puissance du métal, de la liberté fondamentale du jazz et de toutes ces musiques libres qui vont d'un point A à un point B sans jamais se retourner, et de la transe provoquée par ces courants du rock répétitif que l'on nomme kraut-rock ou rock psyché. Ben oui, que veux-tu, aujourd'hui tout est kraut- ou psyché-, mais c'est quand même pas la faute d'Aluk Todolo, qui n'a attendu ni la création du Paris International Festival Of Psychedelic Music ni la greffe de l'Austin Psych Fest en Anjou pour s'y mettre. Voilà plus de dix ans, maintenant, qu'Aluk Todolo touille dans son coin son étrange et noir magma.
J'ai découvert Aluk Todolo par Occult Rock, leur essentiel et précédent album. Mais j'ai réellement découvert Aluk Todolo par le live. C'était au nantais et très recommandable Soy Festival, et tu le sais parce que je t'en ai déjà causé. Secoué, je n'ai depuis plus estimé nécessaire de me replonger dans leurs disques, guêtant plutôt la prochaine opportunité de les revoir sur scène pour revivre l'expérience. Mais à l'écoute de Voix, je suis ravi de constater que ce qui m'a retourné dans leur prestation s'apprécie également sur disque. La perception depuis un canapé ou un siège de RER est moins physique, moins sidérante, mais la possibilité d'apprivoiser leur matière musicale jusqu'à en reconnaître tous les recoins est tout aussi intéressante.
La difficulté de la musique d'Aluk Todolo, c'est qu'elle est hors format. Si le groupe insiste sur le fait que tout est écrit et rien n'est improvisé (au moins dans les structures), il n'en reste pas moins qu'on ne peut ni compter sur la répétition de gimmicks catchy ni sur la mélodie pour s'enticher rapidement de leur travail. Voix est long à cerner, voire éprouvant, mais c'est justement ce qui le rend passionnant ; Voix est long en bouche, si j'ose dire. Car ce n'est pas parce qu'elle ne repose pas sur les codes de composition et les harmonies habituelles du rock, que leur musique n'accroche pas l'oreille. Un groove tenace et ondulant se dégage, et le magnétisme mystique de la guitare fixe l'attention. Schématiquement, la pulsation de la batterie et les motifs de basse répétés à l'infini posent un socle rythmique puissant et propice aux cabrioles les plus folles dans les fréquences supérieures ; c'est justement ce à qui s'adonne la guitare, qui vient ventiler ces fondations par ses savantes interventions anti-mélodiques. Et c'est bien ce travail de la guitare qui fascine. C'est encore plus impressionnant à voir en live, mais Shantidas Riedacker n'use d'aucune facilité et semble dans une quête permanente d'un éphémère équilibre, qu'il s'empresse d'envoyer balader dès qu'une cime est atteinte. Le résultat est tendu voire oppressant, et ce ne sont pas les rares arpèges (5:01) ni les accalmies en clair-obscur (7:01) qui apaisent réellement l'ensemble.
Voix s'envisage ainsi comme une seule pièce de musique, divisée en mouvements qui n'ont d'autre nom que leur propre durée. Le groupe enregistre d'ailleurs dans les conditions du live, en analogique, et le découpage en piste intervient par la suite. D'où la cruciale importance de la qualité des prises de son, et du mixage final. La seule véritable interruption du disque apparaît ainsi entre 5:01 et 7:01, soit entre la face A et la face B de l'album ; c'est le moment où le groupe arrête physiquement de jouer, tout bêtement pour changer la bande. L'auditeur en vinyle en profite lui pour changer de face, et tout le monde reprend son souffle.
Voix est labyrinthique : on en rentre par un bout et on en ressort par un autre. Sans trop comprendre ce qui s'est passé au milieu, on sait juste qu'on s'est fait balader et on a pris son pied. Voix est une bête de disque, mais seuls les patients et les justes auront la chance de le savoir. Voix se mérite, et c'est très bien comme ça.
metalhead.it
Recensire un album degli Aluk Todolo non è impresa semplice, come non è semplice la musica che propongono. Trattasi di un trio dedito ad un Rock molto oscuro e pesante, ma soprattutto interamente strumentale . La dissonanza tra gli strumenti è la chiave di lettura dell’intera loro opera: la chitarra è decisamente Post Rock, molto simile a certi pezzi dei Tool, la batteria mostra chiari riferimenti al Rock classico Heavy Oriented, mentre il basso risulta a tratti quasi Funky. Ciononostante l’amalgama che ne esce è molto coeso e orecchiabile, senza mai annoiare e la voglia di saltare alla prossima traccia scompare dopo le prime note del disco. Decisamente diversi.
(Enrico Burzum Pauletto) Voto: 7,5/10

stereoboard.com
French trio Aluk Todolo are the epitome of elusiveness. Their music is dedicated to the preservation of both darkness and light. The first time I witnessed them playing live, a lightbulb gradually veered between brightness and gloom in sync with the undulations of the music. ‘Voix’ might well be the group’s best record to date, which is some statement, given the magnificence of 2012’s ‘Occult Rock’. What makes the real difference is that ‘Voix’, in under 45 minutes, covers as much ground as its nearly 90 minute predecessor. Blending drone with psychedelia, metal with krautrock, this is a trio of musicians with rare focus, and with a rare ability to translate not just musical ideas but a vision of what music can (perhaps should) be. ‘Voix’ is a work of captivating, breathtaking genius.  

elquintobeatle.com
Aluk Todolo es una de esas bandas que a veces llegan a nuestros oídos, y que por más nomenclaturas y similitudes que uno pretenda buscarles, acaban por caer en el cajón de lo inclasificable. Este trío francés se postula cercano al dark metal, y con claras influencias del krautrock, pero con múltiples elementos progresivos, evoluciones melódicas sostenidas por la linealidad del bajo, y composiciones cien por cien instrumentales. Podríamos hablar aquí de una extraña fusión entre el sonido de formaciones como Virgin Black, aspectos de la oscuridad alemana de Einstürzende Neubauten y estructuras armónicas de los inicios de la Velvet Underground. Con este conglomerado disperso de referencias, la única manera de saber a ciencia cierta a qué suena Aluk Todolo es darle una vuelta a su música, y al embarcarse uno en ella, cada cual aparecerá en puntos muy diferentes de la geografía de uno mismo. Puede uno encontrarse en una vorágine de sentimientos surgidos de la faz más negra del ser humano, puede recrearse en sus distorsiones y elementos sonoros a contracorriente unos de otros, puede que no llegue a entender absolutamente nada de lo que le estén contando, o puede que simplemente le parezca un auténtico coñazo. Porque Aluk Todolo no son un “Somebody That I Used to Know”, algo capaz de gustarle prácticamente a todo el mundo por igual, ni tampoco un “Taxi”, que podría ser tomado como la medida estándar de lo inequívocamente horrible. Aluk Todolo hacen una música que puede llegarte a lo más profundo, causarte sopor, o resultar absolutamente indiferente con independencia de los gustos y los hábitos musicales que uno tenga.
Voix”, su último lanzamiento, parte de un punto de coincidencia en relación con el anterior, “Occult Rock” de 2012, y es que los títulos de las canciones son, en números romanos, el orden en que se hallan situadas en el álbum. Colateralmente, quizá sea ésta una forma de decirnos que hemos de escuchar el álbum tal y como ha sido concebido, sin descolocar sus pistas, pues la intención viene dada por el todo por encima de las partes.
“Voix” es un punto notable en la carrera de Aluk Todolo, en el cual prima lo experimental, la oscuridad a base de ramalazos distorsionados y el intento de llevar al extremo de sus posibilidades a los tres instrumentos que aparecen.
I” es una perfecta carta de presentación a lo que nos vamos a encontrar en “Voix”. Más de ocho minutos de tema, en los que de forma muy teutona, la batería marca junto al bajo una armonía y un ritmo lineales, sin salirse de un número limitado de frases y células rítmicas, para que la guitarra cree magia sobre ello. Es fácil, a pesar de encontrarse en las antípodas musicales, pensar en el jazz, pues el modelo con el que Aluk Todolo comienzan a presentar “Voix” bien podría favorecer la improvisación de una guitarra que en todo momento va modificando sus melodías, sus acordes, en muchos casos compuestos de notas disonantes, y sus progresiones para acabar luciéndose definitivamente en un épico minuto y medio final en el que la batería pasa a sostenerse sobre variaciones de un ritmo marcial (de dos por cuatro).
Con su explosión final se pasa automáticamente a “II”, a modo de continuación del primer corte. La fórmula empleada es la misma, con algunas pequeñas diferencias. Aquí la guitarra da ciertas treguas aparentes respecto a su propia ornamentación y exhibición, dejando el protagonismo a un bajo lineal, que aunque en un estilo completamente diferente, busca el mismo efecto producido por Lou Reed y su Velvet Underground en “Waiting For My Men” o “Venus In Furs”. Finalmente la guitarra despierta de su letargo, y ofrece de nuevo un manual sobre cómo llevar su sonido hasta el límite de la distorsión.
“Voix” es un heredero del rock alemán más innovador y antiarmónico y de las corrientes más contemporáneas de los géneros más sobrios del metal.
Cambia de tercio el panorama en “III”. En ella el juego de melodías da un paso más con respecto a los dos cortes anteriores. El bajo cobra una importancia melódica, más allá de ser el sustento de las invenciones de la guitarra, y contesta con dureza a lo que ésta propone. “IV” es continuista en ese sentido, y comienza de nuevo con el bajo como protagonista. Adquiere aquí la guitarra el papel que tenía el bajo en los dos primeros cortes, actuando de base junto a una batería incesante. Es quizá ésta la composición del álbum que más remite a los sonidos más duros del krautrock, los que a finales de los 80 y principios de los 90 se encontraban ya cercanos a lo que posteriormente sería el industrial. El tema evoluciona en su segunda parte, en la cual va ganando peso la guitarra, en un ambiente fronterizo entre el black metal y el death metal, para desembocar en “V” sin ningún tipo de interrupción. El elemento que diferencia a este corte es la batería, que ha dejado lucirse a sus compañeros hasta ahora, pero que aquí tiene su momento para reivindicarse. El bajo se mueve en todo momento de forma muy rítmica llevando a la pieza de nuevo hasta “VI” sin corte entre las pistas. Llegamos así al final, y para ello, Aluk Todolo nos reservan un buen puñado de acordes distorsionados en los que apenas llegan a distinguirse las notas que lo componen, unos cambios rítmicos embriagadores en la batería. Llegan a la cima de la exhibición de sonoridades sórdidas y de oscuridad para finalmente, como toda buena tormenta, recuperar la calma y concluir “Voix”.
En resumen, “Voix” es un punto notable en la carrera de Aluk Todolo, en el cual prima lo experimental, la oscuridad a base de ramalazos distorsionados y el intento (muchas veces muy bien conseguido) de llevar al extremo de sus posibilidades a los tres instrumentos que aparecen en las llamadas formaciones clásicas de rock. Heredero del rock alemán más innovador y antiarmónico y de las corrientes más contemporáneas de los géneros más sobrios del metal, “Voix” es un álbum perfecto para escuchar tranquilamente, sin prisas, en un momento de paz absoluta. A pesar de todo ello, su linealidad, y su falta de una estructura musical fácilmente asimilable hará el álbum poco apetecible para muchos.
+ Los instrumentos son llevados con maestría al límite de sus posibilidades.
+ Los momentos en los que bajo y guitarra se alternan la melodía principal.
+ Lo bien que capta la transgresión del krautrock.
- Puede sonar excesivamente monótono.
- En álbumes tan experimentales la variedad tímbrica aporta mucha riqueza, y es algo de lo que Aluk Todolo carecen.
7.1
Aluk Todolo presentan “Voix”, un álbum compacto y lineal, en el que los ramalazos guitarreros con mucha herencia de las sonoridades del krautrock crean una atmósfera oscura y visceral, en la que la todo fluye fuera de cualquier lógica armónica.

albumoftheyear.org
The french krautrockers Aluk Todolo are back with a brand new noisy and chaotic experience that is both paranoid and unsettling. Voix is composed by a single lenghty instrumental composition full of noise-rock distorted guitars, unnerving percussive work and strong, out of this world basslines that blend all of the elements together, while maintaining the organic value of the recording. Although not a back-to-back solid work, this is still a very inspiring and striking album that will most likely leave listeners wanting for more.

vice.com
Depuis des années, le groupe parisien Aluk Todolo produit un mélange de black metal et de krautrock qui est à la fois ce qui se fait de mieux en matière de black metal et en matière de krautrock, le tout accompagné d'une simple ampoule dénudée sur scène et sans jamais ouvrir sa gueule ou simuler une quelconque possession démoniaque. C'est fou d'arriver à produire quelque chose d'aussi bien à partir d'éléments aussi chiants. C'est l'équivalent metal d'écouter une bonne émission de France Culture en buvant une tisane au miel chez sa meuf, mais avec une double pédale à la place du vélo d'appartement.
ED HARDOS

mariakonopnicka.pl
ALUK TODOLO: Lot w nieznane
W tym roku mam jakieś starcze momenty zawieszenia. Najpierw przyssałem się do nowej płyty ANTHRAX jak glonojad do brudnego akwarium, teraz od tygodnia spędzam noce z ALUK TODOLO – Voix. Płytą, która działa jak narkotyk, uzależnia, wprowadza w trans i pozwala osiągnąć nie tylko wyższe stany świadomości, ale sprawić, że dusza zrzuca ciało jak brudną przepoconą bieliznę i zaczyna podróżować, przemierzając nieznane światy, bezkresne i mroczne, czasami wrogie, ale jednocześnie fascynujące.
Na „Voix” nie ma żadnych piosenek. Sześć utworów wypełniających płytę zostało pozbawionych tytułów i własnej indywidualności – ten album stapia się w jeden organizm – psychodeliczny lot bez granic, przepięknie nawiązujący do czasów świetności muzyki krautrockowej, gdy to w latach siedemdziesiątych muzyką rockową mieszano ze śmiałymi eksperymentami na pograniczu awangardy, jazzu i elektroniki. Oczywiście w porównaniu do niektórych zespołów z tamtego nurtu ALUK TODOLO jest dość zachowawczy, a muzyka Francuzów wydaje się łatwo przyswajalna i przyjemna dla ucha. Choć nie, ja raczej ich sposób komponowania i muzycznej erudycji potraktowałbym jak przejaw oryginalności niż próbę podążenia przetartymi ścieżkami – nawet jeśli krętymi i udeptanymi w misterne i zupełnie nieoczywiste wzory.
Przede wszystkim brzmienie. „Voix” jest muzyką niezwykle żywą, analogową, prawdziwą. Włączając płytę mam poczucie bardzo zmysłowego, a nieraz wręcz fizycznego kontaktu. Gdy gaszę światło, podkręcam głośność i kładę się na podłodze to niemal czuję jak jak te dźwięki po mnie chodzą. Jak perkusja depcze mi po plecach, bass wprowadza moją skórę w przyjemne wibracje, gitary przeczesują mi włosy jak rzadki grzebień wczesnowiosennego wiatru, który jednocześnie niesie ze sobą ciepłe promienie słońca i chłód mroźnych poranków.
Duszą „Voix” jest sekcja rytmiczna – perkusja jest jak bijące serce, bas jak pulsujące tętnice, a gitary to reszta układu krwionośnego rozprowadzającego tlen po całym organizmie. Tyle, że to nie jest ludzki organizm, ale jakaś nieprzenikniona otchłań, która zdaje się nie mieć ani początku ani końca. Gdy po raz pierwszy słuchałem tej płyty i po wybrzmieniu szóstego utworu zapadła cisza to poczułem lęk i rozczarowanie. Słuchając „Voix” w ogóle nie bierze się pod uwagę, że ta płyta się kiedyś skończy, podobnie jak podróżując statkiem kosmicznym w bezkresną odchłań gwiazd jedynym końcem, którego możemy się spodziewać jest nasz własny koniec.
Początkowo ten album wydawał mi się jakąś szaloną i rozpasaną improwizacją, z czasem zacząłem przywiązywać się do tych dźwięków na tyle, że zaczęło mi się wydawać, że zostały poukładane z pełną świadomością, starannością i niezwykłym rozmysłem. To jednak w żaden sposób nie przyćmiewa lekko narkotycznej i odrealnionej atmosfery, pewnej rytualności całkowicie odrywającej od funkcjonalnego celu.
Kilkuminutowy koncert
Kilka lat temu wybrałem się na koncert ALUK TODOLO do Krakowa. Wymyśliliśmy sobie, że od razu po koncercie będziemy wracać autobusem bez noclegu. Następnego dnia był poniedziałek i każdy z nas miał jakieś zobowiązania w pracy. Do miasta smoka wawelskiego dojechaliśmy koło południa. Zjedliśmy obiad, wypiliśmy kilka piw i poszliśmy do małego, ciasnego klubu, w którym jak się okazało przed Francuzami zagra jeszcze 22121 supportów, których wówczas nie znaliśmy i nie bardzo nas interesowały. Na stoisku Aluk Todolo kupiłem wszystko co mieli – uzupełniłem ich dyskografię, kupiłem też płyty Diamatregon. I tak sobie siedzieliśmy w ten majowy piękny dzień przy stoliku pod klubem pijąc piwko za piwkiem. A gdy Francuzi wreszcie wytoczyli się na scenę i rozległy się pierwsze dźwięki, okazało się, że nasz autobus za chwilę odjeżdża i musimy wracać do Warszawy. Nie wiem ile tego koncertu zobaczyliśmy – pewnie dosłownie kilka minut, ale były to magiczne minuty zwiastujące niezwykły występ. Następnego dnia cierpieliśmy kaca – i po piwie, którego wypiliśmy jakieś nieprzyzwoicie duże ilość i przez koncert, na który przemierzyliśmy tyle kilometrów, ale nie udało się go zobaczyć.
W tym roku 12 czerwca w "Kawiarni Naukowej" w Krakowie znów zagra ALUK TODOLO. To znów niedziela. Na pewno tam będę, ale tym razem powrót planuję w poniedziałek i niech grają choćby do rana.

the-aardvark.cz
Hlasy nejen v hlavě
Těžko říci, kdy přesně jsem na Aluk Todolo narazil prvně, jedno je však jisté – nikdy nevyslovím jejich jméno, abych nevzpomněl fenomenálních Der Blutharsch. Právě nahrávka, která byla výsledkem jejich společného hudebního spiknutí a čechrala naše uši před nějakou půl dekádou, mě okouzlila. Po ní jsem totiž začal vnímat Aluk Todolo jako mohutný masiv černého rock'n'rollu. A teď navíc ty hlasy...
To víte, když se jednou projdete vedle vyzrálé dámy ševelící operní němčinou, už to s vámi nikdy nebude stejné – a tak i Aluk Todolo získali své logické místo v muzikálním dějezpytu bez toho, aniž by je někdo musel neustále zkoušet a prověřovat.
Vím, že poté ještě vyšel „Occult Rock“, na nějž jsem byl hodně zvědav. Ale dojem a síla prostě nebyla srovnatelná, jako v případě oné zmíněné nahrávky „A Collaboration“ s Der Blutharsch. Až do dne, kdy do prázdnoty připlulo album „Voix“. Deska, která více než cokoliv jiného připomíná noční rozjímání nad sklenkou ničeho v místnosti, kde ani nejde rozsvítit, má hned dva úžasné prvky. Pojďme se na ně podívat z očí v oči. Nebo jakkoliv jinak.
„Kde se agrese nedostává, tam zajíždíme do krautrockových hladinek.“
Za prvé – a to je velmi důležité – je „Voix“ výtečným mixem zvuků a hlasů. Úžasný košík a spletenina hudebních plazů. Plná vrstev k zulíbání. A kde nejsou vrstvy, tam je jednoduchost. A kde je jednoduchost, tam je i občasná agrese – inu, chat noir stále umí. A kde se pro změnu agrese nedostává, tam zajíždíme do krautrockových hladinek a občas mám až pocit, jako kdybych slyšel mé milované Drosselbart pozpátku nebo maximálně koncentrované Popol Vuh. Ale „Voix“ není likér odstředěný z chutných a často notoricky známých ingrediencí – on je uměleckým dílem stvořený z jejich esencí. A hlavně je nadčasově časový. A tím se dostáváme k onomu za druhé.
Skladby jsou totiž pojmenované čísly podle jejich délky. Nevím, kde jsem to jenom viděl... každopádně je to geniální tah! Ano, mohu si pustit „Voix“ ve tři ráno a bude mi připadat, jako by celá deska byla o hodině mezi psem a vlkem. Mohu si ji pustit před půlnocí a hle – znovu bude aktuální, znovu zpracuje téma hlasů úplně jinak. A ty se k vám dostanou v celé své kráse. Tak málo totiž stačí k lidské radosti. A to nemluvím o ranních pochmurných cestách prvními autobusy, protože tam je hlasů a zvuků ke slyšení vlastně nejvíce.
Aluk Todolo nepotřebují vymýšlet složité a často nepasující názvy, nemusí vnucovat ani podbízet nejrůznější nálady. Tahle deska je o hlasech – a to stačí. A vůbec, představte si něco dostatečně stresujícího, co trvá sedm minut a padesát čtyři vteřin. Je to jen na vás. Vážně. A krom toho, co jiného může být překážkou v cestě za poslechem tohohle zásvětního hochkunstu?
13.04.2016 Jakub Gruss

chromatique.net
Assimilé de loin à la scène Black Metal depuis sa création en 2004, Aluk Todolo n’a cessé de progressivement s’en détacher, tout en gardant une part de ténèbres. Particulièrement intéressant, ce groupe parisien a prouvé avec son double album Occult Rock sorti en 2012, qu’il avait bien des choses à dire. A chaque essai, le titre donne une mystérieuse indication sur la direction prise et avec Voix, c’est avec insolence et impertinence que le power-trio élève la sienne.
Aluk Todolo pratique un noise rock avant-gardiste, proche de la messe noire, dans lequel les sons se percutent, s’affirment dans la rugosité et les frottements. Pas de dentelles, pas de fioritures, on est dans le direct et l’intense. L’une des particularités de ce nouvel album est d’avoir enregistré sur bandes. Le groupe s’est tourné vers l’analogique pour donner plus d’authenticité à sa musique, un caractère plus ouvert et dirigé vers la scène.
Instrumentale, la musique d’Aluk Todolo s’exprime avec de la distorsion, des rythmes entêtants d’exorcisme tel un rituel vaudou mais aussi de l’improvisation. Les six longues pistes s’articulent comme des thèmes qui s’enchaînent par chapitres. Telle une œuvre d’art, l’on se retrouve propulsé dans une énergie qui nous dépasse, dans laquelle il faut se laisser transporter avec dévotion.
Sur la piste 4 par exemple, les forces en présence s’apaisent avant la tempête. Frénétiquement, les notes s’accélèrent dans un chaos bruitiste mais réfléchi et élégant. Voix se divise clairement en deux parties, une première très vigoureuse et une seconde plus apaisée mais tout aussi tourmentée.
Voix est un album au caractère bien trempé, original, prenant, mais pas aussi violent que l’on aurait pu l’imaginer. Aluk Todolo crée ainsi un environnement noir dans lequel ces voix peuvent s’exprimer. Victor Hugo écrivait : « La musique, c’est du bruit qui pense. », mais aussi « Tout bruit écouté longtemps devient une voix. ». Dans ce labyrinthe de pensées, Aluk Todolo a trouvé sa voie.
par Aleksandr Lézy

lesenergumenes.blogspot.fr
Au premier accord comme lâché en pâture, de pressentir à fleur de peau qu’on s'embarque dans ce genre de truc épique sans vraiment savoir si on parviendra à s’en sortir indemne. Aluk Todolo est un de ces groupes pour qui l’acte musical se fond avec une spiritualité rituelle et incantatoire. Cercles de feu. Part d’ombre d’une communion grésillant avec les masses vibratoires en action. Issu de la scène nébuleuse du black-métal (mes oreilles sont profanes en la matière, mais certaines des excroissances de ce sous-genre s'avèrent pour le moins habitées et passionantes), le trio se réinvente perpétuellement et s’extirpe du carcan originel, échappant à toute tentative de définition réductrice. Post-rock,  en ce qu’on est bien au-delà de l’idiome, à flirter avec l’extase électrique. Free-rock (surtout), pour qui connaitrait un peu leurs filiations secrètes (oui oui, j’ai lu qu’ils connaissaient un gars de Psychic Paramount – donc Laddio Bolocko : la boucle est bouclée en ce qui me concerne, même si je les soupçonne de s’abreuver goulument à la mamelle teutonne du kraut-rock). Aluk Todolo ne fait en fin de compte que perpétuer cette idée hallucinée, née avec Hendrix, que l’essence même du rock réside dans cette énergie brute aux contours indomptables, jamais loin de de la combustion. On se brule les doigts sur les peaux et les cordes, empruntant les mêmes canaux incandescents que les pairs, inspirateurs et prédécesseurs (ooooh, de penser tout fort Caspar Brötzmann Massaker........).
Probablement pas le disque qui va vous faire vaciller le temps d’un instant (« mais comment ai-je pu vivre jusque-là sans truc essentiel ? »). Non. "Voix", loin d’être une évidence qui finira vite classée dans une discothèque d’érudit (de plus en plus souvent réduite un disque dur externe 2,5’’), après quelques écoutes insistantes, s'immisce en reptations dans les sinuosités de votre âme et conscience, non sans avoir au préalable fait vibrer et entrer en résonance vos muscles profonds, un peu comme une première séance de yoga à laquelle on ne croit guère au début. Un disque fermé au fast-flow d'un iPod/Phone/Shit et de l’écoute nomade lo-fi associée,  convoquant plutôt vos vieux systèmes stéréo à transistors, histoire de bien se la coller, là, au point médian entre le plexus et le marteau des tympans saturés… à défaut de les voir en live, affranchis alors de toute limitation sonore. 
Chacun cherche son chien ; d'autres la Voix de leur maître…

musicsweptawaythecolours.wordpress.com
En lo que llevamos de año ya se han presentado lanzamientos de cuya sonoridad intrínseca revela una tendencia a estimular las concepciones poéticas, líricas y casi metafísicas del oyente. Ulver con su “ATGCLVLSSCAP” y “Värähtelijäde Oranssi Pazuzu allanaron el camino con suma facilidad gracias a la enorme calidad que poseían sus trabajos, aunque no son los únicos que arremeten con firmeza con un nuevo impulso de complejidad musical, cuyo origen se remontan en los años 60 y 70, y la banda Aluk Todolo también comparte este fetiche por el sonido extremadamente extraño.
La música que comparten con “Voix” es… “¡diablos! ¿pero qué es esto?” O al menos así la percibiría cualquier persona no muy metida en los deseos experimentales que reinvindicó el krautrock hace ya unas cuantas décadas. Para los noobies la mejor explicación de tal sonido se podría resumir en un “desmenuza varios estilos musicales y fusiónalas con locura”.
Y es que en Aluk Todolo la locura y la exaltación de lo raro es un dogma incuestionable. Desde guitarras efímeras y eternas, la ausencia vocal como hegemonía de la composición instrumental, el martilleo incandescente de una batería nerviosa e hiperactiva… Un compendio de pasajes sonoros cuyo dinamismo se aprecia como una stop motion auditivo, con múltiples brincos entre compases y acordes pero alineados desde una perspectiva general.
Es por todo esto que los riffs son multitudinarios y dispares por definición. Es curioso el percibir toda la obra con unas similitudes evidentes a los temas enérgicos que compuso Toby Driver en su proyecto avant-garde Kayo Dot. Nada se mantiene estático y los instrumentos parecen entrar en pánico en numerosos fragmentos, mientras que en otros su evolución esencial parece querer emular a la de un enfermo de doble personalidad, fluyendo entre claros momentos tranquilos de drone a la ferocidad rauda del metal extremo. Es con canciones como 5:01 (han sido peculiares hasta en los títulos de las canciones, ya que estos no son más que el indicador de la duración del tema) en donde podríamos decir que estamos ante la recreación metalera de El vuelo del moscardón de Rimski-Kórsakov, temas en donde la ejecución instrumental simula a una extraña criatura voladora que perturba la canción con su rápido vuelo. Pocas canciones se me ocurren que estimulen tanto nuestro instinto de caza, queriendo capturar estos excitantes riffs.
Pero pocas son las palabras para definir tanta metralla consecutiva de notas y tal predominancia por la variedad. Los atrevidos ritmos de la batería son como una alegoría a la improvisación jazz de primeros de siglo, el enfoque de las guitarras procura abarcar de todo, desde las ensoñaciones del rock psicodélico, a la fuerza del metal más voluminoso y palpable, un poco de marcada lentitud provocada por las notas drone, un sempiterno efecto de clímax que bandas como Krallice y Liturgy consiguieron captar en sus obras, intermitentes impactos de noise impredecibles, pasando por una atmósfera omnipresente de suciedad que solo se interrumpe con los pasajes de aparente tranquilidad.
Como obra global poco más se puede decir aparte de que está pensada como un único tema fragmentado en diversas partes, cuya mezcla es perfecta, nada sobresale ni nada se ahoga bajo la presencia de sus compañeros. El escucharla de un tirón puede asombrar por su capacidad de abstraernos de todo, los minutos circulan y el desempeño de la pura instrumentación se mantiene firme. Si acaso, la masterización, con el volumen inicial de algunos temas, puede resultar algo molesto por remarcar la separación entre las canciones, pero eso ya son tecnicismos que poco pueden perjudicar a un trabajo tan sobresaliente como este.
Yendo al grano, este disco se ha garantizado un puesto altísimo en los mejores lanzamientos del año pese a quedar mucho del 2016. Modélico y ejemplar. Hacen falta más lanzamientos con esta calidad. 9,5/10 Nui Temas recomendados: Todos.

planetmosh.com
Aluk Todolo are peddlers of occult rock, if you are not familiar with the term occult rock, just imagine a Hammer House of Horror movie with a heavy metal soundtrack and that’s pretty much the jist.
I have to admit I wasn’t familiar with the term, but the first track 8:18 is actually quite compelling and engaging from the start. It has a galloping, almost high tempo Black Sabbath vibe to it with a good pace. And this is also carried on very well into 7:54.
What’s interesting is that all of the song titles are named after the lengths of the tracks, I would imagine to give it a further soundtrack feel. As Voix is an instrumental release all of the songs blend perfectly into one another, as if Aluk Todolo wrote it as a long jam session that they eventually broke down into defined sections to make it easier to record.
However, a big drawback to this writing style and sound is that everything does become pretty same-old same-old, once fourth track 7:01 begins. And from then onwards that trend continues.
It becomes somewhat hard to differentiate what the differences between all of the tracks are when they have various movements repeating, including the same surf rock-esque guitar solo that runs through a lot of the album. If I were really baked then I could see this being a good thing, but by the end of the final (and longest) track 9:29, I don’t feel moved in any way.
Voix starts out strong, but unfortunately becomes entrenched in its own idiom and execution. However, I feel compelled to see if Aluk Todolo have any better releases in their back catalogue, so not a failure.
Rating:2/5Reviewed by:
avopolis.gr
Αυτό που με έκανε αρχικά να ασχοληθώ με τους Γάλλους Aluk Todolo ήταν η κυκλοφορία του φετινού Voix (όπως και του προηγούμενου άλμπουμ τους, Occult Rock) από τη γνωστή στους μαυρομεταλλικούς κύκλους εταιρική σύμπραξη μεταξύ Aijna Offensive και Norma Evangelium Diaboli. Μια συνεργασία σαφώς ταγμένη στη στήριξη ποιοτικής μουσικής με συνδετικό θεματικό άξονα τις έννοιες του μεταφυσικού Σκότους, όπως γίνεται φανερό από τον κατάλογό της, που περιλαμβάνει μεταξύ άλλων κυκλοφορίες των Deathspell Omega, Negative Plane και Watain. Η ενσωμάτωση ωστόσο ενός instrumental τρίο, το οποίο κρατάει ίσες αποστάσεις τόσο από το metal, όσο και από το αυτοσχεδιαστικό krautrock, είναι κάτι που προκαλεί εύλογη απορία.
Οι τίτλοι των συνθέσεων του Voix είναι κάποιοι εκ πρώτης όψεως ακατανόητοι αριθμοί· μέχρι να προσέξει κανείς τις διάρκειες, οι οποίες ταυτίζονται μαζί τους. Έχουμε έτσι εδώ ένα πολύ όμορφο παράδειγμα του πώς ένα όνομα μπορεί να εκφράζει, όσο το δυνατόν λιγότερο συμβολικά και διφορούμενα, μια αντικειμενική πτυχή της ουσίας εκείνου στο οποίο αντιστοιχεί. Ενώ δηλαδή ένας τίτλος που περιέχει λέξεις μπορεί να έχει διαφορετικές για κάθε ακροατή συσχετίσεις με το κομμάτι καθεαυτό, εδώ ο ακροατής δεν έχει δυνατότητα ελιγμών: το κομμάτι λέγεται έτσι, γιατί η διάρκειά του είναι ακριβώς αυτή.
Εντός τώρα του Voix περιφέρονται μηχανικές οντότητες, κουρδισμένες και κλειδωμένες ως επί το πλείστον σε αυτιστικούς, εκκρεμοειδείς ρυθμούς. Η αίσθηση μιας αυτοσχεδιαστικής αλλά και εξαιρετικά δουλεμένης τεχνικά ηχογράφησης, είναι διάχυτη. Παίρνοντας τον δημιουργικό κορμό συγκροτημάτων όπως οι Ash Ra Tempel, Amon Düül, και Can –δηλαδή δαιδαλώδες, αεικίνητο krautrock, που ανοίγει συνεχώς μικρομέτωπα– και επιμεταλλώνοντάς το με σκοτεινά (είτε λόγω παραμόρφωσης, είτε λόγω ιδιοσυγκρασίας των riffs) περάσματα, οι Aluk Todolo καταλήγουν σε αποτέλεσμα θαρρείς βγαλμένο από ένα cyberpunk εργοτάξιο. Ρευστές κιθάρες που σχηματίζουν τον εύκαμπτο άξονα των κομματιών, μπάσο που περιπλανιέται σαν ημιτονική συνάρτηση με μεγάλο εύρος ταλάντωσης, και τύμπανα τα οποία δεν στέκονται στην άβουλη ακολουθία του ρυθμού. Ίσως θυμίζει σε κάποιους μια πιο τζαζ (και προφανώς instrumental) εκδοχή των Voivod, ενώ η μπάντα φαίνεται να έχει αποστάξει την ουσία της black metal σιδηροδρομικής κιθάρας σε ένα πιο χαλαρό από όρους δοχείο.
Voix σημαίνει φωνή/φωνές στα γαλλικά. Κάτι του οποίου η έλλειψη δεν ενοχλεί σε κανένα σημείο του δίσκου. Ο 4ος δίσκος των Aluk Todolo τους βρίσκει λοιπόν πειραματικούς, μηχανιστικούς στην εκτελεστική προσέγγιση, με αρκετή αυτοσχεδιαστική θολούρα στον συνθετικό τομέα. Σκοτάδι υπάρχει εδώ, άμορφο και ασαφές μεν, πραγματικά περιφερόμενο ανάμεσα στα ψυχεδελικά σημεία δε. Πρόκειται για ένα δημιούργημα που αποκρυσταλλώνει την υπόγεια σχέση μεταξύ black metal και krautrock, κι έπειτα αφήνεται στην παλινδρόμηση επί μιας βιομηχανικής θάλασσας.

metalitalia.com
Quella degli Aluk Todolo permane una voce fuori dal coro nel contesto rock contemporaneo. Un pianeta orbitante su traiettorie tutte sue, disinteressato agli sviluppi di scene, correnti, mode. In attività dal 2004, il trio parigino non si è negato nulla, fra collaborazioni con realtà contemporanee altrettanto stravaganti (Nightbringer, Der Blutharsch and the Infinite Church of the Leading Hand), estemporanei ep e doppi album (il precedente “Occult Rock”), lasciando una persistente sensazioni di sfuggevolezza, di incapacità per l’ascoltatore di carpire il reale senso di quanto percepiscono i suoi padiglioni auricolari. La natura meramente strumentale del progetto tradisce la necessità di non rispettare schemi, non piegarsi ad alcun vincolo e lasciare semplicemente fluire la musica in ininterrotte fiumane. Pare irrazionale il costrutto degli Aluk Todolo, che in “Voix” danno vita a una maxi suite divisa in atti, privi di titolo, indicati solo con una numerazione che informa della lunghezza di quel singolo capitolo. Cercare appigli, verificare dove affiorino gli scampoli noise, quelli prog, quelli black metal, psichedelici, post-rock, negli oltre quaranta minuti dell’album, è un esercizio interessante, ma per conto nostro fuorviante. Perché sembrerebbe allora che la band finisca semplicemente per sovrapporre input diversi e dispiegarli con qualche lieve accorgimento in una matassa vorticosa ma tutto sommato identificabile. Non va esattamente così. Lo spaesamento è completo già in apertura, l’insieme fibrilla agitato, disperdendosi fra i tintinnii dei piatti e l’affilatezza di una chitarra che non si addensa in un riffing metal o rock, si liquefa e trasforma, si arrampica e cade infinite volte nel giro di pochi secondi. La sei corde esplora solitari mondi tenebrosi, contorna di un velo di stralunata quiete le digressioni contorte di basso e batteria, impegnate a trastullarsi in giri che paiono lunghe attese, ghirigori inconcludenti. Impressione sbagliata, questa, perché l’affannarsi su partiture circolari permette un impercettibile avanzamento, un trasmutarsi ebbro di follia verso un altrove non identificabile. La libertà di un’infinita jam session notturna è arginata e veicolata in movimenti ampi, che allo scalpitare frenetico sanno interporre cappe di calma irreale, silenziamenti della sfrenata energia cinetica dominante nel grosso dell’opera. Non vi sono aperture distensive vere e proprie, i crescendo del post-rock più classico qua non hanno cittadinanza, l’insieme è più torbido, intangibile, non si possono prevedere le mosse successive quando si è apprezzata una certa partitura e non è nemmeno possibile individuare specifici frammenti centrali, da cui si diparte tutto il resto. Ascensioni, discese, caos, delirio, calma, riflessioni, si susseguono in una matrice di dati pressoché indecifrabile, anche se mai pretestuosa o fine a se stessa. Le singole tracce prendono sostanza dall’essere accostate le une alle altre, anche se traspare da ognuna una sua definitezza, un carattere forte che le rende apprezzabili individualmente. “Voix” ha il grande pregio, inoltre, di poter andare a genio a un pubblico molto vasto; abbastanza colto e intellettualoide da poter entrare in playlist per gli appassionati del rock strumentale, ambizioso a sufficienza per i fautori della musica d’avanguardia, duro quanto basta per ingenerare una certa fascinazione anche nei metaller dai gusti più sofisticati. Soprattutto, il talento e la voglia di mettersi in gioco sfociano in una musica altamente comunicativa, ben lontana da una sicumera tanto altezzosa quanto risibile nei contenuti. Forse il potenziale completo del gruppo è destinato a uscire dal vivo, certi agitati trastullamenti possono uscire più disinvoltamente su di un palco e, per esserne certi, cercheremo a breve di testare quale sia il reale valore dei transalpini in questa situazione. Nell’attesa, ci sentiamo di consigliare gli Aluk Todolo senza alcun tentennamento. Ostici sì, impossibili no! 7.5/10

heavymetal.no
Krevende kromatiske krumspring, konstruerer kontrollert kosmisk kaos.
Bokstavrim til tross, Aluk Todolo har levert et av årets nødvendige album, hvis du sverger til kompleks Avant-Prog hvor atonalitet og mangel på tonal kadens råder grunnen. Og det gjør du vel?
Siden jeg har vært mer opptatt av å lytte enn å feste ord til digitalt papir har jeg fått med meg at de har fått festet en del forskjellige sjangre til sitt musikalske uttrykk, uten at noen av dem kanskje avslører den fulle, og hele, sannheten. En ting jeg dog kan si, er at den sjangertaggen de sjøl coinet med forrige skive, Occult Rock, ikke gir mye mening for min del iallfall. Den gir assossiasjoner til band som The Devil's Blood, Jess & the Ancient Ones, Black Widow, Blood Ceremony og den greia der. Hvorpå Aluk Todolo har mer til felles med , Magma og Univers Zero i mine ører. Nå kjenner jeg riktignok ikke til resten av diskografien deres, så det kan godt være at de har en kaleidoskopisk låtskriving fra skive til skive.
Årest utgivelse er iallfall et kvernende amalgam av støy, kraut, space, psykedelia og eksperimentell brutal-prog, hvor fokuset ligger på kromatiske og forvrengte bassnoter, sauset inn med en utenomjordisk distortion-gitar og løssluppent jazztrommespill i odde taktarter og det som verre er. Det er selvfølgelig helt instrumentalt og underinndelingen i spor til tross; Voix er ett stykke musikk og nytes best i sin helhet.
Neppe en utgivelse for alle, og om du vanligvis kjøper NoEvDia-utgivelser uhørt, kan det kanskje være lurt å gjøre et unntak i dette tilfellet. Du er herved advart.8/10

thoseonceloyal.wordpress.com
French experimentalists Aluk Tolodo dropped their latest release, ‘Voix’, in February this year on Norma Evangelium Diaboli in Europe, and it is one of those albums that explores metal as a concept of sound. Fully instrumental, enigmatic song titles merely telling you their length: it comes across immediately that this isn’t going to be an instant fix.
The opener ‘8:18’ is an urgent piece of almost post rock, with a menacing undertone to it. It is building to something, something you can never quite reach, with insistent melodies reaching, grasping upward. The second part shimmers with a glacial, black metal tremolo riff  before descending into a rumbling, tribal place. ‘Voix’ (ironically French for voices) is a flowing piece, split into six tracks but essentially one long 43 minute track. This helps the music a lot because it feels like one long journey.
It is a trance inducing experience, each listen revealing new sounds, notes, tones behind the octopian drumming performance and malevolent drone. There are quieter moments (two minutes into ‘7:01’), moments of obtuse noise intervals, and no small amount of progressive, psychedelic influence. ‘Voix’ is a record that would be ruined with vocals, as the purely instrumental methods allows you to embrace every sound, every texture. Aluk Tolodo have created a piece of musical art here; difficult to process at first but infinitely rewarding with patience

freeyoursoul.net
Aluk Todolo zaubert frankophile Schwierigkeiten en masse aus ihrer schwarzen Wundertüte. Namensgebung, Bandsymbol und Schriftzug, Artwork und natürlich die musikalische Seite, liefern nie offensichtliche Antworten. Interrogativsätze befeuern den Verstand, verhindern aber das tiefe Eintauchen in diese französische Welt der Ungewissheit. Die dabei provozierte Hängepartie zwischen Geheimniskrämerei und Mysterium, wirkt nie wirklich gewöhnlich, aber immer herausfordernd und stets hoch innovativ.
Ihr Name in Spiegelschrift, verursacht bei einschlägigen Textprogrammen Schwindelanfälle. Schwarzweiße Cover einer abgetrennten mumifizierten Hand, ein monolithischer Berg im Nebel oder das geographische Labyrinth der neuen Platte Voix, verwirren die Augen mit ihrer gewollten Unschlüssigkeit. Auch phonetisch verlangen die Pariser den Ohren einiges ab. Denn ihre Kunst ist weder Kurzware, noch alltagstauglicher und eingängiger Hit aus den Mainstream verseuchten Charts. Wer unter einem Aufmerksamkeitsdefizitsyndrom leidet, kann aber gleich die Finger von Aluk Todolo lassen, da ein erheblicher Konzentrationsbedarf von Nöten ist, um sich durch ihre schweren Rätselhaftigkeiten zu bohren.
Dem akustischen Kind einen Namen zu geben, ist daher auch eher meterhohe Hürde als juveniler Gummitwist. Per se ist das am ehesten Occult Rock, der auch der vorletzten Veröffentlichung, von 2012, ihren Namen gegeben hat. Mit Black Metal, Doom, Psychedelic, Drone und sogar Krautrock unterfüttert, experimentieren sich die Franzosen in eine eigene kleine, aber trotzdem hochklassige Nische der Rock und Metal Welt. Der allgemeinen Gerechtigkeit Genüge tuend, wird kein stilistisches Element bevorzugt, sondern dem höchst eigenständigen Ganzen unterworfen.
Obsessive rhythmische Vertracktheit, disharmonische Gitarren, vibrierenden Bässe und eigenwilligste Improvisationen, generieren bizarre Momente von hypnotischer Spiritualität, Trance und musikalischer Schönheit. Trotz der unzähligen unorthodoxen Wendungen und des vollen Klangbildes, verrennt sich Aluk Todolo nichtsdestotrotz in einem wohlwollenden Minimalismus. Dazu trägt auch der absolute Verzicht auf Gesang bei, der mehr Störfeuer heraufbeschwören würde, als zuträglich zu agieren. Selbstironie zeigen sie mit Voix auch auf, was im Deutschen soviel wie Stimme bedeutet.
Der Kargheit die Krone aufsetzend, haben sie die Titel ihres neusten Ergusses, nach der Länge der Songs benannt. Die höchst abstrakte Gefahrenlage, zwischen anziehender Bedrohlichkeit, kalkulierter Willkür und ausufernder Verstörtheit, fesselt mit ihrem unklassifizierbarem Dadaismus und berauscht das Bewusstsein, um den banalen Wirklichkeitssinn kolossal zu vernebeln.
Auch wenn Frankreich auf unserem Heimatplaneten liegt, Aluk Todolo sind definitiv nicht von dieser Welt. Endlich, die düstere französische Glühbirne leuchtet wieder!!!
review by Henn O)))

lupusunleashed.blogspot.com
Napisał: Karol Pięknik
Pierwotne moce kosmosu, ezoteryka, transformacje elementów budulcowych świata, tajemnice umysłu i świętość – to jedne z wielu konceptów stojących za muzyką tworzoną przez Francuzów z Aluk Todolo. Jak tutaj nie odczuć ciarek na plecach, gdy na pytanie o źródło tytułu ich najnowszego albumu – "Voix" – odpowiadają oni, że w swojej muzyce zawsze odczuwali coś, co skrycie czai się w jej zakamarkach, że słyszeli w niej pewne głosy, a teraz po prostu skupili się na ich przywołaniu, by te mogły swobodnie wybrzmieć?
Aluk Todolo to powstała w 2004 roku grupa złożona z trzech weteranów francuskiej sceny black metalowej – perkusisty Antoine'a Hadjioannou, basisty Matthieu Canaguiera i gitarzysty Shantidasa Riedackera. Bardzo charakterystyczne brzmienie ich muzyki sprawiło, że wielu krytyków, dziennikarzy i słuchaczy mówi o nich jako "eksperymentatorach łączących black metal z krautrockiem", ale sam zespół odnosi się do takich stwierdzeń chłodno i na pytania o tworzoną przez siebie muzykę woli odpowiadać takimi terminami, jak "pierwotny puls" i "fizyczna manifestacja idei poprzez dźwięki", niż podając etykietki gatunkowe. Ich początkowe dokonania – EPka s/t, "Descension", "Finsternis" i "Ordre" – były w dużej mierze eksperymentami studyjnymi. Cechowały się one bardzo upiorną i niepokojącą, wręcz horrorową atmosferą, przypominając w ten sposób muzykę spod szyldu dark ambient, ale będąc zarazem bardziej surowymi i dzikimi dziełami. Formuła została zmieniona przy okazji wydanego w 2012 roku "Occult Rock", kolosalnego dzieła rozłożonego na 2 LP. Zespół, zachowując fundamenty swojej filozofii gry, ukazał relatywnie przystępniejsze oblicze próbując uchwycić esencję swoich koncertowych występów. "Voix" dąży w tym samym kierunku bardzo przypominając swojego poprzednika, ale będąc jednocześnie dziełem o wiele bardziej złowieszczym i psychodelicznym, prowadząc do fuzji dwóch reprezentowanych do tej pory kierunków. W stosunku do swojego poprzednika jest też o wiele bardziej skondensowany i trwa około 40 minut, czyli połowę tego, co "Occult Rock".
"Voix" (fr. głosy), album wydany 5 lutego 2016 roku przez wydawnictwo Ajna Offensive, jest w zasadzie jedną długą, tytułową suitą, która podzielona została na sześć części. Jako tytuły otrzymały one długość trwania wyrażoną w minutach i sekundach (bądź, podobnie, jak na "Occult Rock", kolejne cyfry w numeracji rzymskiej – taką wersję można ujrzeć na Spotify). Wewnętrzne podziały są dość umowne, gdyż "Voix" nieustannie podlega przeobrażeniom, których z reguły nie odzwierciedla tracklista i zdarza się, że początek nowej części kontynuuje przez pewien czas główny temat z poprzedniej. Materiał zarejestrowany został analogowo, czyli na taśmę, uchwytując wszystkich muzyków grających jednocześnie. Miało to na celu uzyskanie dwóch efektów. Po pierwsze, bardzo duży nacisk zespół położył na relacje przestrzenne między instrumentami, z którymi dużo w trakcie prób i komponowania eksperymentował, a co technologia analogowa bardzo ładnie jest w stanie uchwycić. Po drugie zaś, jak przyznali członkowie Aluk Todolo - takie kolektywne nagranie znacznie zwiększa intensywność przeżycia podczas rejestracji albumu – sesja przeistacza się wtedy w uchwycony, unikalny koncert.
Podstawowe elementy budujące muzykę Aluk Todolo nie zostały drastycznie zmienione na "Voix" w stosunku do "Occult Rock" – zostały raczej nieco inaczej zaaranżowane. Bazą kompozycji wciąż pozostają mantryczne linie basowe, przy czym często przypominają one tutaj mamrotane inkantancje, których zaciekłość w ciągłych repetycjach tworzy hipnotyczną atmosferę. Perkusista Antoine gra ekstremalnie dynamicznie, bardzo pierwotnie i plemienne, ale zarazem jest w jego rytmach coś bardzo jazz(core)ującego. Połączenie tych dwóch elementów – bardzo statycznego, zatopionego w transie basu i ruchliwej, pchającej wszystko do przodu perkusji – tworzy przestrzeń i arenę, po której szaleją opętane całkowitą ekstazą dźwięki gitary.
Rozpoczynający się bezpośrednim uderzeniem w twarz "8:18" wraz z następującym po nim "7:54" oraz początkiem "5:01" stanowi zasadniczo jeden, niezakłócony magiczny rytuał. Na tle hipnotyczno-ekstatycznej sekcji rytmicznej Riedacker prezentuje spazmatyczny, amorficzny ciąg gitarowych dźwięków wykorzystując w tym celu z dużą swobodą tak przesterowane akordy oraz niepokojące, dysonansowe melodie, jak i ataki sprzężeń. Nie odnajdziemy tutaj tradycyjnie pojmowanych riffów, czy progresji. Z jednej strony muzyka ta jest na tyle dynamiczna, zmienna i niestała, że wymyka się wszelkim próbom złapania jej i ogarnięcia, a z drugiej zapętlone linie basowe wprowadzają w transowy nastrój i wybijają nas z jakiegokolwiek odczuwania czasu. Pierwszy moment, w którym otrzymujemy chwilę na wytchnienie następuje około pierwszej minuty trwania "5:01". Wraz z zanikaniem dźwięków zakończonej ekstazy zostajemy witani relatywnie czystymi, wybrzmiewającymi akordami i szeleszczącymi talerzami. Stan ten utrzymuje się jednak tylko nieco ponad minutę, po czym nagła eksplozja ponownie rzuca nas w dionizyjską, szaleńczą orgię. Do tej pory dość okrągły i mamroczący bas przeistacza się w rozwrzeszczaną bestię, gitara zdaje się przeżywać jeszcze silniejsze spazmy, a wszystko to podkreślane jest przez zabójczo nieustępliwy szał perkusji.
Ostatnie dźwięki "5:03" brzmią po raz pierwszy jak definitywny koniec większej całości. Czwarta część "Voix", "7:01", rozpoczyna się eksplozją sugerującą następną szaleńczą gonitwę, ale w rzeczywistości otrzymujemy utwór bardzo zbliżony do dawniejszych dokonań grupy, jak choćby "Ordre". W tym wolno posuwającym się do przodu dziele z pajęczą perkusją i prowadzącą melodią basu, nad którymi wysoko w powietrzu wyją gitarowe dźwięki, główną rolę odgrywa bardzo niepokojąca, wręcz nawiedzona atmosfera – przez co "7:01" brzmi jak idealny soundtrack do horroru utrzymanego w temacie duchowych opętań i wiedźmich kultów. Nagłe przyspieszenie następuje dopiero tuż pod koniec, płynnie przechodząc w część piątą – "5:34". Ta szybko pokazuje bagaż black metalowych doświadczeń członków Aluk Todolo dostarczając nam grane tremolo mroczne, atmosferyczne riffy. Około drugiej minuty otrzymujemy zwolnienie uwieńczone powrotem znanego z drugiej połowy "5:01" gryzącego basu. Temat ten ciągnie się z nami aż do kolejnej, ostatniej już części – "9:29". Transowej sekcji rytmicznej towarzyszy modulowana efektami gitara swobodnie eksplorująca różne zakątki dźwiękowe i brzmieniowe, kreując bardzo odrealnioną i lovecraftowską atmosferę. Szósta część jest zasadniczo narastającym budowaniem punktu kulminacyjnego, który następuje około połowy czwartej minuty. Muzycy do granic swoich możliwości eksplorują natężenie i ostateczne uniesienie, by wypuścić nas około piątej minuty i od tej pory powoli, spokojnie oddalając się w muzyczną nicość pozostawiają słuchacza samemu sobie, by ten stopniowo wrócił do rzeczywistości.
"Voix" nie miał żadnego kierunku, w którym mógł nas prowadzić ani historii, którą mógł opowiedzieć. Nie zależało mu też na współcześnie postrzeganych walorach estetycznych. Przywołane przez Aluk Todolo dźwięki zapewniły raczej bardzo pierwotne, sakralne doświadczenie, traktując muzykę jako medium obrzędowe, jak to często miało i wciąż ma miejsce w kulturach tradycyjnych. Chodziło o absolutny trans i zatopienie się w doświadczaniu i przeżywaniu dźwięków i stojących za nimi konceptów. I moim zdaniem członkom Aluk Todolo doskonale udało się to uchwycić. Muzycy ci udowadniają, że to pierwotne odczucie sacrum – z czegokolwiek by nie wypływało – jest jednak na tyle uniwersalne, że można je osiągnąć środkami, które dostępne są i naszym czasom. Nie trzeba sięgać po wykorzystywanie dawnych instrumentów i kopiowanie wzorców z przeszłości lub przekazów etnomuzykologów. "Voix" to nie tylko po prostu album muzyczny, ale też rytuał zaklęty w dźwiękach. Co prawda moim zdaniem "Occult Rock" osiągał ten sam cel znacznie lepiej i "Voix" wypada przy nim trochę jak odgrzewany kotlet. Prezentuje on też znacznie mniej pomysłów, ale dzięki ściśnięciu materiału do 43 minut nie jest to tak mocno odczuwalne. Wciąż to naprawdę świetny, strasznie wciągający album. Ocena: 8/10

rateyourmusic.com
4.5/5
Peu après la sortie d’Occult Rock, double album regroupant ce que la formation jouait en concert depuis sa création, le trio instrumental Aluk Todolo s’est afféré à la composition d’une œuvre d’une quarantaine de minutes nommée Voix. Divisé en six parties qui portent le nom de leur durée, l’album a été conçu comme une recherche des voix qui se cachent dans la musique du combo. Il a, comme le prédécesseur, été enregistré en deux prises (une pour chaque face du vinyle) avec tous les musiciens dans la même pièce au Drudenhaus. Méthode payante car indispensable pour atteindre l’objectif fixé par les artistes.
Dès les premières notes, aucune hésitation : la patte d’Aluk Todolo est directement identifiable. L’intensité avec laquelle le groupe joue traduit une dévotion totale et incomparable à la musique et aux forces que cette dernière manifeste. Néanmoins, comme cela a toujours été le cas au fil des sorites, le collectif français se meut, évolue, explore un peu plus. À l’image de la pochette basée sur une œuvre d’Aleister Crowley, la musique est ici beaucoup plus directe, plus droite voire plus verticale, comme la décrivait récemment un des membres du groupe lors d’une interview. Cela se ressent par l’utilisation de rythmes plus subtiles et moins minimalistes mais ô combien sagaces, tenus par un équilibre basse-batterie époustouflant et amenant l’auditeur dans un état proche de la transe, indispensable pour atteindre la finalité. Au fur et à mesure de l’écoute de l’album, les sons émis par la guitare et les pédales d’effet de Shanditas Riedacker forment des paysages, qui s’avèrent être de plus en plus lumineux.
Lors des dernières minutes de l’œuvre, le constat est clair : en cherchant les voix ensevelies dans les replis de leur musique, Aluk Todolo nous fait entendre la voix de Dieu. Les choses paraissent désormais éclatantes au moment où la batterie se dissipe et les accords de guitare éthérés nous font prendre conscience de ce qu’il est. De cette manière, la formation parvient encore à faire mieux que par le passé. Si ma chronique peut avoir une quelconque utilité, ce serait de pouvoir conseiller vivement à n’importe qui d’écouter cet album. Parmi les millions d’albums pour la plupart plus ou moins vide de sens et d’intérêt qui sont commercialisés dans notre société de consommation et de gaspillage, il est dommage que la possibilité de vivre une telle expérience de retour à la source passe - tout est relatif bien évidemment - inaperçue. Aucune référence ou prédisposition ne sont requises ici, un minimum d’ouverture d’esprit et trois-quarts d’heure de libres suffisent. La récompense est au bout, et en vaut vraiment la peine.

4/5
I missed out on Occult Rock in 2012, but Voix converted me into an Aluk Todolo faithful. It's exceptionally well played living, breathing music that glides through all the non-groove rock idioms: from noise to krautrock, from metal to meanest pyschedelia. It achieves purifying noise, eldritch atmpshere and gripping dynamics without relying on too much studio trickery: it's all in the interplay between the trio that jams the hell out of the aesthetic that seems counterintuitive for jamming. Essential modern rock, lukewarm reaction to this is a copout.
4/5
This is superb. I like how all the songs are connected to each other; it's basically one big Psychedelic trip. Also, the Kosmiche Music influence makes the album all the better; the album pretty much brings you into a trance that you can't get out of, but what a trance! The musicianship is superb; wait, three guys did this album? It sounded like more than three guys. That's awesome. Yeah, Psychedelic Noise Rock is the best (either that, or Noise Rock that is close in similarities to Noise Music; this album is the former, by the way).
3.5/5
More noisy, psychedelic, proggy jam "black metal" (do they still consider themselves black metal?) from Aluk Todolo.  This time out, the power trio dispense with the multiple song format and run out a forty three minute freak-out.  A lot of it is pretty repetitious on the rhythm side, though the actual playing is pretty dexterous and 70's prog damaged.  The real show is the guitar which careens to and fro, bringing to mind a freer version of the type of post-no wave wrangling of mid-80's NYC bands like Rat at Rat R or Live Skull, German noise rock trio Casper Brotzmann Trio and Japanese underground noise psych ala Kousokuya, Overhang Party or older Fushitsusha.
While it's not all intense all the time, if there's any problem with Voix, it suffers some from a lack of dynamics.  Don't misunderstand; if you saw this live (and I'm pretty sure it was recorded live in studio with minimal - if any - overdubs) you'd leave amazed.  But as an album, it doesn't get intense enough to warrant the level they maintain and, when they do come down, it sounds more like a breather than a true dynamic shift.
The production is great; mountain-wide expanses that bring on visions of densely fogged forests pock marked with abandoned cabins and something... out there.  While this, too, could have been played with to great effect - a missed opportunity - it's, at least, not a detriment.
But, really, these are minor complaints as Aluk Todolo are engaging in something that I just can't dislike - dark, noisy, heavy psych that doesn't actually come from Japan for once!  As with their previous album, Occult Rock, you won't be listening to this all the time but, when the mood is right, you'll find little better.
4/5
Jeśli kiedykolwiek szukałeś muzyki idealnej do seansu spirytystycznego, to właśnie ją znalazłeś.
„Voix” Aluk Todolo to sam diabeł. Oczywiście nie ten kreowany przez black metalową Norwegię, a już na pewno nie ten rock’n’rollowy dziwkarz. „Voix” to diabeł wyrachowany i cyniczny, który kupiłby duszę od każdego, każąc jeszcze dopłacić. Niedawno stwierdziłem, że nowy album Oranssi Pazuzu ma niesamowicie gęsty klimat, ale atmosfera wykreowana przez Aluk Todolo jest jeszcze bardziej intensywna i smolista.
Czytaj dalej
2.5/5
Technically great, but fails to impress me in any other way. There's just nothing to write about because it feels like no emotions were involved while making this album whatsoever.
2.5/5
This is how black metal would have sounded if it had been played in 1967. Fast tremolos, krautish rhythms reminding sparse blastbeats, jammy, incoherent structure. All these sound like one big improvisation in the hand of Brion Gysin who used his scissors to cut and paste the material in random order. No beginnings, no ends, lifeless and austere music. Could be fun when they played it but not all jam sessions should see the daylight. Sort of pointless and forgettable.
4/5
43 minutes of ominous noise rock, Skullflower meets with Amon Düül II for a jam in hell.

abortedeve.blog.jp
フランス産ブラックメタル/クラウトロックバンドの5thフルアルバム。
Deathspell OmegaやTeitanbloodの在籍するフランスのNorma Evangelium Diaboliからリリースされた。
荒涼感を主とした漠たるブラックメタルにクラウトロックの実験性を織り交ぜた音楽性で、好事家筋から親しまれるバンドである。
前作には、比較的その極寒の地のいと侘しき土着性的空気感の効いたブラックメタルの素養が在ったように思うのだが、
今作に関して言えば、音像に於けるブラックメタルの比重が軽くなっており、よりクラウトロックの実験性を主軸に据えて構築される、
フリージャズやプログレ乃至はエクスペリメンタル濃度の濃厚なアヴァンギャルドブラックメタル作品と成っている。
このダークな世界観と共鳴するはやはりKing CrimsonのRedに代表されるような、星一つない敬虔な闇の広がる世界であり、
其処からのプラトン哲学的見地から見た、ポストエクスペリメンタルブラック面へ続いていく類型解釈としては、
USエクスペリメンタルブラックのMurmurや、フィンランドのブラッケンドクラウトロックことOranssi Pazuzu等が彷彿とされるものだが、

去から積み重ねてきたバンドのアイデンティティとも言うべき、クラウトロックの素養を自虐的に転換させる高い実験性には、同郷のChaos Echœsにも近しい、さも物陰が闇の淵に繋がっているかの如き、陰性の際限なく広がり行く深遠的で不可思議な精神を強く感じることが出来る。

ルバムは展開一つとっても、素早く手数の多いドラムと低くうねるベースが構築する、排他的な鬱屈の世界の中で、出口を求め狂おしく鳴り響くエクスペリメン タルなギターと言った、刺激的なインストゥルメンタルの連続で構成されており、作中で遭遇する体験の連続は、聴く者を、一つのリフを妄信的に繰り返しトラ ンス感覚を誘発させる手法、細やかなリズムチェンジ、沈鬱に垂れこめる意識的な間からなる、静動の対比や緩急起伏の豊かさといった、総ての聴かせ所に於い て統率の執れた体験的で立体的な世界へ誘ってくれる。
ただインストゥルメンタルの感じ方、受け取り方というのは人それぞれであり、それは本Voixに関して言えば、
エクスペリメンタルのエクスペリメンタル足らしめる諸要素が幾何学的に際限なく広がり行き、深遠的で不可思議な心地に落ち着く方がいれば、延々同じような展開が続いている様に聴こえる方もいれば、
そんな体験露知らず途中で寝てしまっている方もいるだろうと思う。
そして其れこそが、クラウトロックの特性を先進的なブラックメタルに同居させたバンドの面目躍如として一つ起源してくる、必然的なことで在るのではないだろうか。
クラウトロックの種類では、Neu!の名作と同様のミニマムと原初的な空間音楽への反応としてである。
そんなブラックメタルの間口の中で、その様式から外れた音像の飛び道具だけで戦っているような本作だが、
Deathspell Omegaとは別の手法を以ってして、同バンドに代表されるジャズ/即興音楽/ノイズの影響下にある尖鋭的なブラックメタルのプロットそのものを立体的に再構築すると言う点では、
ブラックメタルの歴史上の新たな転換期を物語る音を秘めた作品の一つといっても過言ではない新しい価値観を視ることが出来る。
大きな展開の中では、じわじわと音そのものの倍音が変化されていっていたり、音量自体も変化していっていたり、歪んでいっていたりとしており
音密度のふり幅が大きいだけ、中々濃厚なムードが楽しめる作品と仕上がっているので、何も難しいことに囚われることなく、この仄暗く排他的にして深遠的な情調にトリップしてみてはいかがだろうか。
曲目は、

wallabirzine.blog.free.fr
Ce n’est pas vous qui devez aller vers cet album, car c’est lui qui vous transperce, fait pénétrer son impétuosité musicale.
Parfois magmanesque dans sa théâtralité, ce n’est plus tout à fait du black, c’est un truc isolé entre ses pérégrinations post-rock et son trip krautrock. Indomptable par sa singularité, cette musique sauvage est possédée, et si vous ne savez pas par quoi ? Mieux vaut ne pas trop y réfléchir au risque de faire appel aux grands esprits pour en connaître la teneur en fruit défendue.
Foudroyant par sa vigueur, herculéen par sa force centrifugeuse, le trio impose son souffre pour gratter les braises de son embrasement sonique, là où tout prend corps et s’enlace dans les flammes purificatrices.
Est-ce du free-rock ? Pourquoi pas ! Il y a une somme folle de style qui s’imbrique pour donner vie, pour prendre corps, pour immerger, pour surprendre, pour suspendre les songes telluriques, pour étourdir, et puis pour redéfinir ce goût acre et fou d’une musique libre, indomptable et provocante dans son désir de liberté.
Aluk Todolo épouse à merveille cette phrase de Charles Baudelaire : “Allons au fond de l'inconnu pour trouver du nouveau.”

superflux-webzine.fr
Il est parfois impossible de se soustraire à certaines fixations. Aluk Todolo fait clairement partie des miennes. Le trio français guitare/basse/batterie nous propose son quatrième album en ce début d'année 2016. Pour couper dans le lard, leur précédente galette, Occult Rock est à mes yeux le meilleur disque de la décennie, tous genres confondus. Il mélangeait tout ce que le groupe avait pu créer d'unique sur Finsternis et Descension en y ajoutant un côté orchestral jusqu'au boutiste. J'ai donc pris mon mal en patience lorsque j'ai appris que la version LP sortait après la version cd et j'ai attendu bien sagement la dernière livraison.
Voix est un unique thème divisé en six actes autour d'une rythmique virevoltante, où basse et batterie se livrent à un réel rodéo. Par dessus, la guitare acide de Shantidas Riedacker suit le tempo en délivrant tout son venin. Aluk Todolo fait de la musique dynamique comme jamais, de la musique évolutive. Voix est une ascension frénétique vers un sommet de musique tribale et psychédélique.
Il est difficile de ne pas s'immerger instantanément dans l'exercice de style, sorte de jam maîtrisé de bout en bout à la production et à la technicité impeccable. On est soufflé par la puissance jazzy qui rend le tout rond comme jamais Aluk Todolo n'a pu sonner. L'héritage est clair :imaginez un mélange de kraut rock originel (Can, Acid Mother temple), de Motorik Musik (Neu ! pour la pulsation), de musique concrète rythmique (oui, je pense clairement à quantité de travaux de Steve Reich) et de black metal moderne pour le son et l'ambiance (les côtés les plus drone de Blut aus Nord).
Voix est un voyage haletant où la guitare agonisante se permet d'exploser à certains endroits dans un fracas des plus distordus. Long drone funeste, western spaghetti d'outre tombe, chevauchée fantastique avec la mort aux trousses, opéra cosmique, récital mortuaire avec la lumière au bout du tunnel dans des accalmies ambiant, Voix est un peu tout cela.
Forcément, il était plus que difficile de succéder à Occult rock qui clouait une dizaine de scènes musicales en même temps par sa spontanéité et sa fraîcheur. Aluk Todolo a eu l'intelligence de faire évoluer sa musique et de chercher autre chose avec Voix, plus concis, plus dense aussi, mais maîtrisé de bout en bout.
Musique du corps avant tout, indispensable.
Bertrand

tometal.com
When does one classify a band as “avant-garde”? In my experience, it has been used as an umbrella term to describe a sound that is oddly different from the usual metal sub genres. “Avant-Garde”-ism tends to manifest across different sub genres and styles and this makes it difficult to look at it as a sub genre all by itself. So after much debate about what bands could be fitted into this highlights article, the Transcending Obscurity staff have narrowed down on the following albums that best represent avant-garde metal. These records may prove difficult to get into, but once understood, the rewards offered by these albums justify the effort. ~ Shrivatsan R (Deputy Editor)
A mysterious french outfit with a sound that is as distinctive as it is hypnotic. Psychedelic drones á la krautrock, feedback noise, screaming guitars meets progressive black metal, and the result is hard to describe. ‘Voix’ is a single piece divided into six separate parts, though the transition between them is not always easy to spot. There’s always something moving, so as the rhythm section may stay repetitive the guitars can go from low-level plucking that gently builds up to a wall of noise. If you are familiar with early krautrock bands such as Faust or Can, you probably know of how these bands used sound waves and rhythmic repetition to create a meditative feel to the music. And I would say Aluk Todolo is resembling that feeling with the way their music is in constant motion, but their approach is heavier, more noisy and much more intense. All in all, this is a great record that I should appeal to fans of Acid Mothers Temple as well as Blut Aus Nord. ~ Eirik Vandal

swanfungus.com
Aluk Todolo doesn’t make easy music. Their records are hyperactive, dynamic, constantly shifting slabs of rock-meets-metal that require a lot of effort on the part of the listener to keep up. This is not music I can put on in the background at work in order to get things done. It’s unsettling, it hypnotic in all the wrong ways, and I think that’s why I love it so much.

fp.nightfall.fr
Aluk Todolo, en voilà un drôle d'oiseau et pas que dans son nom. Créé en 2004, ce trio français sort tout d'abord de la scène black metal, avec tout ce que ça compte d'occulte, de dark, bref, ce genre de choses fort joyeuses. Sauf qu'en plus d'être instrumental (donc pas de pandas qui hurlent à la mort/imitent leur chien), Aluk Todolo se paie le luxe de réclamer des influences noise rock et aussi krautrock. Voilà de quoi en intriguer plus d'un, du moins en apparence. Car si la musique d'Aluk Todolo doit en effet quelque chose au fameux genre allemand, la filiation n'est clairement pas directe. On entre plutôt dans la catégorie des groupes qui sont à classer dans la catégorie des proches parents, ou ici des proches descendants. Ceci étant, l'étiquette peut être en partie justifiée, notamment avec Voix, la dernière sortie du groupe. Ici, Aluk Todolo invoque le côté le plus rock du krautrock, en prenant soin bien entendu de rajouter beaucoup de noise par-dessus. Rien que le nom des pistes peut renvoyer au premier Cluster : au lieu de se casser le crâne à les nommer, les trois musiciens offrent les durées à leur place. Musicalement, Voix envoie un gros pavé de 42 minutes sectionnées en 6 parties, où le trio rock de base envoie un son qui joue à fond sur le bruit, tout en développant une vision de ce qu'aurait pu faire un Neu! hard rock – ou du moins essaie. Le moins que l'on puisse dire, c'est que le résultat n'est pas mauvais. Voix est un album qui possède une atmosphère intrigante, étouffante, et par conséquent fascinante. Avec plus de variations et d'exploration musicale, on tiendrait là un disque innovant et original. Cependant, la musique se fait à plusieurs reprises monotone, et très, trop vite, une sensation de répétition s'impose avec lourdeur. L'atmosphère installée s'efface très vite par conséquent, gâchant ainsi un album qu'on aurait souhaité plus court une fois que la dernière piste est lue. Un acte manqué, donc, que ce Voix. Aluk Todolo avait l'idée, les moyens de la concrétiser, mais s'est raté dans les faits. Ensuite, est-ce qu'il y a moyen de refaire la même en mieux... c'est certes plus facile à dire qu'à faire, mais il est difficile de croire le groupe incapable de s'y plier. . En tout cas, ça reste une sortie peu mémorable, sans être anecdotique. Par WALTERSMOKE

polifonia.blog.polityka.pl
Weźmy raczej Aluk Todolo, istniejącą od ponad dekady grupę z Paryża. Grają – w archaicznej nieco formule powertria – to, co dość modne we Francji, czyli psychodeliczną muzykę z pogranicza metalu i postrocka, powoli się rozpędzającą (sekcja robi wrażenie) i zbudowaną na zewach gitarowych sprzężeń eksploatowanych ponad miarę i nierobiących większego wrażenia na miłośnikach noise’u. Na najnowszym albumie Voix muzycy zespołu są wprawdzie głośni, ale stereotypowi na potęgę i zglobalizowani w stopniu nie mniejszym niż Guetta. Nie ma to w praktyce prawie nic wspólnego z krautrockiem, do którego sami się próbują odnosić, a z wyjątkowością, narodowym brzmieniem, jakie krautrock w pewnym momencie wykreował – jeszcze mniej. Polscy Tides From Nebula rozjeżdżają to i rozprasowują na dzień dobry, choć ostatnio też mocno się powtarzają. Podobno francuscy futboliści zebrali się już po paroletnim kryzysie, jednak w muzyce rockowej ten kryzys jest nad Sekwaną czymś permanentnym i polecałbym paryskie trio tylko jako antidotum na wyjątkowo uciążliwych sąsiadów. 5/10

randomsongs.org
Je me suis rappelé du bruit de la tôle qui se plie dans un étrange fracas lors d’un accident de voiture. Je suis là, en face, en train de regarder l’accident avec cette drôle d’impression de voir la scène au ralenti. Ca m’est revenu à l’intérieur de la salle de concert, où on entend seulement le bruit des verres qui s’entrechoquent et le rire fort des gens qui discutent. La scène est encore vide, les instruments de musique sont posés contre la batterie et les amplificateurs ronflent doucement d’une souffle qui file la migraine. La lumière est allumée malgré une ambiance légèrement claire-obscure. Quelques vinyles sont posés sur une table avec des t-shirts portant des symboles à la fois paisibles et autodestructeur. J’aimerais en prendre un mais j’ai perdu ma voix, aucun son ne sort de ma bouche. C’est embêtant au début mais on s’y fait quand la lumière s’éteint et les premières mesures de batterie démarrent.
On y entend des lignes de basse qui se lancent dans une sorte d’assaut répété inlassablement jusqu’à mettre tout le monde à bout, dans un état proche de l’aliénation, de folie et d’émerveillement abasourdi. La batterie donne l’impression de jouer toujours la même rythmique, mais en fait non, seules quelques oreilles assez fortes pour survivre à ce mitraillage en règle pourront y déceler des micro-tonalités appréciées seulement par des chercheurs en électroacoustique, malheureusement tous morts depuis le début des hostilités sonores. La guitare bourdonne, elle est gavée de distorsions qui tournent en boucle, et elle choisit de partir à la charge dans tous les sens, en particulier là où tu ne t’y attends pas. Elle semble avoir l’intention de réveiller deux ou trois acouphènes qui n’attendent que ça pour revenir hanter nos sommeils. Pour le reste je ne sais plus trop comment décrire cette musique-là et c’est très bien comme ça puisque j’ai retrouvé ma voix.

collective-zine.co.uk
Listened to this over and over and over again and still don't feel like I've quite got a handle on it. Aluk Todolo, for the uninitiated, are an experimental, instrumental trio that claim spiritual and psychic ties to black metal but owe more sonically to jazz, krautrock and post-rock. 'Voix' comprises six intricate, expansive, interlocking parts. The rhythm section explores vast tracts of space and mesmeric repetition while the guitar adds shade and texture, from gossamer-thin threads to waves of crashing intensity. The overriding sense is of a looser, less-regimented - and less dub-inflected - Blind Idiot God; but while Andy Hawkins' outfit operate as an exhilarating cerebral exercise Aluk Todolo penetrate to a deeper and far more primal level that renders 'Voix' intense, exquisite and not a little terrifying. Reviewed by Alex Deller on May 31, 2016

rocking.gr
Από τον Θεοδόση Γενιτσαρίδη, 28/07/2016
Ψυχεδελική avant-garde παράνοια, με έντονα στοιχεία θορύβου, σκόνης και πειραματισμού
Πώς βαθμολογείτε το δίσκο;
Όσοι θυμούνται τον πρωτοπόρο και άκρως προοδευτικό δίσκο τους, "Occult Rock" του 2012, σίγουρα θα έχουν εκτιμήσει το ταλέντο των Aluk Todolo. Ήταν ένας απίθανος δίσκος που ξεπερνούσε τα όρια της μουσικής. Έμπλεκε πολύ σκοτάδι κι έβγαζε μια αδιανόητη ψυχεδέλεια στο πιο ακραίο της. Ήταν ένας συνδυασμός black metal ύφους, με krautrock καταβολές και έντονα jam-αριστικά περάσματα ψυχεδελικού rock. Στα ογδόντα λεπτά του άκουγες προοδευτική μουσική, χωρίς λόγια, με πολύ ξεχωριστό και μοναδικό μουσικό προσανατολισμό.Φέτος, οι εκ της Γαλλίας ορμώμενοι κύριοι Canaguier, Hadjioannou και Riedacker, φτιάχνουν έναν δίσκο μισής διάρκειας από τον προηγούμενο. Αυτό είναι πάρα πολύ καλό, καθώς αποφεύγουν μερικά κουραστικά και μονότονα περάσματα, που ακούγαμε στο παρελθόν. Ένα ψεγάδι είχε η προηγούμενη κυκλοφορία τους και ήταν αυτό. Τώρα, όλα είναι πιο γρήγορα, πιο άμεσα, πιο προς τον στόχο. Οι φετινές έξι συνθέσεις, που σαν όνομα έχουν τη διάρκεια τους σε λεπτά ("8:18", "7:54", "5:01", "7:01", "5:34" και "9:29"), δεν μπορούν να κριθούν μία προς μία. Ο δίσκος είναι ένα σαρανταπεντάλεπτο καλοσχεδιασμένο, γεμάτο και προσεκτικά ενορχηστρωμένο jam-αρισμα. Όλα τα κομμάτια είναι ενωμένα, είναι συνεχόμενα, χτίστηκαν και ακούγονται σαν ένα.
Στην αρχή ο θόρυβος κερδίζει. Η διαδικασία της σύνθεσης και το χτίσιμο του κομματιού αγγίζουν post-rock μεγαλεία. Οι νότες και ο ήχος από τα έγχορδα πλησιάζουν ακόμα και ατμοσφαιρικές sludge metal συνήθειες. Η πορεία από εκεί και πέρα κρίνεται πιο πειραματική. Έντονος ήχος, με αρχική διάθεση να επιμείνει στην ταχύτητα. Η σκόρπια, όμως, χρήση των τυμπάνων, που θα έλεγε κάνεις ότι πλησιάζει πειραματική jazz και η χαλάρωση της έντασης, κάνει τη μουσική περισσότερο ψυχεδελική και ταξιδιάρικη στη δεύτερη σύνθεση. Το τρίτο κομμάτι, όχι ότι αλλάζει κατά πολύ του δεύτερου, συνεχίζει παρανοϊκά και το παρατραβάει μέχρι ξαφνικά να σβήσει. Εκεί, όμως, που κοντεύει να σε χάσει, καταφέρνει απότομα να αλλάξει προσανατολισμό και ύφος και να φέρει την πιο πειραγμένη οπτική τους στο προσκήνιο. Έτσι παραμένει ο ήχος και στην επόμενη σύνθεση. Πειραγμένος. Αρκετά σκοτεινός, κάπως ελεύθερος και αρκετά τεχνικός. Σαν να μην αλλάζει τίποτα, μπαίνει και η προτελευταία σύνθεση και επίμονα προσπαθεί να σε παλαβώσει. Πλεονέκτημα της είναι το βάρος, το οποίο αγγίζει metal στιγμές και καταφέρνει να σε κάνει να κουνήσεις και το σβέρκο σου. Η μπάντα δεν χάνει καθόλου χρόνο. Δεν σπαταλάει σε άδικα γυρίσματα, ούτε σε επαναλαμβανόμενες λούπες τη συνθετική της ορμή. Κατ’ αυτόν τον τρόπο έρχεται και η καταληκτική σύνθεση του δίσκου. Κοντά δέκα λεπτά ενός σκονισμένου, έως και λασπωμένου, υπερπροοδευτικού και ψυχεδελικού rock που ανατριχιάζει. Παράταιρα, αλλά ενδιαφέροντα μέτρα. Ρυθμοί που χάνονται στην ατμόσφαιρα και ατμόσφαιρα που χάνεται στην παράνοια τους. Όλα σαν ένα. Ένα μεγάλο, ενιαίο, τρελαμένο και παράφρον ταξίδι.
Οι Aluk Todolo φτιάχνουν μουσικές που θα μιλήσουν σε διάφορα γούστα. Χάνουν αυτά τα σκληρά black metal στοιχεία του παρελθόντος, αλλά δεν χάνουν καθόλου σε ιδέες, σε ένταση, σε ρυθμό και σε τεχνική. Το "Voix" είναι ένας φανταστικός δίσκος που θέλει πολλά ακούσματα για να τον λατρέψεις. Το να θαμπωθείς και να τσιμπήσεις, όμως, ώστε να τον αγαπήσεις άμεσα, το κερδίζει από την πρώτη μόλις ακρόαση. Εξερευνήστε τους.

bigoutrecords.com
Difficile de coincer Aluk Todolo au jeu des étiquettes. En constante évolution, leur musique n’a cessé de s’ouvrir et de s’enrichir depuis leur formation à Grenoble en 2004. Une décennie de recherche où la technique et l’expérimentation n’ont toujours été qu’au service de l’expression la plus forte d’une musique aussi spirituelle que transcendante. A travers le black métal, le rock progressif, la musique psyché (oubliez les robes à fleurs par contre), mais aussi des influences no wave ou post rock, les trois d’Aluk Todolo ont navigué à travers les sphères musicales pour créer cet occult rock puissant et psychotrope.
En ce sens Voix, dernier album en date sorti cette année, poursuit l’exploration de nouvelles sonorités du groupe : on s’éloigne encore un peu plus du black métal enfumé des débuts, pour arpenter des territoires plus krautrock et jazz, plus clairs et plus aériens. Une véritable expérience cathartique.

thresholdmagazine.pt
Os Aluk Todolo são um trio francês com formação datada de 2004. Desde então, lançaram alguns EP's e quatro álbuns onde se inclui Voix, o mais recente disco da banda, editado em fevereiro do presente ano. Situando-se entre as sonoridades krautrock e post-rock, Voix sucede o disco duplo Occult Rock (2012) e apresenta-se, num registo menos pesado que o trabalhado no seu antecessor. Num conjunto de seis canções os Aluk Todolo apresentam em Voix um álbum 100% instrumental, onde a voz se expressa na conjugação sonora dos diversos instrumentos. Neste quarto trabalho os franceses abrem portas a uma experiência insana e tensa, carregada de guitarras distorcidas e uma percussão marcante. Voix segue a linha dos trabalhos anteriores mostrando, no entanto, uma banda em constante movimento, ainda à procura de uma "sonoridade de marca". A escutar sugerem-se singles como "5:34", "7:01" e "9:29". E, a não esquecer, os Aluk Todolo têm passagem por Portugal marcada a 19 de agosto no Cave 45, em função da Extended Experience de mais uma edição do festival Amplifest

csakbennhajogerendazatto.blog.hu
Ó drága szűklátókörűség, mi lenne velem nélküled? Hát mondjuk nem maradnék le fontos koncertekről. De hát úgy kellett nekem, miért vannak még 2016-ban is fenntartásaim a black metal műfajjal, de még az ilyesfajta előélettel bíró, ám mára egészen másban utazó izgalmas zenekarokkal szemben? Az Aluk Todolo valamikor július elején csöngetett nálam meghallgatásra, miután teljesen véletlenül rájuk akadtam és másfél percnyi belefülelés után már dobtam is át a lejátszómra mind a négy lemezüket. Nem sokkal később tudtam meg, hogy június közepén felléptek a Dürerben, ráadásul az már nem is az első hazai koncertjük volt. Bumm! Talán majd legközelebb... Koncerten biztosan még hatásosabb lehet ez a fajta repetitív, kozmikus hömpölygés, amely irgalmatlanul markáns ívet húz a már említett black metal, az experimentális rock, az instrumentális prog-rock és a krautrock közé. Ez itt az idei lemezük, szerintem az eddigi legjobb munkájuk, és nem is tudom... már most is nagyon tetszik, de ez még akár rajongásig is fokozódhat, mert pont az ilyen típusú zenei kalandok fészkelik be egyre mélyebben magukat az ember agyába.

rateyourmusic.com
hebertson Oct 16 2016
It's a bit of a challenge to review music like this because of the very nature of what it tries to accomplish. Voix is a droney, repetitive and noisy album that works very well in putting the listener into a trance-like state. When listening to this album for review I often forgot what I was writing notes on or lost track of my thoughts on the songs itself. This was a sign to me that this is a good album, an album that focuses more on the emotion, feeling and weight of the sound rather than songwriting or technical prowess.
For all intents and purposes this is one giant long song that carries the same tone and atmosphere for 43 minutes straight. The bass is well pronounced in the recording and is the oppressive and relentless backbone of Voix. The drums also play a great role in making the album feel organic as well as energetic. But the main star of the show is the guitar which is the element that changes the most throughout this noise journey and acts as the voice and personality of the record. There are a number of psychedelic and crazy guitar effects that are layered over each other which really makes this album stand out as a unique and creative record.
I definitely have to be in a mood to listen to this because it is exhausting and isn't easily digestible as a casual listening experience.

addict-culture.com
C‘est avec quelques mois de retard que j’évoque le dernier album d’Aluk Todolo. Il faut dire que si je ne me prétends spécialiste de rien, je m’avance un peu en me revendiquant amateur de tout. Aluk Todolo est une formation française, un trio parisien qui a sorti son premier album en 2007, donnant dans le métal mais qui, paradoxalement, s’en démarque avec agilité. En effet, leur musique doit autant au Black Métal qu’au psyché ou au Krautrock. Leur nom vient d’une région d’Indonésie, et leur univers est maîtrisé de bout en bout. Par exemple, leurs concerts sont éclairés par une ampoule unique, reliée au signal de la guitare, renforçant ainsi ce sentiment d’angoisse agressive permanente. Un chaos au milieu de l’obscurité. De leur propre aveu, ils jouent de l’Occult Rock, mais peu importe le catalogue, le raz-de-marée est surpuissant. Si certains pourraient rédiger cette bafouille mieux que moi ne serait-ce que pour évoquer les références et les genres abordés dans ce disque foisonnant, je n’en reste pas moins fasciné par la densité de cette galette qui bastonne du début à la fin.
Dès l’introduction, la musique vous saute à la gorge. Ce doux mélange entre un métal éloigné des carcans habituels et un post-rock apocalyptique qui nous libère enfin de l’emprise de Glasgow, vous donne des sueurs froides sans même vous obliger à bouger de votre canapé mais vous déchaussant quelques molaires au passage. Pas une seconde de répit pour cette musique intense où la basse ronfle à une vitesse improbable sous les riffs impitoyables et protéiformes. Cette perte de repères permanente a de quoi vous déboussoler et en quarante minutes Aluk Todolo vous épuise pour la semaine. Les titres s’enchaînent sans discontinuer, désolant votre intérieur sans la moindre accroche, alors que l’ensemble de ces plages instrumentales vous emmène au pays des songes cauchemardesques infinis.
La qualité première de cette musique oppressante est de vous tenir en haleine comme dans ces films d’horreur qui vous malmènent et vous incitent à allumer toutes les lumières une fois la dernière image passée. Les couleurs anthracites étalées sur les murs sonores de cette cage qui se referme peu à peu n’en finissent pas de se répandre. La tension permanente qui hurle à la mort vous use petit à petit et au final vous laisse sans voix.

xplaylist.cz
Aluk Todolo dávají na albu Voix posluchači vybrat ze dvou zdánlivě protikladných možností: buď sevření svěrací kazajky, anebo frenetickou rotaci v otevřeném prostoru. Jejich dráždivé instrumentální nahrávce je totiž vlastní jak naprosto nevypočitatelný vývoj, který ji zároveň přibližuje puntičkářství math metalu, tak atmosférická opojnost, která do značné míry vychází z blackmetalové minulosti francouzského tria. Nemalá tenze, která nikdy neumožní naprosté uvolnění, je zde zcela rovnocenná omamnosti, kterou šestice skladeb na posluchače působí.
Ty kapela nazvala jen čísly, vždy podle toho, jak dlouho ta která skladba trvá. Album Voix by se ale stejně tak mohlo jmenovat 43:17. Všechny kompozice totiž plynule přetékají jedna ve druhou a jde o nahrávku tak jednolitou, až by mohla dostat nálepku „koncepční“. To by ovšem Aluk Todolo nesměli nenuceně, přesto zřetelně vzdorovat zjevným metalovým klišé.
Jejich frenetický jam si zvládá udržet tajemný náboj a kombinace nepolevujícího přísunu tónů a hutné atmosféry násobí zážitek. Tomu napomáhá i neokázalý, ale zřetelný retro nádech – okultních doomařin vezoucích se na vlně vzedmuté Ghost se není třeba obávat. S tím koneckonců souvisí i další nepravděpodobná kombinace výrazně hlukových pasáží a precizní a zároveň schizofrenní instrumentace, jaká ve svých pokušitelských momentech připomene třeba Rangdu nebo o kus opojnější Diminished Men. I díky tomu skýtá Voix zážitek, jaký... číst dále Autor: Hodnocení autora: 80 %

popmatters.com
The Best Metal of 2016 by Adrien Begrand 2 December 2016
12 Aluk Todolo Voix
It’s easy to lump French band Aluk Todolo and Finland’s Oranssi Pazuzu together; after all, they both combine black metal, krautrock, and psychedelic rock to create highly unique hybrids. And indeed, Voix succeeds in exactly the same way that Värähtelijä does. When comparing the two, though, the slight edge goes to Aluk Todolo, whose fourth album is so remarkably concise and immediate, achieving its goal in 43 minutes as opposed to 63. The shorter length allows the music to sink in faster, and the way the trio crafts and molds the music into an amorphous yet shockingly solid whole is fascinating to hear. Drones soar and weave amidst a hypnotic, kraut-inspired rhythm section, atonal cacophony slowly metamorphoses into a coherent and alluring melody.

vinylmeplease.com
10 Best Metal albums of 2016 :
4. Aluk Todolo: Voix
Metal came out of rock music’s increasing appetite for amplification, but in a lot a ways, metal is pretty close to jazz. Both genres hit the sweet spot of technical ability, cerebral energy, and raw heart: a mix of man’s intellectual potential and his inner wilderness. The late ‘80s and early ‘90s saw a wave of innovative fusions of jazz and metal, thanks to John Zorn’s avant-grind projects Naked City and Pain Killer, as well as Last Exit, the New York quartet where Sonny Sharrock and Peter Brotzmann brought heavy rock fury to free jazz. A metal group that also feels like listening to a revelatory jazz combo, though? Only French trio Aluk Todolo are on that wave. Voix is a quieter storm compared to its predecessor, Occult Rock, but the turbulence is no less raging. It’s Jack Johnson fighting it out, In A Silent Way. Shantidas Riedacker is the missing link between Sharrock and black metal, fusing both sides’ usage of noise as a melody driver. He’s airy and dense at the same time, conjuring a fog held together by freeform tremolo and expansive feedback. Repetition is important, as it is in black metal; still, Voix draws more on kraut-like basslines driven by Matthieu Canaguier funky hand to arrive at this effect. Aluk Todolo are on the next level of avant-metal, which doesn’t necessarily mean they’re totally outré, thanks to drummer Antoine Hadjioannou. He’s one of the few metal drummers with a head for jazz, working with a frantic feel only Bill Ward in his prime could match. His shuffling causes to Voix fly by, making 45 minutes feel like a grindcore minute. Aluk Todolo feel like they’re just letting go, not looking back, an unusual feeling for metal, not so much for jazz’s more experimental side. New Wave of Jazz Black Metal? NWOJBM isn’t the prettiest acronym, doesn’t mean that Voix isn’t one of the most exciting albums to come from metal’s weirder end in some time. By breaking the sinew of strict composition, metal gets closer to free music, closer to the freedom so often bandied about but rarely put into practice.

cosmic-tentacles.com
TOP 2016 – Lo mejor del año
11 - ALUK Todolí - Voix (The Ajna Offensive) Les Gaulois ALUK Todolo restent engagés à approfondir ce chemin impossible qui relie le Black Metal No Wave, conduisant les autres à entrer dans l'un des voyages les plus étonnants qui peuvent livrer la musique contemporain. Voix pas cherché la complicité de l'auditeur, mais sa soumission, soumission totale à une proposition qui a deux personnel du débiteur lié aussi variés que Sunn O))), Glenn Blanc Ash Temple Ra. Unique.

stereogum.com
The 40 Best Metal Albums Of 2016
19 Aluk Todolo – Voix (The Ajna Offensive)
Voix, Aluk Todolo’s fourth full-length, bristles with post-punk energy over six connected tracks that were recorded live. The instrumental French trio calls this stuff “occult rock,” which is a mix of black metal’s feel with the looping yet frenetic energy of krautrock. All instruments crash and chime and soar and dive, recalling This Heat or Laddio Bolocko. That said, Todolo make this racket their own. There’s a grimness to the grime, the sort of unsettling nastiness that throbs beneath what city planners try to obscure. Dark alley music. There’s someone else here music. –Ian Chainey

yourlastrites.com
Dan Obstkrieg's Best of 2016 Let Them Bells Ring
1. Aluk Todolo - Voix
Voix snuck up on me. Well, no, that’s not quite right, because I fell in love with the album more or less immediately. Maybe it’s more accurate to say that the extent to which Voix would stick with me snuck up on me. Looking back at some of the albums that I’ve crowned the best of their respective years during my tenure at Last Rites (Giant Squid, Agalloch, SubRosa [twice], etc.), it seems clear that I gravitate towards nontraditional metal albums that make me feel big feelings. And although I wouldn’t have expected to put Aluk Todolo into that same category, the more I listened to Voix throughout this long, strange, ugly, hopeless, demoralizing year, the more it became a comfort and a salve, a guide and a friend and a stranger testing the limits of my hospitality. The philosopher Jacques Derrida wrote about the irresolvable contradiction at the heart of the concept of hospitality: on the one hand, in order to be truly hospitable, one must always be ready to welcome the unexpected guest; on the other hand, if one is in a state of constant readiness, then the guest is never truly unexpected, and the hospitality is rehearsed - a mere copy of the form. For Derrida, true hospitality always entails some threat of violence, because guest and host are each mutually vulnerable to the other. Maybe this is a strange way to think about music, but then again, in order to really understand what a piece of music is saying or doing, don’t we have to subjugate ourselves to its rhythms, to hollow out the space usually filled by our own needs and expectations, to listen with a certain vulnerability? Voix pulsates like a seed of light planted in deep soil, stretching and pushing and gradually expanding until it breaks free and tastes the air. It creeps like a vine of clay, like a moss of smoke, like a limb of air clutching rough-hewn stone. It is remarkable not so much in its scope, but rather in how much its tightly constrained focus suggests a vastness surpassing its actual scope.

krachundso.blogspot.com
Ganz ehrlich: So, wie mich „Okkult Rock“ seinerzeit völlig umgehauen hat, so sehr hat mich das diesjährige „Voix“ ja eiiiigentlich nicht geflasht…
…dieser sozusagen etwas kompaktere Nachschlag zum 2012er Doppelalbum lief dann aber trotzdem dieses Frühjahr gar nicht mal so selten bei mir. 
Instrumentaler Düster-Prog ist wohl schon irgendwie ziemlich mein Ding und funktioniert als Hintergrundbeschallung, als Sport-Soundtrack und als bewusstes Hörerlebnis tatsächlich gleichermaßen gut. Zumindest für mich.
Jetzt will ich die nur noch auch endlich mal live sehen!

rockthebestmusic.com
Desde Francia nos llega Aluk Todolo. Llevan ya desde 2004 pateándose el circuito musical europeo, pero parece que con su último trabajo se ha interesado un poquito el sector de oyente con inquietudes y que mira más allá de las simples novedades. Antoine Hadjioannou,  batería, Matthieu Canaguier, bajo y Shantidas Riedacker en la guitara toman el nombre de su banda de un región montañosa de la isla de Sulawesi en Indonesia.
Su música es exclusivamente instrumental y beben sin ningún tapujo del Krautrock, del Black Metal y la música Zeuhl que sus compatriotas e icónica banda Magma, puso en el mapa hace ya muchos años. La simbología esotérica, lo sombrío y lo místico, es lo que dirige la vía que el grupo lleva tomando desde sus inicios, tomando la A del alfabeto enochiano como símbolo de la banda. El idioma enochiano es la lengua hablada por los ángeles y por los humanos antes de la Torre de Babel, que según los entendidos es el verdadero idioma universal.Como se puede apreciar la banda se adentra en un universo digno de aparecer en el programa de televisión “ la nave del misterio”. Ellos mismo define su música como “Occult Rock”, y ciertamente sus composiciones musicales oscilan entre los misterioso y lo inquietante con lo feérico y la embriaguez. Sus conciertos tampoco dejan indiferentes ya que solo se iluminan de una bombilla que va conectado a la señal de la guitarra.
La verdad es que su último trabajo es de gran calidad y una exquisitez para los amantes de dichas sonoridades. Los fanáticos de Magma y Krautrock podrán percibir muchas influencias amoldadas a la personalidad de la banda. Voix, es su último lanzamiento, todos los títulos de las canciones son en números romanos y por el orden en que se sitúan en el disco. El disco sigue contando con elementos progresivos, tintes de Krautrock donde es el bajo que lleva la línea por donde se dirigen sus composiciones.
Evidentemente no hacen música que le pueda gustar a todo el mundo, es más puede hasta parecer aburrida y plana para muchos oyentes, pero si se le pilla el punto puede ser un viaje alucinante. Valoración 75

ninecircles.com
Top 10-6
Imagine Bohren & Der Club of Gore recording, under hypnosis, an avant-garde krautrock/black metal soundtrack for a feverish ritual involving a cornucopia of exotic deliriants and the breathless interpretive dance of interlocking bodies merging with the seducing, throbbing rhythms emanating from a dark jungle about to devour the congregation. A truly transcendental experience, Voix is where metal morphs into an atavistic psychosexual mass.

rockambula.com
TOP 30 STRANIERI
Turbolenta e sperimentale miscela di corrosiva psichedelia krauta e Black Metal/Noise per il Power Trio parigino. Una suite divisa in sei atti che alterna ad una calma oscura svariati crescendo che portano a secche mazzate.

metalbastard.tumblr.com
French progressive instrumental krautrock-ish black metal. Not easily digested but well worth the effort.

progarchives.com
After four long years the mysterious ALUK TODOLO finally releases a followup to their attention getting breakthrough (well in the underground freakazoid's world anyway) album "Occult Rock." While the first three releases were primarily based in the bizarre world of noise and Krautrock with dark ambient and psychedelic accoutrements, the band added black metal elements on their fourth album and continues those same characteristics on their fifth album VOIX which is French for "voice" however there are no vocals on this as are there on any (unless some weird spoken gibberish counts) ALUK TODOLO album. This music lies outside the confines of language and takes the listener to some far corners of some remote corner of the sonosphere, so dark and daunting that no one has ever dared explore.
On paper VOIX sounds much like what was established on "Occult Rock," namely black metal type tremolo picking with distortion galore with a frenetic and repetitive bass and drum to infinity while the guitar has little freak out dances around the main groove. Despite that similarity something sounds a bit different on this one. Whereas on "Occult Rock" it seemed like there was no sense of melodic development and in reality a very sophisticated take on the no wave sound that emerged in the early 80s by acts such as Swans, VOIX seems to have melodic developments albeit minor compared to the energetic performances that accompany each and every note that is played. In fact i think there is a slight surf rock type of thing going on at times but it is so obfuscated and drenched in hypnotic and chaotic time signatures that it is very hard to distinguish. But the fact that there is a variation in actual notes means that this album isn't nearly as meditative and mesmerizing as previous offerings even though it is!
Another aspect that makes this different from previous albums is the fact that the drums have gained some independence. While in previous offerings it was customary for percussion to be tied to the activities of the bass guitar, here it breaks free from its constraints and acts more like a jazz drummer would do and creates complex drum rolls that create a rhythmic backbone of the droning lysergic dissonant guitar distortions that venture into pure atmospheric space that can result in extended humming sprees. All tracks bleed into each other and this is really one long sonic journey through the noise filled halls of the jittery and distortion fueled head trips of ALUK TODOLO's wildest dreams. This type of music is in effect a psychedelic black metal free form extravaganza in a universe where no song structures exist and snippets of melody come and go as they please offering not a scant trace of rhyme or reason or any predictability whatsoever.
These sounds are solely for those who love noise, chaos and cold, dark places. This "music" may contain more elements of melody that the listener can latch onto in order to have some point of reference but they are equivalent to the bio-lantern of a deep sea angler in the crushing pressures of the deepest recesses of the Mariana Trench. This is bizarre music that is equally evocative as an active listener as a passive one. Much like the mathematics of a fractal, you can zoom into the details of your temporal comfort zone or not. This is music that is equally bizarre if you fully focus upon every detail or simply sit back and shop for new shoes on your favorite internet site. There seems to be a slight step up in the evolution of ALUK TODOLO and even though it took four years, it is excellent to hear their distorted reality coming into a new phase as it gradually and reluctantly takes on more melodic aspects of music and twist and distort them into their own bizarre concoctions. siLLy puPPy | 4/5 | 2017-1-17

bowelofnoise.com
Imagine if Pink Floyd listened to some black metal before recording "Live in Pompei" and then decided to make it an instrumental album.

discovolanteblog.blogspot.com
“Se le porte della percezione venissero purificate tutto apparirebbe all’uomo come è, Infinito” (William Blake)
Gli Aluk Todolo hanno trovato la chiave per aprire le porte della percezione. Per una quarantina minuti (tempo terrestre di riferimento) ci lasciano dare un'occhiata al di là dello specchio. Quel che riusciamo a percepire è un universo del quale non comprendiamo i confini, e la cui visione spaventa e lascia frastornati. Voix è un labirinto di ritmi ossessivi e nevrotici, sui quali rumorosissime chitarre deragliano tra note piegate semitono dopo semitono in bending infiniti, feedback lancinanti ed echi che si rincorrono come su una scala a chiocciola. Reale e irreale si fondono. Lunghe note di chitarra si amplificano come in un gioco di specchi grazie ad una magistrale capacità di manipolazione del suono mediante effetti larsen. Liberi da ogni costrizione razionale, in puro spirito kraut rock, siamo immersi in atmosfere oscure e inquietanti che ricordano gli esperimenti più acidi del post black metal degli Oranssi Pazuzu. La vertiginosa musica proposta dal trio francese è una continua metamorfosi dal potere magnetico. Dopo aver fatto capolino al di là delle Colonne d'Ercole della percezione, sarà impossibile fare ritorno. Bellissimo - e spaventoso al tempo stesso! - perdersi in questo mare. [R.T.]
“If the doors of perception were cleansed every thing would appear to man as it is, Infinite." (William Blake)
Aluk Todolo found the key to open the doors of perception. For about forty minutes (earth time as reference) they let us have a look beyond the mirror. What we perceive is a universe of which we do not understand the boundaries, and whose vision frightens us and leaves us dazed. Voix is a labyrinth of obsessive and neurotic rhythms, on which loud  noisy guitars derail among notes bent semitone after semitone in infinite bendings, lancinating feedbacks and echoes running one after the other like on a spiral staircase. Real and unreal blend together. Long guitar notes amplify themselves as in a game of mirrors thanks to a masterful ability to manipulate the sound through larsen effects. Free from all rational constraints, in pure kraut rock spirit, we find ourselves immersed in dark disturbing atmospheres recalling the acid experiments of Oranssi Pazuzu post black metal. The vertiginous music of the French trio is a continuous metamorphosis with magnetic power. Once you peeped beyond the Pillars of Hercules of perception, it will be impossible to come back. Beautiful - and scary at the same time! - to get lost in this sea. [R.T.]

giveviolenceachance.com
Du point de vue du chroniqueur, il y a plusieurs catégories de bons disques.
Il y a déjà les évidences, ceux pour lesquelles la chronique, pour ainsi dire, s’écrit toute seule. Parce qu’on se connecte particulièrement au groupe, que le disque nous bouscule, qu’il est si incroyable que le monde doit savoir VITE et/ou qu’il nous évoque plein de choses. Il y a ensuite les maronniers, ces disques qui peuvent être excellents mais sont excessivement conformes à ce qu’on pouvait en attendre et/ou à ses prédécesseurs (exemples : n’importe quel album de Thee Oh Sees, de The Fall, et plus généralement tout l’indie-rock) ; ceux-là contribuent dramatiquement à l’inéluctable enfouissement des Internets sous un tsunami de formules toutes faites, de copier-coller et de jus de stagiaire alors autant abandonner leur brouillon de chronique sur une aire d’autoroute, à moins d’avoir une TRES bonne raison d’en causer (ou quelques bonnes blagues à placer). Et puis il y a ces perles revêches, ces machins hors-normes qui, pour on-ne-sait-quelle raison, ne rentrent pas dans la première catégorie ; ils sont fascinants, tellement qu’on ne sait comment en parler sans les dévaluer ou avoir la désagréable sensation de passer à côté.
Voix est de ceux-là.
Car Aluk Todolo est un groupe à part. Du genre que tu croises plus à l’essentiel festival Sonic Protest qu’au Pitchfork, tu vois? Etiqueté black-métal, Aluk Todolo évolue en fait à la croisée de la puissance du métal, de la liberté fondamentale du jazz et de toutes ces musiques libres qui vont d’un point A à un point B sans jamais se retourner, et de la transe provoquée par ces courants du rock répétitif que l’on nomme kraut-rock ou rock psyché. Ben oui, que veux-tu, aujourd’hui tout est kraut- ou psyché-, mais c’est quand même pas la faute d’Aluk Todolo, qui n’a attendu ni la création du Paris International Festival Of Psychedelic Music ni la greffe de l’Austin Psych Fest en Anjou pour s’y mettre. Voilà plus de dix ans, maintenant, qu’Aluk Todolo touille dans son coin son étrange et noir magma.
J’ai découvert Aluk Todolo par Occult Rock, leur essentiel et précédent album. Mais j’ai réellement découvert Aluk Todolo par le live. C’était au nantais et très recommandable Soy Festival, et tu le sais parce que je t’en ai déjà causé chez SWQW. Secoué, je n’ai depuis plus estimé nécessaire de me replonger dans leurs disques, guêtant plutôt la prochaine opportunité de les revoir sur scène pour revivre l’expérience. Mais à l’écoute de Voix, je suis ravi de constater que ce qui m’a retourné dans leur prestation s’apprécie également sur disque. La perception depuis un canapé ou un siège de RER est moins physique, moins sidérante, mais la possibilité d’apprivoiser leur matière musicale jusqu’à en reconnaître tous les recoins est tout aussi intéressante.
La difficulté de la musique d’Aluk Todolo, c’est qu’elle est hors format. Si le groupe insiste sur le fait que tout est écrit et rien n’est improvisé (au moins dans les structures), il n’en reste pas moins qu’on ne peut ni compter sur la répétition de gimmicks catchy ni sur la mélodie pour s’enticher rapidement de leur travail. Voix est long à cerner, voire éprouvant, mais c’est justement ce qui le rend passionnant. Car ce n’est pas parce qu’elle ne repose pas sur les codes de composition et les harmonies habituelles du rock, que leur musique n’accroche pas l’oreille. Un groove tenace et ondulant se dégage, et le magnétisme mystique de la guitare fixe l’attention. Schématiquement, la pulsation de la batterie et les motifs de basse répétés à l’infini posent un socle rythmique puissant et propice aux cabrioles les plus folles dans les fréquences supérieures ; c’est justement ce à quoi s’adonne la guitare, qui vient ventiler ces fondations par ses savantes interventions anti-mélodiques. Et c’est bien ce travail de la guitare qui fascine. C’est encore plus impressionnant à voir en live, mais Shantidas Riedacker n’use d’aucune facilité et semble dans une quête permanente d’un éphémère équilibre, qu’il s’empresse d’envoyer balader dès qu’une cime est atteinte. Le résultat est tendu voire oppressant, et ce ne sont pas les rares arpèges (5:01) ni les accalmies en clair-obscur (7:01) qui apaisent réellement l’ensemble.
Voix s’envisage ainsi comme une seule pièce de musique, divisée en mouvements qui n’ont d’autre nom que leur durée. Le groupe enregistre d’ailleurs dans les conditions du live, en analogique, et le découpage en piste intervient par la suite. D’où la cruciale importance de la qualité des prises de son, et du mixage final. La seule véritable interruption du disque apparaît ainsi entre 5:01 et 7:01, soit entre la face A et la face B de l’album ; c’est le moment où le groupe arrête physiquement de jouer, tout bêtement pour changer la bande. L’auditeur en vinyle en profite lui pour changer de face, et tout le monde reprend son souffle.
Voix est labyrinthique : on en rentre par un bout et on en ressort par l’autre. Sans trop comprendre ce qui s’est passé au milieu, on sait qu’on s’est fait balader et on a pris son pied. Voix est une bête de disque, mais seuls les patients et les justes auront la chance de le savoir. Voix se mérite, et c’est très bien comme ça.

Souvik Basu (Metalhead Spotted) India
The French trio of black metal veterans Aluk Todolo has attempted an unwieldy mission to set the dark sounds of their past to the typically kaleidoscopic expanses of krautrock for better and worse, audacity is an essential aspect. Aluk Todolo delivers both the groaning textures and deserved, overpowering climaxes. When Aluk Todolo repeatedly cycles through riffs and valleys, that audacity starts to become an onus, turning what should be an adventure into a rote marathon through the vortex of sound and changes less than the music’s overall embrace and intensity. They emerge undaunted, with black metal sustain, an infinite breakneck beat providing a platform for sheets of noise and the perpetual rise and fall of one wintry riff. The soundscape becomes the guide through this haunting and complex sonic assault. This is as intended, music meant for submission. The music, it seemed, threatened to reanimate them all, the seemingly ordinary raw materials of metal magicked into life through some weird affinity with beetlelike carcasses.

yourlastrites.com
In the course of reading these features on the most essential albums of the past decade, it may occur to you to ask exactly what defines an album as “essential.” Essential to whom, or for what? And while there is no single formula for that answer, I like to think that “essential” revolves around two distinct poles: some albums are essential because they were integral to or indicative of a widespread trend or new stylistic development, and some albums are essential precisely because they were not that. Aluk Todolo’s remarkable Voix belongs firmly to the latter camp, in that it has spawned no movements, inspired no swath of imitators, nor been surpassed or even approached. Chaos Echoes’s brilliant and unsettling 2015 album Transient might be its only true peer, but Voix is headier, heavier, and yet also more diaphanous. The truly jawdropping thing about this 43-minute single composition is that even as it touches on post-punk, krautrock, noise, black metal, and jazz in its generously omnivorous scope, it never overreaches or strikes a false chord. The French trio uses absolutely nothing other than guitar, bass, and drums, but the feverish intensity and wild abandon of their exploration explodes the limited palette into an ever-expanding prism of shapes, shadings, and colors. All these years later, and I’m still not quite sure what Voix is about, but I’m still chasing that mystery, burrowing into the labyrinth of its sound, hoping to come out on the other side changed. [DAN OBSTKRIEG]

s